sobota, 29 kwietnia 2017

Rozdział 9 [Being your voice]

Dereck leżał na plecach na swoim łóżku i wpatrywał się w sufit. Już nie wyglądał na bardzo zirytowanego, lecz trochę smutnego i zagubionego. Kiedy wszedłem do pokoju, udał, że mnie nie zauważył i nawet nie spojrzał w moją stronę, ale i tak widziałem, jak drgnął, gdy wszedłem do środka. Podszedłem do niego, usiadłem na łóżku i popatrzyłem na jego twarz. Dereck cały czas wpatrywał się w sufit.
– Dereck?
Żadnej reakcji.
– Czemu jesteś zły?
I żadnego odzewu.
– Czy Penny ci się podoba?
To najwidoczniej zwróciło jego uwagę, bo spojrzał na mnie. Pokręcił głową i nie zrobił nic innego.
– Wiem, że nie jest ci łatwo. I zawsze staram się dla ciebie, jak tylko mogę. Jeśli coś jest nie tak, poinformuj mnie o tym. Może będę mógł coś na to poradzić. Jak będziesz ciągle tylko mnie unikał, to nigdy do niczego nie dojdziemy.
Dereck wpatrywał się we mnie bez przekonania. W końcu podciągnął nogi i przesunął się na łóżku, robiąc trochę wolnego miejsca. Usiadłem obok niego i przykryłem nas kołdrą. Dereck delikatnie dotknął mojego kolana, zwracając moją uwagę.
Porozmawiasz ze mną?
– Pewnie – odparłem od razu.
O czymkolwiek?
– O czym tylko chcesz – zapewniłem go.
O tym?
Wstrzymałem oddech. Dereck ostatnio zachowywał się zupełnie normalnie, jak na niego. Nie zauważyłem, żeby mu się pogorszyło, ale nie powiedziałbym też, żeby mu się polepszyło. Czy on naprawdę chciał mi opowiedzieć historię?
– Zawsze cię wysłucham – powiedziałem.
Dereck pokiwał głową.

Castlebar, 5 lat temu

Dwunastoletni ciemnowłosy chłopiec spojrzał buńczucznie na swojego starszego brata, który siedział obok niego przy stole. Chwilę temu skopał go pod stołem, ale rodzice i tak nie reagowali. Nigdy nie stawali po jego stronie.
Starsi bracia są do bani, pomyślał chłopiec.
– Dereck, jak nie zjesz zupy, to nie będziesz mógł wyjść jutro na dwór – zastrzegła wysoka kobieta, dostrzegłszy, że jej młodszy syn zaczyna się buntować. Kobieta była ubrana w prostą, ale elegancką, czarną sukienkę i właśnie próbowała zapiąć sobie na szyi białe perły.
– Brad znowu mi dokucza! – zawołał od razu dwunastolatek.
– Nieprawda – zaprzeczył Brad.
Chłopcy byli do siebie bardzo podobni, zarówno z charakteru, jak i wyglądu. Obaj byli dość wysocy jak na swój wiek. Mieli jasną karnację, która dość mocno kontrastowała z bujnymi, ciemnymi włosami i atramentowymi oczami. Jeśli chodzi o charakter, to obaj byli dość nieśmiali i raczej cisi w towarzystwie innych osób. Na ogół trzymali się tylko swojego zaufanego grona i tylko wtedy zachowywali się naturalnie. Mieli ze sobą dość dobry kontakt, ale i tak dość często rodziły się między nimi jakieś sprzeczki.
Matka westchnęła, widząc, że znów jest świadkiem kolejnej kłótni. Nie miała ochoty użerać się teraz z niegrzecznymi synami, bo spieszyła się na wyjście do teatru. Jej mąż już czekał na nią w samochodzie, a ona miała tylko zabrać torebkę i wyjść.
– Brad, nie zaczepiaj Derecka. Dereck, nie zaczepiaj Brada. Bądźcie grzeczni, gdy nas nie będzie i zjedzcie zupę. Bardzo was proszę, chłopaki.
Brad wzruszył ramionami, ale nie próbował już atakować brata pod stołem. Dereck pokiwał więc mamie na zgodę i zaczął wiosłować łyżką. Matka uśmiechnęła się z powodu względnego spokoju, pocałowała obu synów w czubek głowy (na co Brad bardzo się oburzył, bo miał przecież szesnaście lat!) i wyszła.
– Zostaliśmy sami – zauważył Dereck.
– Ależ ty jesteś spostrzegawczy – zakpił Brad.
Dereck zatrzymał łyżkę w połowie drogi do swoich ust i spojrzał na brata. Przełknął resztkę makaronu, która akurat znajdowała się w jego ustach, i odezwał się:
– Mama powiedziała, że masz mnie nie zaczepiać.
– A ty mnie.
– Obejrzysz ze mną serial, jak zjemy?
Brad uniósł brew zaskoczony, przyglądając się młodszemu bratu. Bardzo rzadko oglądali coś wspólnie, bo z reguły Dereck chciał robić wszystko ze swoim przyjacielem, Simonem. Ta propozycja była bardzo niespodziewana, więc Brad trochę się zmartwił. I choć chwilę wcześniej jeszcze pokłóciłby się z bratem bez większego powodu, to teraz cała ochota na zaczepianie młodego mu przeszła.
– A co z Simonem? – zapytał.
Dwunastolatek wzruszył ramionami i zaczął intensywnie przypatrywać się swojemu talerzowi z zupą.
– Pokłóciliście się?
– Mieliśmy małą sprzeczkę – przyznał chłopak.
– Na pewno się pogodzicie – zapewnił starszy brat. – Jak chcesz, to możemy coś obejrzeć, ale w sumie robi się całkiem ciemno. Moglibyśmy pobawić się w chowanego, bo mamy sprzyjające warunki.
Młodszemu chłopakowi oczy się zaświeciły na tę propozycję. Już chciał się zgodzić i rozpocząć zabawę, ale przypomniały mu się słowa matki. Spuścił głowę w dół i opanował swój entuzjazm.
– Mama nie pozwala bawić się w chowanego.
– No to co? Dzisiaj jej nie ma.
– Ale mama mówi, że ta gra jest niebezpieczna.
Brad zmarszczył brwi.
– Daj spokój, Dereck. Chyba w to nie wierzysz, co? Co jest niebezpiecznego w tak prostej zabawie jak chowany? Mama zawsze tak mówi, bo nie lubi, jak ganiamy się po całym domu i zaglądamy do miejsc, które nie są dla nas dozwolone. No i wkurza się, że gnieciemy jej sukienki, gdy wchodzimy do szafy. Po prostu pobawimy się tak, aby nie pozostawić po sobie żadnych śladów, a ona nigdy się o tym nie dowie. Co ty na to?
Dereck, który bardzo chciał być przekonany, że w chowanym nie ma nic złego, zgodził się od razu. Nie próbował nawet dyskutować z argumentami starszego brata, które brzmiały przemyślanie i przekonująco. Nie sposób się z nimi kłócić.
– To kto pierwszy liczy?
– Ty, bo jeszcze nie skończyłeś jeść – powiedział Brad, wstając od stołu.
Młodszy chłopak pokiwał niechętnie głową nad talerzem, bo stanowczo wolał się chować.
– Do czterdziestu – dodał Brad, znikając w korytarzu.
Dereck zabrał się za liczenie, na przemiennie krzycząc jedną liczbę i biorąc do ust jedną łyżkę zupy. Gdzieś w połowie skończyło mu się to, co miał na talerzu, więc pomyślał, że mama jak wróci, to będzie zadowolona.
– Czterdzieści! – krzyknął najgłośniej, kończąc liczenie.
Wstał od stołu i powędrował do korytarzu. We wszystkich pomieszczeniach z wyjątkiem kuchni było ciemno. Nawet z piętra nie docierała ani jedna strużka światła. Dereck jednak nigdy nie bał się ciemności, a swój dom znał jak własną kieszeń, więc po prostu zabrał się za poszukiwania brata.
Najpierw poszedł do salonu, choć raczej nie oczekiwał, że mógłby go tam znaleźć. Pozaglądał za grube firany przy oknach, w których łatwo się było schować. Zajrzał za kanapy oraz szafę, a na koniec pod stół przykryty bardzo długim obrusem. Brata nie znalazł.
Zajrzał do obu łazienek, ale one były bardzo przestronne i raczej nie dało się tam chować, więc i te miejsca szybko odpadły. W dwóch pokojach gościnnych znajdujących się na parterze spenetrował wszystkie szafy, pozaglądał pod stoły i biurka, a nawet podniósł dywan. Kolejny raz się rozczarował i wówczas zdecydował, że pora iść na górę.
Na pierwszy ogień wziął swój własny pokój, bo jego znał najlepiej. W jednym z kątów stały ogromne pudła z zabawkami i już kiedyś obaj próbowali tam wchodzić, ale tym razem Brad najwidoczniej się na to nie zdecydował. Pod wielkim łóżkiem Derecka znajdowało się trochę wolnej przestrzeni, więc sprawdził też to miejsce. Pozaglądał wszędzie, gdzie tylko mógł i w końcu się poddał.
Wyszedł z pokoju i przystanął na chwilę, zastanawiając się. Chciał najpierw sprawdzić prywatny pokój Brada, ale stwierdził, że on prędzej wybrałby coś bardziej niebezpiecznego. I tak znalazł się w sypialni rodziców. Rodzice nie przepadali za tym, jak synowie zaglądali do ich świątyni, więc chłopcy mieli jedyne okazje, żeby go pozwiedzać, gdy zostawali sami.
Dereck obstawiał dwa miejsca. Łóżko albo szafa. Wybrał najpierw to pierwsze i zajrzał pod łóżko. Nikogo tam nie było. Rzucił się jeszcze na pościel, ponieważ składało się na nią tak dużo prześcieradeł, że spokojnie ktoś mógłby się tam skryć. Nie usłyszał żadnego jęknięcia, nie poczuł też pod sobą żadnego ciała, więc podniósł się z łóżka, wzdychając cicho. Podszedł do szafy i otworzył ją gwałtownie, a z tego mebla wyskoczył na niego brat z głośnym okrzykiem:
– BU!
– Debilu – warknął młody, odpychając od siebie Brada i starając się ukryć to, że rzeczywiście trochę się przestraszył.
– Długo ci to zeszło – wytknął starszy brat.
– Nieźle się schowałeś – przyznał Dereck.
– Czy ja wiem? Po prostu wlazłem do szafy. To raczej wina tego, że gramy w dwójkę, a u nas jest tak dużo pomieszczeń. Sprawdzałeś każde po kolei, co nie?
Dereck pokiwał głową.
– Może zmniejszymy rejon tylko do parteru? – zaproponował Brad.
Dwunastolatek złożył usta w dziób, niezadowolony.
– I proponujesz to teraz, jak już ty masz mnie szukać?
– Jak chcesz, możesz się tu chować. Ale i tak od razu tu przyjdę, bo już będę wiedział.
Młodszy chłopak założył ręce na piersi i spojrzał na brata pochmurnie.
– Zepsułeś moje pomysły.
Brad zaśmiał się i zaczął kierować na dół.
– Och, no. Chowaj się, gdzie chcesz. Masz cały dom. Chodź do kuchni, bo tam zaczynamy.
Bracia poszli razem na parter. Starszy z nich zajął miejsce przy stole i zabrał się za liczenie, a tymczasem młodszy od razu zniknął w korytarzu. Postanowił jednak nie chować się na piętrze, bo Brad pewnie tego po nim oczekiwał. Poszedł do jednego z pokoi gościnnych, gdzie też były długie i ciemne firanki. Schował się za jedną z nich i jeszcze ułożył ją tak, by wyglądała naturalnie i nie odsłaniała nawet fragmentu jego ciała. Kiedy usłyszał, jak brat krzyczał liczbę czterdzieści, to zastygł w miejscu i starał się być jak najciszej. Nadstawiał uszu, aby usłyszeć kroki Brada, ale ten zachowywał się bardzo cicho.
Po pewnym czasie Dereckowi w zasadzie znudziło się stanie w miejscu. Nie wiedział, ile minut minęło, ale zrozumiał też, jak musiał czuć się Brad, gdy czekał na niego. Dereck rozważał nawet poddanie się i wyjście ze swojej kryjówki, ale wtedy usłyszał trzeszczenie otwieranych drzwi. Wstrzymał oddech, tak aby nie zdradzić swojego położenia niczym, skoro już dotarli do ostatecznej rozgrywki. Usłyszał kroki brata i wyczekiwał.
Dereck czuł, jak serce szybko mu bije z emocji. Miał wrażenie, że każdy mógł już je usłyszeć. Firanką nagle coś szarpnęło, a wzrok Derecka padł prosto na Brada.
– Mam cię – powiedział szesnastolatek.
– Już trochę mi się nudziło – przyznał Dereck.
Chłopcy opuścili pokój i razem poszli do kuchni, wciąż jedynego pomieszczenia, w którym paliło się światło.
– Sprawdzałeś na górze?
– Sprawdzałem. Myślałem, że może schowałeś się u siebie, ale cię nie znalazłem. Potem zszedłem na dół i zajrzałem do każdego pokoju. Do ciebie trafiłem na samym końcu.
– Długo to trwało – stwierdził Dereck.
– Czułem się podobnie. Tym razem serio ograniczamy przestrzeń. O ile chcesz jeszcze grać.
– Chcę!
Choć Dereckowi przez większość czasu nudziło się stanie w miejscu, to jednak przypływ emocji pod sam koniec przypadł mu do gustu. Co prawda w chowanego ciekawiej by się grało w większej grupie osób, ale w dwójkę też mu się podobało. Bracia tak rzadko grali w tę grę, że w zasadzie liczyło się tylko to, żeby zagrać.
– Dobra, to teraz ty liczysz. I szukaj mnie tylko na dole. – Po tych słowach Brad wyszedł z kuchni.
Młodemu nie pozostało nic innego, jak usiąść przy stole i zacząć liczyć kolejny raz. Był jakoś w połowie, gdy zdawało mu się, że usłyszał jakiś dziwny dźwięk dochodzący z salonu. Zwalił to jednak na jakieś nieostrożne poczynania brata i kontynuował. Chwilę później zakończył liczenie i ruszył na poszukiwania. Jego pierwszym pomysłem było zajrzenie do wspomnianego salonu, ponieważ stamtąd dochodziły ostatnie odgłosy.
Dereck podążył korytarzem w pożądanym kierunku, czując, że tym razem rozgrywka zakończy się znacznie szybciej. Chłopak zastanawiał się z jakimi słowami złapać brata, kiedy kolejny raz usłyszał dziwny odgłos dochodzący z salonu. Dereckowi do złudzenia przypominało to dźwięki stukania o szybę, w tym przypadku okno.
Dwunastolatek zatrzymał się w półkroku, biorąc głęboki oddech. Nie chciał tego przed sobą przyznać, ale trochę się przestraszył. Stał przez chwilę w miejscu i nasłuchiwał uważnie, starając się wyłapać jakieś dziwne stuknięcia. Kiedy nic takiego nie nastąpiło, Dereck uznał, że to po prostu Brad próbował go przestraszyć. Prychnął cicho pod nosem, kpiąc z głupoty brata.
Czy on naprawdę myślał, że dam się nastraszyć jakimiś głupimi pukami i stukami?, pomyślał Dereck.
Chłopak znów ruszył się z miejsca i dokładnie w tym samym momencie rozległa się kolejna seria dźwięków. Teraz Dereck był już przekonany, że ktoś lub coś obijało się o okno. Przełknął ślinę, czując, jak serce przyspiesza mu ze strachu.
– Brad? – zawołał niepewnie, nie ruszając się.
Dereck nie otrzymał odpowiedzi i zaczynał coraz bardziej się stresować. Z chwili na chwilę ta zabawa coraz mniej mu się podobała, a za jeszcze gorszy pomysł uważał granie w nią po zmroku. Wiedział, że nie powinien ufać bratu, że ten po prostu się z nim pobawi. Zawsze musiał dorabiać jakieś dodatkowe atrakcje i tym razem postanowił go przestraszyć.
Kiedy stukanie rozległo się kolejny raz, Dereck nie wiedział czy bardziej się bał, czy też wściekał na brata.
– Brad! To nie jest śmieszne! – warknął.
Odpowiedziały mu tylko kolejne stuki i puki. Dwunastolatek nasłuchiwał uważnie, aż w końcu wyłapał coś na kształt skrzypienia, które wydawało okno przy otwieraniu. Dereck wciągnął ze świstem powietrze, zastanawiając się, po co jego brat otwierałby okno.
Nagle Dereck poczuł, jak ktoś obejmuje go od tyłu. Spróbował odskoczyć, ale oprawca był znacznie silniejszy i sprawnie go przytrzymał oraz zasłonił mu usta ręką. Chłopak zaczął się wierzgać. Drapał nieznajomego po rękach. Kopał, nadeptywał mu na stopy. Próbował odciągnąć knebel z dłoni, żeby krzyknąć, ale nie miał tyle siły. Myśli w jego głowie pędziły niczym światło, podpowiadając mu najgorsze scenariusze. Nie chciał umierać.
– To ja, Brad – powiedział atakujący.
Dereck uspokoił się momentalnie i wykręcił szyję. Spojrzał w górę i rozpoznał twarz starszego brata. Przytulił się do niego, uświadamiając sobie, że nic mu nie grozi. Serce biło mu tak szybko, jakby miało zaraz wyskoczyć mu z piersi. Brad objął krótko młodego i zaraz odsunął go od siebie, po czym spojrzał mu w oczy.
– Będziesz się teraz mnie słuchał? – zapytał poważnie.
Młodszy brat dostrzegł, że starszy jest trochę zestresowany, więc potulnie pokiwał głową. W jego towarzystwie czuł się bezpiecznie.
– Słyszałeś w salonie? Chyba jakiś złodziej próbuje się włamać do domu.
Dereck przyłożył dłoń do ust. Nie chciał, żeby jacyś obcy ludzie kręcili się po jego domu. Szczególnie, gdy nie było rodziców.
– Idź się schowaj. Tam, gdzie ostatnio. A ja pójdę do kuchni, żeby zadzwonić na policję, dobrze?
Młodszy pokręcił głową.
– Nie zostawiaj mnie samego.
Zaraz po tych słowach, obaj bracia usłyszeli kroki dochodzące z salonu.
– Zaraz do ciebie przyjdę – wyszeptał Brad. – Proszę, nie wychylaj się, młody.
Dereck uznał, że skoro jego starszy brat zachowywał zimną krew, to może nie powinien stawiać oporu. Szczególnie że nieproszony gość zaraz opuści salon i trafi prosto na nich, stojących jak kołki na korytarzu. Z niechęcią zgodził się na propozycję i poszedł w kierunku pokoju gościnnego. Przed wejściem odwrócił się jeszcze, ale Brada już nie było. Powędrował dalej i specjalnie zostawił uchylone drzwi, żeby w razie czego usłyszeć brata, a potem schował się za firanką, jak ostatnio.
Tym razem serce biło mu szybko przez cały czas oczekiwania. Dereck przyciskał dłonie do klatki piersiowej, chcąc je uciszyć, żeby móc nasłuchiwać to, co działo się w domu. Słyszał kroki. Ktoś kręcił się po korytarzu. Dwunastolatek miał nadzieję, że włamywacz nie spotka jego brata. Odetchnął z ulgą, kiedy odgłosy zaczęły niknąć na piętrze domu.
Młody czekał. Czas zdawał się zwolnić, a każda sekunda trwać kilka godzin. Dereckowi brakowało jakieś zegarka, żeby móc kontrolować sytuację. Zaczął zastanawiać się, ile czasu może trwać wykonanie telefonu. Wydawało mu się, że Brad już dawno powinien wrócić, co tylko wzmagało jego lęk.
Nie był w stanie określić, ile dokładnie czasu upłynęło, kiedy znów usłyszał ciche kroki. Dochodziły z zupełnie innej części domu i powoli zbliżały się w stronę pokoju, w którym się znajdował. Dereck nawet nie pomyślał, że to mógłby być włamywacz, od razu uznał, że to musiał być Brad. Zdecydował porzucić swoją kryjówkę i cichutko podszedł do uchylonych drzwi, i delikatnie zza nich wyjrzał. Uśmiechnął się, gdy dojrzał brata, który z wyraźnym skupieniem na twarzy, właśnie wchodził do korytarzu. Dereck już chciał do niego wyjść, kiedy Brad nagle zatrzymał się w półkroku, a jego mina zrzedła.
– Mam cię. – Usłyszał Dereck. Głos dochodził z naprzeciwka od strony schodów. Brzmiał... dziwnie. Gdyby ktoś zapytał dwunastolatka, ten nie miałby problemu z określeniem płci włamywacza i od razu powiedziałby, że to mężczyzna. Nie byłby jednak pewien co do wieku. Głos brzmiał grubo, ale Dereck wiedział, że ten ktoś go modulował i z pewnością nie brzmiał naturalnie.
Brad uniósł ręce w górę w poddańczym geście.
– Proszę, nie rób mi krzywdy – powiedział.
Dereck próbował jakoś wyjrzeć niezauważony, żeby zobaczyć włamywacza, ale mu się nie udało. Na szczęście, ten podszedł parę kroków w przód i znalazł się w centrum korytarza, tak że młody bez problemu mógł przyjrzeć się ciemnej sylwetce. Mężczyzna był dość niski i niezbyt silnie zbudowany, ale wydawał się groźny. Ubrał się czarne spodnie i czarną bluzę, a na głowie miał kaptur, więc Dereck nie dojrzał jego twarzy, a w dłoni trzymał uniesiony nóż.
– Powiem ci, gdzie jest wszystko – mówił Brad, przełykając ślinę. – Wiem, gdzie są kosztowności. W salonie jest najnowszy model telewizora...
Napastnik cały czas zbliżał się w jego stronę. Brad odważył się zrobić kilka kroków w tył, ale wówczas włamywacz się odezwał:
– Nie ruszaj się.
Brad zatrzymał się.
– Was jest dwóch. Gdzie ten drugi?
Dereck wciągnął ze świstem powietrze i od razu przyłożył dłonie do ust, obawiając się, że został usłyszany. Skąd ten włamywacz wiedział, że ich jest dwóch? Dereck pomyślał, że to włamanie nie mogło być przypadkowe i że planowano je od jakiegoś czasu, a przy okazji zbierano o nich informacje.
– Jestem sam – zaprzeczył Brad drżącym głosem.
Włamywacz zaczął się śmiać. Dereckowi bardzo nie pasował śmiech do tej sytuacji i wydawało mu się to upiorne. Chciał wybiec i się pokazać, pomóc jakoś bratu, ale za bardzo się bał. Poza tym czuł, że nie powinien tego robić, skoro Brad przed chwilą zanegował jego obecność.
– Gdzie ten drugi? – powtórzył nieznajomy.
– Nie wiem, o kim mówisz.
– To może zaraz ci się przypomni – stwierdził włamywacz. Znajdował się już wystarczająco blisko Brada, więc popchnął go na ścianę i przytrzymał. Przyłożył mu nóż do szyi. – Gdzie ten drugi? – warknął.
Szesnastolatek pokręcił głową. Trząsł się z przerażenia. Szarpnął się raz, próbując się wyrwać, ale napastnik okazał się silniejszy.
– Nie powiesz mi? Oj, szkoda.
Włamywacz zupełnie nagle puścił chłopaka. A potem zamachnął się nożem i dźgnął go prosto w brzuch. Brad uchylił usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Wyglądał po prostu, jakby bardzo się zdziwił. Przyłożył dłonie do rany, z której powoli sączyła się krew i wpatrywał się tępo w napastnika.
– Jesteś skończony – wysyczała ciemna postać.
Derecka wbiło w ziemię i nie był w stanie się poruszyć. Obserwował jedynie całą sytuację zza drzwi i miał dziwne wrażenie, że jego twarz bardzo przypomina teraz twarz brata.
Oprawca podhaczył nogi Brada i z łatwością ściągnął go na ziemię, bo Brad już w ogóle się nie opierał. Potem usiadł na jego biodrach i, cały czas trzymając w dłoni nóż, nachylił się nad chłopakiem. Dereck dostrzegł, że chyba coś do niego mówił, ale z tej odległości nie słyszał co.
Napastnik uniósł się znad twarzy Brada i odezwał się już głośno:
– Gdzie ten drugi?
Ale Brad znowu nic nie powiedział, co bardzo zirytowało przeciwnika. Dźgnął go znowu w brzuch, po czym kolejny raz powtórzył pytanie. Za każdym razem, kiedy nie uzyskiwał odpowiedzi, wymierzał silny cios w jakąś część ciała, aż w końcu Brad przestał się poruszać. Dereck nie widział z tej odległości jego twarzy, ale za to widział podłogę. Cała przestrzeń wokół jego brata zalana była krwią, a czerwona kałuża powiększała się z każdą chwilą.
Oprawca podniósł się z pozycji siedzącej i stanął nad ciałem szesnastolatka. W dłoniach, z których powoli skapywała krew, wciąż znajdowało się ostrze również naznaczone czerwonymi śladami. Mężczyzna bardzo delikatnym ruchem przyłożył nóż do swojego ramienia i przetarł go o bluzę. Potem spojrzał w dół i przez chwilę kontemplował nad swoim dziełem.
Dereck bał się chociażby drgnąć. Stał blisko przejścia i wiedział, że w każdej chwili może zostać zauważony, ale z drugiej strony czuł się zupełnie zmrożony. Po jego policzkach powolnie staczały się krople łez, ale dwunastolatek nawet tego nie zarejestrował. Przerażanie oraz szok zupełnie nad nim zapanowały.
Zabójca drgnął kilka razy, aż w końcu ruszył się ze swojego miejsca. Skierował się w stronę Derecka, ale na szczęście wyminął ten pokój i znów udał się na górę po schodkach. W miejscach, w których stawiał kolejne kroki, pozostawiał po sobie czerwone plamy z krwi.
Dereck natomiast stał w miejscu i czekał. Sam do końca nie wiedział na co, ale kiedy ucichły już odgłosy dochodzące z góry, odważył się wychylić poza granice pokoju, w którym czuł się względnie bezpieczny. Z szybko bijącym sercem przeszedł przez korytarz, starając się ignorować niewielkie ślady posoki i skierował się do tego największego.
Brad leżał na ziemi z rozłożonymi na bok rękami. Praktycznie całe jego ciało oraz jasne jasne ubrania pokryte były krwią. Jego twarz zupełnie zbledła, a przy ustach pozostał mały ślad po spływającej strużce krwi.
Dereck wciągnął ze świstem powietrze i cichy jęk wyrwał się z jego ust. Już nie myślał o mordercy, który szukał go piętro wyżej. Upadł na kolana w czerwoną kałużę, jeszcze bardzo ją rozchlapując, i złapał brata za ramię.
– Brad – wyszeptał.
Wówczas stało się coś niespodziewanego. Szesnastolatek uchylił powieki i powolnie przekręcił głowę w stronę młodszego brata. Rozsunął wargi, a z jego gardła wydobyło się ciche chrząknięcie.
– Brad – powtórzył szybko Dereck. – Spokojnie, oddychaj.
Złapał starszego brata za głowę i uniósł ją delikatnie, próbując mu jakoś ulżyć w cierpieniu.
– Wszystko będzie dobrze – powiedział cicho. – Przyjadą zaraz. Pomogą ci.
Brad poruszał wargami, usilnie starając się coś przekazać. Dereck nie mógł jednak wyłapać żadnego artykułowanego odgłosu. Głaskał delikatnie brata po policzku, zupełnie ignorując, że brudzi krwią także siebie.
– Musisz wytrzymać – dodał. Starał się brzmieć kojąco. Chciał pomóc bratu, przecież on jeszcze chwilę temu ratował go przed tym zabójcą!
– De...reck... – wydukał Brad, nie poddając się w swoich próbach.
– Ćśśś – mruknął chłopak. – Nie męcz się teraz.
– U-u-uciekaj.
– Nie zostawię cię – odparł dwunastolatek, brzmiąc odrobinę piskliwie. Zaczął głaskać brata po policzku szybciej i trochę bardziej nachalnie. Nie mógł go stracić.
– Gdzie jesteś, chłopczyku?! – Rozległ się nagle donośny głos z piętra.
Dereck drgnął, ale nie poruszył się. Nie potrafił teraz opuścić brata.
– Idź – wyszeptał z trudem Brad. W jego oczach można było dostrzec ogromne pokłady lęku, jednak ten lęk był skierowany tylko i wyłącznie w stronę młodszego.
– Nie. Zostaję.
Brad z trudem uniósł swoją rękę do góry. Z jego palców od razu zaczęły skapywać czerwone kropelki, bo jeszcze chwilę temu znajdowały się w kałuży krwi. Drżącą dłonią, Brad złapał policzek młodszego brata, zostawiając na nim kolejny ślad. Dereck podniósł swoją rękę i przytrzymał tę brata, chcąc trochę mu pomóc.
– C-ciesz-szę się... – wyszeptał i wziął kilka wibrujących oddechów. – Mog-gę z... z... tobą poro...zmawiać. Ostat-tni r-raz. C-ciesz...szę się.
– Tak – powiedział Dereck. – Ja też się cieszę.
Brad zaczął oddychać znacznie szybciej, a całe jego ciało pochłonęły konwulsje. Dereck przytrzymał go mocniej i powtarzał cicho, żeby się uspokoił, że wszystko będzie dobrze. W końcu dłoń Brada wysunęła się z jego objęć i opadła bezwładnie w kałuże krwi, a wstrząsy ustały. Dereck cały czas trzymał mocno brata i zaczął kołysać jego ciało. Czuł, że popadł w trans, powtarzając w kółko jakieś nic nieznaczące słowa.
Z szoku i odrętwienia wybudził go głośny trzask dochodzący zza jego pleców.
– Tu cię mam – warknął oprawca.
Dereck odwrócił się przez ramię i dojrzał za sobą ciemną sylwetkę. Próbował rozpoznać twarz, ale znajdowała się w cieniu kaptura.
– Kim ty jesteś?! – zawołał, przyciskając do siebie Brada.
– Mam na imię Psychopata! – krzyknął.
W tym momencie Dereck usłyszał donośny huk z naprzeciwka. Spojrzał w tamtą stronę i zobaczył, że drzwi wejściowe od ich domu leżały na podłodze wyważone. Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Do środka wbiegła grupka policjantów ubrana w mundury. W ich dłoniach znajdowały się pistolety.
Dereck odwrócił wzrok i opadł na ciało brata.

Zajęli się wszystkim. Pamiętam to jak przez mgłę. Jakiś wyprowadził mnie z domu i próbował ze mną rozmawiać, ale ja już się nie odezwałem. Brad... On chciał być ostatnią osobą, z którą porozmawiam.
– Dereck – wyszeptałem. Czułem się przytłoczony tą historią. – Twój brat nie miał tego na myśli. On po prostu się cieszył, że przed swoim odejściem mógł cię zobaczyć, ale nigdy nie chciał, żebyś przestał się odzywać.
Skąd możesz to wiedzieć?
– Przecież ty też to wiesz.
Dereck wzruszył ramionami.
Dziękuję, że mnie... wysłuchałeś.
– Jestem tu dla ciebie.
Co zamierzasz powiedzieć Penny'emu?
To pytanie trochę zbiło mnie z pantałyku. To była ostatnia rzecz, którą spodziewałem się od niego usłyszeć po takim wyznaniu.
– Dereck, teraz... Nie musimy rozmawiać o mnie – powiedziałem od razu. Nie chciałem, żeby czuł się zobowiązany mnie teraz zagadywać i skupiać się na moich problemach. Nie powinien tego robić. Należało mu się trochę odpoczynku od ciężkich spraw.
Wiem, ale... Odpowiedz mi.
Zmarszczyłem brwi. Dlaczego tak mu zależało?
Proszę.
– Jeszcze nie wiem. Muszę to przemyśleć, ale ty nie martw się tym. To nie jest teraz dla ciebie ważne.
Jest. Ty jesteś dla mnie ważny.
– Ty dla mnie też – zapewniłem go.
Popatrzyłem na Derecka. Wyglądał na trochę spłoszonego, trochę zawstydzonego i trochę poruszonego. Rozumiałem, że ciężko mu się wracało do tej historii, skoro nie odważył się nikomu wcześniej jej opowiedzieć. Skoro to te wydarzenia spowodowały, że nigdy później nie powiedział ani słowa.
– Dereck – zacząłem niepewnie – wiesz, kim był ten morderca?
Nie wiem, jak się nazywał. To był jakiś młody chłopak, ale okazało się, że był psychiczny. Robili mu jakieś takie różne badania, gdy prowadzili tę sprawę i ostatecznie uznali go za niepoczytalnego. Podobno uciekł z domu i od dawna był zaginiony w swoim mieście. Lekarze uznali, że gdy się do nas włamał miał jakiś atak szału.
– Ale ukarano go? – zapytałem.
Dereck pokiwał głową.
Zamknęli go w psychiatryku.
Nie wiedziałem, co więcej mógłbym powiedzieć, więc przysunąłem się do Derecka i objąłem go delikatnie. On wtulił się we mnie ufnie i przez chwilę tylko tak sobie siedzieliśmy. Głaskałem go po plecach, zastanawiając się, co mógłbym zrobić, żeby mu to wszystko jakoś ułatwić. Żeby sprawić, żeby te jego koszmary zniknęły.
Nie odpowiadaj Penny'emu od razu.
Odchyliłem się od Derecka i spojrzałem na niego.
– Dlaczego? – zapytałem zaskoczony. Dziwiło mnie to, że on ciągle maglował ten temat. I to akurat teraz.
Proszę.
– Ale dlaczego?
Zastanawiam się... czy mógłbym też spróbować.
Zmarszczyłem brwi, nic z tego nie rozumiejąc.
– Ale co spróbować?
Zawalczyć o ciebie.
– Co takiego?
Simon, ja...
Zupełnie się tego nie spodziewałem. Patrzyłem na Derecka kompletnie zaszokowany, ale on najwyraźniej nie planował przestać mnie zaskakiwać. Lekko zarumieniony i odrobinę przestraszony, uchylił usta i niepewnie, jakby obawiając się swojego głosu, wychrypiał:
– Kocham cię.


_____
Tym jakże przełomowym rozdziałem kończymy Maraton Kwietniowy! Tak jak rok temu, niezrealizowany w pełni xD Jak zapewne zauważyliście nie pojawiły się dwa rozdziały, miały to być według planu rozdziały opowiadania Shine baby!, ale po prostu już mi brakło czasu. Ale i tak jestem dumna z tego co udało mi się napisać, bo w tym roku na początku kwietnia miałam napisane raptem 5 notek, a w zeszłym osiem. Trzymajcie kciuki, żeby za rok było ich dziesięć xD
Przy okazji chciałabym także poinformować Was, że... istnieje możliwość, że przez cały maj nic się na blogu nie pojawi. Postaram się do tego nie dopuścić, bo staram się dodać choć jedną notkę na miesiąc, ale nie mam żadnego zapasu. Po Maratonie nigdy nie mam zapasu xD No a w maju raczej nie będę mogła za wiele pisać, bo dopadła mnie pewna straszna przypadłość i w pewnym sensie czeka mnie kolejny maraton. Tym razem matur. Rzygam. Może gdzieś przed ustnymi znajdę chwilę, żeby coś poskrobać, ale po maturach pewnie będę chciała odpocząć i zalegnę w łóżku z serialami, więc na pisanie nie ma co liczyć. Choć kto wie, może mnie natchnie xD
Ale życzę Wam wszystkim miłej majówki! :3

8 komentarzy:

  1. Przerywanie w takim momencie i oświadczanie, że dalszy ciąg nastąpi za mnóstwo czasu... ach okrutne! Trudno, będę musiała udawać, że jestem cierpliwa. Wspaniały rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się, bardzo się postaram pisać jak najszybciej, ale nie będę udawać, że przede mną trudny rozdział.
      dziękuję za opinię <3

      Usuń
  2. Właśnie próbuję się się popłakać... Nie wychodzi mi. ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Nie popłakać

      Usuń
    2. Oj, nie ma co podchodzić aż tak emocjonalnie ;)

      Usuń
  3. Z każdym rozdziałem to opowiadanie podoba mi się coraz bardziej, a teraz jeszcze przerwałaś w takim momęcie. No niestety pozostaje czekać na następną notkę. Mam nadzieję, że pojawi się ona niedługo :)
    Życzę dużo weny i powodzenia na maturze :)
    Tusielek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że opowiadanie odpowiada Twoim gustom ;) Będę się starała pisać jak najszybciej, ale nic nie mogę obiecać.
      Dziękuję bardzo ♥

      Usuń
  4. Dereck jasne, że możesz próbować! Walcz o niego!
    No i znowu zmieniłam zdanie co do Derecka... muszę się przyzwyczaić, że do końca opowiadania zrobię to pewnie wiele razy Xd
    Połamania długopisów!<3 I wracaj do nas jak najszybciej :3

    OdpowiedzUsuń