piątek, 14 kwietnia 2017

Rozdział 4 [Shine baby!]

Rozdział 4

Alexander

    Ćwiczyłem już trzecią godzinę Kupca weneckiego, z czego zdałem sobie sprawę, dopiero gdy zrobiłem sobie przerwę. Prawdę mówiąc, myślałem, że minęło może z pół godzinki, ale okazało się, że zupełnie straciłem poczucie upływu czasu. Wpadłem dzisiaj w prawdziwą fazę i kompletnie odciąłem się od rzeczywistości. Liczyło się tylko lustro i komedia Mistrza Szekspira.
    Oderwałem się od ćwiczeń, żeby trochę zwilżyć gardło. Przygotowałem sobie wcześniej szklankę soku pomarańczowego i zostawiłem ją na biurku, żebym mógł skorzystać w razie potrzeby. Wypiłem ją duszkiem, po czym odstawiłem naczynie i odetchnąłem z ulgą. Kiedy się dużo mówi, można łatwo stracić głos. Ja w zasadzie mało się odzywałem w towarzystwie innych ludzi, z wyjątkiem Chloe, więc jeśli chciałem się naprawdę nagadać, to ćwiczenie jakiejś sztuki było idealnym planem.
    Wróciłem do pracy, bo nie mogłem pozwolić sobie, bym zardzewiał. Nie byłem jakimś dobrym aktorem, szczególnie że głównie skupiałem się na ćwiczeniu dykcji i zapamiętywaniu długich kwestii, jak na przykład: monologi Hamleta. Wydawało mi się, że całkiem nieźle udawało mi się także posługiwać mimiką twarzy i przekazywać jakieś emocje. Najtrudniejsza była dla mnie mowa ciała. O ile, gdy ćwiczyłem sam, potrafiłem wykonać sporo rzeczy, o tyle w towarzystwie chociażby mojej siostry, czułem się skrępowany. Co prawda, powtarzanie kwestii z kolejnej sztuki nie zwiększało moich umiejętności ruchowych, ale lubiłem robić cokolwiek. Przydałyby mi się jakieś profesjonalne warsztaty teatralne.

    Moja kolejna sesja, która trwała znacznie krócej niż poprzednia, została przerwana wbrew mojej woli. Do pokoju wparowała Chloe, tym razem nie dając nawet znaku, że zaraz mi przeszkodzi. Odłożyłem książkę na biurko koło pustej szklanki i zerknąłem na nią. Była ubrana w luźne domowe ubrania – pobrudzoną koszulkę i szare dresy. Dredy spięła w kitkę z tyłu głowy, aby jej nie przeszkadzały, ale grzywkę i tak miała idealnie ułożoną.
– Co tam? – zapytałem.
– I jak ci się podobała impreza?
    Speszyłem się. Naprawdę nie chciałem o tym rozmawiać. Nie planowałem uczestniczyć w tej imprezie, a przez to że Chloe trochę mnie do tego przymusiła, czułem się złamany. Ale z drugiej strony, choć zaczęło się źle – niefortunnym zderzeniem z Ollie'm – to ostatecznie bawiłem się całkiem nieźle. No, o ile zabawą można nazwać rozmowy z Lachlanem typową, imprezową czynnością.
– Nie chcę o tym gadać – powiedziałem i odwróciłem się z powrotem do lustra, sięgając znów po sztukę.
    Chloe uchwyciła moje spojrzenie w odbiciu.
– Alex? Jesteś na mnie zły?
    Wzruszyłem ramionami. Nie miałem prawa gniewać się na Chloe tylko dlatego, że wyciągnęła mnie na dół. Przecież mogłem bardziej się zapierać.
– Lachlan to bardzo fajny chłopak, co nie? – zapytała.
    Wypuściłem książkę z rąk. Skąd ona wiedziała, że w ogóle z nim rozmawiałem? Pytanie Chloe tak bardzo mnie zaskoczyło, że nawet nie przejąłem się tym, że dzieło Szekspira leży na ziemi.
– Co ty...? – wyjąkałem, nie wiedząc do końca, co chciałem przekazać.
– Widziałam, jak brałeś go do siebie do pokoju. Chyba dobrze wam się razem rozmawiało, nie?
– No trochę – mruknąłem, przeciągając głoski. Ponieważ udało mi się już trochę ochłonąć, zarejestrowałem, że Kupiec wciąż leży na podłodze. Schyliłem się po niego i z namaszczeniem pogłaskałem okładkę, przepraszając w myślach za to, że tak brutalnie upadł na podłogę.
– Lachlan to bardzo miły chłopak. Na pewno się dogadacie. Zaproś go gdzieś czy coś.
    Spuściłem wzrok. Dla Chloe wszystko było takie łatwe. Chciałem gdzieś wyjść z Lachlanem, bo nie miałem innych kolegów, ale bałem się, że odbierze mnie jako nachalnego. Dopiero spędziliśmy razem czas na jednej imprezie, chyba powinienem trochę poczekać, zanim...
– Nie bądź baba – wtrąciła Chloe, zupełnie jakby słyszała moje myśli. Patrzyła na mnie wyczekująco.
– To co mam zrobić? – Poddałem się.
– Masz jego numer?
    Skinąłem głową.
– Zaproś go gdzieś. Na szejki.
– Na szejki – powtórzyłem. Chciałem iść z nim na szejki.
– Alex. – Chloe zawahała się. A Chloe rzadko kiedy przejmowała się czymkolwiek na tyle, żeby się zawahać, musiało więc chodzić o coś poważnego. – Ale... lubisz go?
– Tak – potwierdziłem.
– Z tego, co mi wiadomo, to Lachlan jest hetero. Nie chcę ranić twoich uczuć, ale...
– Co?! – przerwałem jej. Czy ona sugerowała, że się w nim zadurzyłem? Owszem, Lachlan był przystojny i miły, i dobrze mi się z nim rozmawiało. Brak jakichkolwiek innych znajomych skutecznie jednak powstrzymywał mnie od rozpatrywania go w kategorii potencjalnego chłopaka. Chciałem się z nim zaprzyjaźnić. Nic więcej. – Oj, Chloe, ja... nie! Nie chcę go zapraszać na randkę. Lachlan to kolega. I tyle.
– To dobrze – przyznała siostra. – Nie chciałam, żebyś był teraz nieszczęśliwie zakochany czy coś. Jeśli chcesz zostać jego przyjacielem, to naprawdę dobrze. Lachlan na pewno cię polubił i chętnie się z tobą spotka. Jak z kolegą – dodała na koniec.
    Kiwnąłem głową. Chloe wiedziała, że podobają mi się chłopcy, ale nie rozumiałem, dlaczego tak się uparła, że Lachlan może mi się podobać.
– Poznałem Ollie'ego. – Zmieniłem temat.
    Ruda zacisnęła szczęki. Ten chłopak wywoływał w niej bardzo skrajne reakcje.
– I co? – zapytała.
– To buc.
    Na twarz Chloe wpłynął uśmiech tak szczery i promienny, że nie sposób było nie odpowiedzieć tym samym.
– No, widać, że jesteśmy spokrewnieni. Teraz skoro mamy już wspólnego wroga...
– Nie nazwałem go wrogiem – wtrąciłem cicho, ale Chloe nie zwróciła na mnie uwagi i mówiła dalej.
– … to możemy mu zrobić jakiegoś pranka czy coś. Wiesz, mógłby przydarzyć mu się jakiś trochę ośmieszający wypadek na oczach wszystkich ludzi na imprezie albo w szkole. Lucas pewnie byłby potem na nas zły, ale dla Ollie'ego trzeba się poświęcić i przeboleć inne skutki.
– Chloe – przerwałem jej. – To chyba nie jest dobry pomysł.
– Ale dlaczego?
– Nie chciałbym, żeby ktoś mnie celowo upokorzył przy innych ludziach. Może i Ollie był wredny i niekulturalny, i celowo chciał mnie urazić, ale to nie oznacza, że...
– Trzeba mu się odpłacić tym samym! Był wredny, też bądź wredny.
– Ty nie jesteś szczególnie miła, a ja i tak jestem miły dla ciebie – zauważyłem trzeźwo.
– Ja to co innego.
    Zaśmiałem się. Wiedziałem, że udało mi się już do niej dotrzeć i raczej nie zrobi niczego głupiego. A przynajmniej mnie do tego nie wplącze.
– Bądź konsekwentna.
    Siostra uśmiechnęła się.
– No dobra, dobra – powiedziała, żeby mnie zbyć. – Jeszcze zmienisz zdanie.
    Wywróciłem oczami na jej końcową groźbę.
– To co teraz? – zapytałem.
– Teraz pożyczę sobie twój telefon. – Chloe jak powiedziała, tak zrobiła. Wzięła z biurka mojego iPhone'a i zaczęła coś na nim klikać.
    Uniosłem brew z zastanowieniem, ale nie jej nie przeszkadzałem.
– Co robisz? – odezwałem się po chwili oczekiwania, gdy Chloe nadal wpatrywała się w ekran.
– Mhm, chwilka – mruknęła, nie spoglądając na mnie.
    Dziewczyna przyglądała się z zastanowieniem mojemu telefonowi, aż w końcu jeszcze raz coś kliknęła, po czym mi go oddała. Popatrzyłem na siostrę niepewnie, oczekując jakichś wyjaśnień.
– Co zrobiłaś? – zapytałem.
– Zadzwoniłam do Lachlana, lepiej przyłóż telefon do ucha – powiedziała po prostu.
– Co?! – wykrzyknąłem. Zerknąłem szybko na ekran, żeby odkryć, że Chloe wcale nie żartowała. Chciałem się rozłączyć, ale dokładnie w tym momencie połączenie się rozpoczęło, więc nie pozostawało mi nic innego niż odezwać się.
    Chloe tymczasem uśmiechnęła się zadziornie, puściła mi oczko i wyszła z pokoju.
– Halo? – Usłyszałem w głośniku.
– Emm – mruknąłem. – Cześć, Lachlan.
– Alex? Hej – odpowiedział chłopak. – Co tam?
– Przepraszam... jeśli ci... przeszkadzam – wydukałem.
– Nie, no co ty? – zaprzeczył od razu Lachlan. – Zanim do mnie zadzwoniłeś, naprawdę strasznie się nudziłem. Coś się stało?
    No już, Alex, weź się w garść, pomyślałem. Dałem sobie mentalnego kopniaka i zapytałem:
– Zastanawiałem się, czy nie chciałbyś gdzieś wyjść.
– Och, Alex! – zawołał Lachlan. – Świetnie się składa, że dzwonisz, wiesz? Właśnie też nad tym myślałem, czy by do ciebie nie zadzwonić i zaproponować jakieś wspólne wyjście. To trochę jakbyś wyczuł, co planowałem zrobić. – Lachlan zaśmiał się, więc zawtórowałem mu trochę niepewnie. – Poza tym to jasne. W zasadzie chyba nawet mam pomysł. Ach, czekaj. Może ty coś zaplanowałeś?
– Nie, nie. Właśnie zadzwoniłem, choć nie miałem żadnych szczegółów – mruknąłem trochę zawstydzony. Chyba powinienem się jakoś przygotować do tej rozmowy. Ukatrupię Chloe za to, że postawiła mnie nagle w takiej sytuacji.
– Znam takie fajne boisko do kosza w mojej dzielnicy. Jest totalnie za darmo, kilka razy tam grałem, naprawdę super miejsce. Moglibyśmy zaprosić też resztę chłopaków, Lucasa, Aarona, Ethana. Poznaliście się na imprezie, więc spoko, nie? Lubisz grać w kosza?
    Kiedy pierwszy raz rozmawiałem z Lachlanem, zauważyłem, że jest dość odważny i gadatliwy. Jednak dopiero teraz uświadomiłem sobie, że jak on czasem wpadnie w słowotok, to ciężko mu wejść w słowo. Gdyby nie zrobił jakiejś przerwy, nigdy w życiu bym mu nie odpowiedział.
    Jego pomysł z kolei tak średnio przypadł mi do gustu. Po pierwsze, nie byłem jakoś szczególnie dobry w grze w kosza. Po drugie, nie miałem też ochoty się pocić i męczyć podczas gry lub, co gorsza, doznać ewentualnej kontuzji. Po trzecie, bałem się trochę reszty chłopaków. Lucasa może nie do końca, bo jego dość dobrze znałem, ale z resztą tak naprawdę nie zamieniłem nawet słowa na imprezie. Poza tym wszystkim, bałem się Ollie'ego. Lachlan, co prawda go nie wymienił, więc istniała szansa, że on po prostu nie zostanie zaproszony, ale z drugiej strony, mógł go celowo pominąć, bo wiedział, że po ostatniej imprezie nie pałałem do niego sympatią. Stanowczo nie chciałem ryzykować kolejnego spotkania z tym chłopakiem.
    Nie miałem jednak jaj, żeby odmówić. Nie chciałem narzekać na wszystko już podczas początków naszej znajomości, więc zacisnąłem zęby i zgodziłem się na ten pomysł. Lachlan brzmiał na przeszczęśliwego, gdy tylko się zgodziłem. Powiedział, że poinformuje resztę, a gdy ustali szczegóły takie jak godzina, miejsce spotkania, to napisze mi esemesa. Na wszystko się zgodziłem, bo w zasadzie nie pozostawało mi nic innego.
    Po zakończonej rozmowie położyłem się na plecach na łóżku i zakryłem sobie twarz dłońmi. Czułem, jak palą mnie policzki, co było spowodowane rozmową z Lachlanem. Musiałem popracować nad tą nieśmiałością, bo każdy najmniejszy kontakt towarzyski wywoływał we mnie dość silne reakcje emocjonalne.
    Leżałem zawstydzony w łóżku jak ten frajer chyba z pół godziny. Potem w końcu odważyłem się ruszyć i zerknąłem do mojego telefonu. Jakieś dwadzieścia minut temu Lachlan zostawił mi esemesa z zapytaniem, czy pasuje mi dzisiaj wieczorem. Szybko odpisałem, że tak, a potem zwlekłem się z łóżka. Wyszedłem z pokoju prosto na spotkanie Chloe, która akurat szła korytarzem. Na mój widok uśmiechnęła cwaniacko i zapytała:
– Jak poszła rozmowa?
– Nigdy więcej tak nie rób! – krzyknąłem i walnąłem ją w ramię.
– Aua! – zawołała ruda, łapiąc się za bolące miejsce, po czym zaczęła się śmiać. – Ale spotykasz się z Lachlanem?
– Nie twoja sprawa – warknąłem. – Nie powiem ci.
– Alex...
– Serio! Nie zasłużyłaś sobie, nie powiem ci.
– Chciałam tylko pomóc – stwierdziła buńczucznie, zakładając ręce na piersi.
– Nie pomogłaś – odparowałem. Wziąłem uspokajający oddech i pokręciłem głową. – Przepraszam, Chloe – poddałem się. – Pomogłaś. Wychodzę wieczorem z chłopakami, żeby pograć w koszykówkę.
– Świetnie! – odpowiedziała siostra z uśmiechem.
    Nie umiałem się na nią długo gniewać. Siostra wspaniałomyślnie postanowiła, że będzie mnie „wspierać”, gdy ja będę się szykował na spotkanie. W rzeczywistości siedziała tylko w moim pokoju, narzekając na życie i moje ubrania. To drugie akurat uznałem za całkiem pomocne, bo nie chciałem zbłaźnić się przed chłopakami jakimś ubraniem wieśniaka, a także starałem się zasłonić blizny.
    Na miejsce dojechałem autobusem. Nie było to jakoś szczególnie daleko, więc podróż zajęła mi tylko pół godziny. Umówiliśmy się na przystanku, na którym wysiadałem, tak abyśmy wszyscy trafili na boisko. Gdy wysiadłem, na ławce siedział już średniego wzrostu chłopak o ciemnych włosach. Miał na sobie tylko bluzę, co trochę mnie zaskoczyło, ponieważ jak dla mnie było dość chłodno i włożyłem lekką kurtkę. Rozpoznałem w tym chłopaku Ethana, więc bardzo nieśmiało i z czerwonymi policzkami z zażenowania, podszedłem do niego. Chłopak na początku wpatrywał się w swój telefon, więc mnie nie zauważył.
    Chrząknąłem cicho.
– Hej – mruknąłem.
    Brunet uniósł wzrok i obleciał wzrokiem całą moją sylwetkę.
– Ach! – Westchnął. Podrapał się po głowie i wstał. – Alex, prawda?
    Pokiwałem głową.
– Ethan – przedstawił się, wyciągając w moją stronę rękę.
    Zdziwiłem się, bo w sumie poznaliśmy się na imprezie, ale uznałem, że może tego nie pamiętał. Od alkoholu przecież się zapomina. Uścisnąłem jego rękę trochę niepewnie.
– Lachlan powiedział, że Lucas pojechał jakąś inną trasą i poprosił mnie, żebym cię zgarnął z przystanku, bo ja też tędy jeżdżę.
– Och, jasne. Dzięki.
    Czułem się trochę niekomfortowo. Lucasa przynajmniej znałem przez siostrę, ale z Ethanem zamieniłem może z dwa słowa. Serce dudniło mi w piersi i stres znowu przejmował nade mną kontrolę. Nie miałem pojęcia, jak się zachować.
    Ethan, jak mi się zdawało, nie był zbyt rozmowny. Albo może to ja nie umiałem z nim rozmawiać. Zagadnął mnie raz, ale temat szybko wygasł, więc szliśmy w ciszy. Potem zaczął zaglądać w telefon. W międzyczasie prowadził mnie różnymi uliczkami na tym osiedlu. Prawie w ogóle się nie rozglądał ani nie zastanawiał nad trasą, więc założyłem, że bardzo dobrze znał ten rejon.
    Uznałem, że wypadałoby, gdybym może ja spróbował zacząć jakąś rozmowę, więc wymierzyłem sobie mentalnego kopniaka odwagi. Z płonącymi ze stresu policzkami, odezwałem się:
– A wiesz, kto jeszcze będzie?
– Chwilka. – Ethan uniósł palec, dając mi sygnał, żebym poczekał, po czym dokończył pisanie czegoś na telefonie. Potem uniósł uniósł głowę znad telefonu i spojrzał na mnie. – Co mówiłeś?
    Moim pierwszym odruchem było wycofanie się. Skoro raz mnie zignorował, to mój mózg podpowiadał mi, że Ethan najwidoczniej nie miał ochoty ze mną rozmawiać. Jednak udało mi się zebrać w sobie ostatki śmiałości i powtórzyłem pytanie drżącym głosem.
– Wiesz, kto będzie?
– W sensie na koszu? – dopytał.
    Skinąłem głową.
– Nasza czwórka – powiedział.
    Zmarszczyłem brwi, zamyślając się na jego słowami. Coś mi nie pasowało.
– Ale nas jest dwójka – wyparowałem.
    Ethan zaśmiał się. Nie brzmiało to, jakby mnie wyśmiewał, był to chyba raczej serdeczny śmiech, ale i tak moje zażenowanie pogłębiło się. Skuliłem się w sobie i z rozczarowaniem stwierdziłem, że znów musiałem się zbłaźnić.
– My dwa, Lachlan i Lucas – wytłumaczył chłopak, kiedy się uspokoił.
– Och – mruknąłem ze zrozumieniem. Jaki ja jestem głupi. Dlaczego na to nie wpadłem? Przecież Ethan wspominał wcześniej Lucasa, a z Lachlanem sam się dogadywałem. Miałem ochotę uciec i schować się w jakiejś norze. Stres najwyraźniej zjadł również mój mózg.
    Szliśmy jeszcze przez kilka minut wciąż w ciszy, ale tym razem Ethan już nie zerkał ciągle w telefon. Ta cisza jak dla mnie była trochę drętwa, przez co atmosfera wydawała się do końca przyjemna, ale jemu najwidoczniej to nie przeszkadzało. Nie próbowałem znowu go zagadywać, bo nie chciałem palnąć czegoś głupiego. Wystarczy, że już raz się ośmieszyłem.
    Minęliśmy jakieś dwa intensywnie żółte domki i dotarliśmy na jakąś piaszczystą ścieżkę. Dookoła nas były drzewa, a rejon domków chyba już się skończył. Niedługo potem, na końcu piaszczystej ścieżki dotarliśmy do dużej wolnej przestrzeni. Została ona pokryta asfaltem, a po przeciwnym stronach ustawiono dwa kosze. Wzdłuż boiska po obu jego stronach znajdowały się ławeczki. Na jednej z nich siedziała dwójka chłopaków i już z oddali, rozpoznałem w nich Lucasa i Lachlana.
    Jako pierwszy zauważył nas Lachlan. Wstał z ławki i zaczął do nas machać.
– Hej! – zawołał.
    Podeszliśmy do nich i z uśmiechem na twarzy przywitałem się z chłopakami.
– Świetnie, że jesteście – powiedział Lachlan. Wyglądał, jakby był w bardzo dobrym humorze. – Aaron i Ollie niestety nie mogli przyjść, ale to nawet spoko, że nie mogli obaj, bo jakby przyszedł jeden z nich, to byłoby nas nieparzyście.
    Nie znałem Aarona, więc jego obecność była mi obojętna, ale cieszyłem się za to, że Ollie nie przyszedł. Spotkałem go raz i zdążyłem go nie polubić, więc nie miałem ochoty spędzać z nim mojego wolnego czasu.
– Oni zawsze się lenią – stwierdził Ethan.
– Choć znając Aarona, to pewnie musi odrzygać imprezę – odparł Lucas.
    Reszta zaśmiała się, ale ja nie zrozumiałem tego żartu, więc tylko się uśmiechnąłem.
    Lucas przypomniał sobie o piłce leżącej na ławce, więc zabraliśmy się za grę. Na początku stanęliśmy przed jednym z koszy i zaczęliśmy do niego rzucać naprzemiennie. Nie byłem jakimś mistrzem koszykówki, ale jako tako mi szło. Ponad połowa moich oddanych rzutów trafiała do celu.
    Po tej względnej rozgrzewce wzięliśmy się za prawdziwą grę. Podzieliliśmy się na dwie drużyny (ja byłem z Lachlanem) i ustaliliśmy zasady. Umówiliśmy się, że gramy do pięciu trafień.
    Każdy z nas był względnie dobry w koszykówce, choć najlepiej radził sobie Lucas. Pewnie dlatego, że miał nad nami przewagę wzrostu. Szanse były jednak wyrównane, bo Ethan albo miał zły dzień, albo po prostu zawsze był jakiś taki zamyślony. Stracił tak dużo piłek, które podawał mu Lucas, że nie byłem w stanie ich zliczyć.
    Lachlan też był całkiem dobry, choć o nim powiedziałbym również, że grał trochę jak szalony. Wszędzie go było pełno, energii wcale mu nie ubywało i próbował dostać się do piłki w każdej sytuacji. Poza tym naprawdę świetnie radził w sobie zespole. Nie zapominał o moim istnieniu i gdy tylko miał okazję, to podawał mi piłki. Zachowywał się też całkiem głośno, sporo krzyczał, a przy tym zagrzewał nas wszystkich do walki. Traktował rywalizację między nami jak dobrą zabawę i po skończonej grze, z nas wszystkich chyba on cieszył się najbardziej.
    Ostatecznie przegraliśmy. Ale tylko jednym koszem, więc to prawie żadna przegrana. Wszyscy byliśmy bardzo zmęczenie, więc usiedliśmy na ławce, żeby odpocząć, a ja zacząłem żałować, że nie wziąłem żadnego picia. Okazało się, że z naszej czwórki tylko Lachlan coś ze sobą wziął, ale był na tyle wspaniałomyślny, żeby się z nami podzielić. Każdy z nas ugasił pragnienie i po prostu zalegliśmy na tej ławce, trochę rozmawiając. Ja nie odzywałem się zbyt wiele, ale z radością przysłuchiwałem się rozmowie przyjaciół.
    Posiedzieliśmy jakiś kwadrans, a potem stwierdziliśmy, że odpoczęliśmy wystarczająco. I znów zaczęliśmy grać. Tym razem jednak inaczej się podzieliliśmy i trafiłem do drużyny z Ethanem. Przeczuwałem, że kolejny raz poniosę sromotną porażkę, ale nie miało to dla mnie znaczenia. Cieszyłem się, że w końcu z kimś gdzieś wyszedłem w wolnym czasie.
    Ethan trochę się rozbudził. Ze zdziwieniem zauważyłem, że potrafił naprawdę szybko biegać i kilka razy udało mu się wykiwać Lucasa. W zasadzie najlepiej szło mu zmaganie się akurat z tym chłopakiem, więc przy poprzednim podziale pewnie trochę mu nudziło. Ja skupiałem się na blokowaniu Lachlana, ale on zawsze się do mnie promiennie uśmiechał, co trochę mnie rozpraszało. To chyba była jego taktyka.
    Udało mi się rzucić celnie jednego kosza. Ethan trafił dwa i ostatecznie znów przegraliśmy.
– Naprawdę nieźle grasz – powiedział, podchodząc do mnie. Przybiliśmy sobie sztamę.
– Ty też. Bardzo szybko biegasz.
    Ethan uśmiechnął się lekko.
– Biegam – potwierdził, a potem sięgnął po swój telefon leżący na ławce.
– Ale się zmęczyłem. – Westchnął Lachlan.
    Usiadłem obok niego na ławce. Lucas stał pod jednym z koszy i cały czas do niego rzucał.
– Zapalony koszykarz – zauważyłem.
– Chyba kiedyś chciał grać zawodowo – odparł Lachlan.
– Wow – mruknąłem.
    Ethan stanął przed nami, zasłaniając nam Lucasa.
– Co jest? – zapytał Lachlan.
– Będę się zbierał. Umówiłem się z Evie na wieczór.
– Och, jaka szkoda – zawołał szczerze Lachlan.
    Wstaliśmy z ławki i pożegnaliśmy się z chłopakiem. Potem Ethan poszedł jeszcze na boisko, żeby pożegnać się z Lucasem. Wówczas ten ostatni wrócił do nas, a Ethan zniknął między drzewami na piaszczystej ścieżce.
– To co? Wy też się zbieracie? – zapytał Lucas, trzymając piłkę pod pachą.
– Coś szybko dzisiaj odpadliśmy – stwierdził Lachlan.
– No trochę – przyznał Lucas. – Ale było nieźle, nie? – Spojrzał na mnie, zadając do pytanie.
– No... tak – mruknąłem.
– Cieszę się – zapewnił Lucas, uśmiechając się.
– Spotykasz się dzisiaj z Chloe? – zapytałem.
– Nie, muszę odwiedzić Ollie'ego.
    Lachlan pokiwał głową i zwrócił się do mnie.
– A ty? Spieszy ci się? Spadasz do domu?
– No nie muszę być jeszcze w domu – powiedziałem.
– Świetnie, to ja cię gdzieś porwę.
    Nie miałem nic przeciwko temu, by spędzić trochę czasu z Lachlanem, skoro głównie z nim chciałem się spotkać. Lucas pożegnał się z nami i zostawił nas samych, a Lachlan zaczął się zastanawiać, gdzie powinniśmy iść. Jak się orientowałem, to znajdowaliśmy się w jego rejonach, więc to on wyprowadził nas z tego gąszczu osiedlowych uliczek, aż dotarliśmy do przystanku autobusowego.
– Jakieś pomysły? – zapytał.
– Możemy pójść na szejki.
– Na szejki? – powtórzył z uśmiechem.
– Mhm – mruknąłem.
– Lubisz szejki?
– Waniliowe – powiedziałem.
– Ale super – stwierdził Lachlan. – To chodźmy na szejki. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio je piłem. Często pijesz szejki?
    Lachlan oczywiście bardzo się rozgadał. Naprawdę dużo mówił, ale jakoś szczególnie mi to nie przeszkadzało, bo w jego towarzystwie czułem się bardzo swobodnie. Więcej go słuchałem, niż sam się odzywałem, ale gdy od czasu do czasu coś wtrącałem, to nawet się tak nei stresowałem. Spotykałem się z nim drugi raz w życiu i nazwałbym to spotkanie bardzo przyjemnym.
    W międzyczasie Lachlan przypilnował do jakiego autobusu musimy wsiąść, żeby dojechać do miasta. Podróż zajęła nam niecały kwadrans, a potem wylądowaliśmy przy stoliku jednej z kawiarni znajdujących się w centrum handlowym.
    Obaj byliśmy przepoceni po grze i nawet się nie przebraliśmy, więc czułem się trochę nieświeżo. Obawiałem się, że ludzie mogą na nas jakoś krzywo patrzyć, ale Lachlan w ogóle nie zwracał uwagi na otoczenie, więc wkrótce i ja przestałem się przejmować.
– Lubisz Lucasa? – zapytał w pewnym momencie.
    Wzruszyłem ramionami.
– Wydaje się spoko, ale nie znam go mocno.
– Jest chłopakiem twojej siostry – zauważył Lachlan.
– No tak, ale nie rozmawiamy zbyt wiele. Z tego co mówi Chloe jako chłopak się sprawdza, więc nic do niego nie mam.
    Lachlan pokiwał głową ze zrozumieniem, siorbiąc swojego szejka. Wybrał truskawkowego. Jak można wybrać truskawkowego szejka? Jedyny prawdziwy szejk jest o smaku wanilii.
– A czemu pytasz?
– Z ciekawości. – Lachlan wzruszył ramionami. – A jak podobało ci się dzisiaj na koszu?
– Było super – zapewniłem – choć dwa razy przegrałem.
– Czasem bywa i tak. Następnym razem postaramy się o zwycięstwo.
    Niedługo potem rozstaliśmy się i pojechaliśmy w różnych kierunkach do swoich domów. Kiedy siedziałem w autobusie, uśmiech nie chciał zejść z moich ust. Pierwszy raz od dawna z kimś wyszedłem i czułem się naprawdę świetnie. Jak na początek, dobrze się dogadywałem z Lachlanem i on chyba też mnie lubił. Pomyślałem sobie, że od teraz wszystko będzie już zmierzało w dobrym kierunku.

_____
Nie powiedziałabym, że zdążyłam napisać ten rozdział na czas, ale na pewno też nie nie zdążyłam xD
Z okazji świąt wielkanocnych życzę Wam wszystkiego, wszystkiego dobrego i smacznych, dużych jajek. Trzymajcie też kciuki, żebym stworzyła pozostałe notki do Maratonu.

4 komentarze:

  1. Również życzę wszystkiego najlepszego i oczywiście nieskończonych pokładów weny!!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie blizny? Idę czytać dalej ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystko się wyjaśni w swoim czasie 😁💕

      Usuń