czwartek, 20 kwietnia 2017

Rozdział 8 [Being your voice]

Nie udało mi się porozmawiać z Penny'm o tym, co zaszło w klubie. Kilka razy się zastanawiałem, czy wypadałoby do niego napisać, ale nie miałem odwagi. Uznałem też, że w razie czego, może jednak lepiej poruszyć ten temat na żywo niż w esemesach. Pisaliśmy ze sobą krótko o tym, jak się czuliśmy po imprezie (na przykład czy mieliśmy okropnego kaca), a potem Penny zaproponował mi randkę. Zgodziłem się i umówiliśmy się na niedzielę i widziałem w tym spotkaniu okazję do szczerej rozmowy o klubie.
Byłem natomiast zadowolony, że udało mi się dogadać z Dereckiem bez większych problemów. Mimo tego co odwaliłem, po naszej rozmowie zachowywał się w stosunku do mnie już zupełnie normalne. Nie wydał mnie także przed Helen, więc ta nie miała okazji poinformować mojej mamy o tej imprezie. Kiedy więc mama do mnie zadzwoniła w sobotę, żeby trochę porozmawiać, podszedłem do tego na luzie.
Ostatni raz, gdy miałem z mamą jakiś kontakt, napisałem jej o randce z Penny'm (tej pierwszej). Od tego czasu było nam ciężko porozumieć się, bo mama robiła teraz w pracy kilka projektów, które skutecznie odbierały jej czas. Musiałem przyznać, że trochę się stęskniłem, więc z radością odebrałem od niej telefon.

Zaczęło się od bardzo tradycyjnych i typowych pytań – o szkołę i naukę, o Derecka, o Helen, o jedzenie, o pogodę, o moje samopoczucie, czy jestem grzeczny, czy dużo się uczę i masa innych pierdół, które interesują rodzica, gdy ich dziecko jest z dala od nich. Dzielnie wytrwałem przez tę nudną część rozmowy, mówiąc mamie zgodnie z prawdą, że wszystko jest w porządku. Potem zapytałem ją o jej życie i pracę, więc trochę opowiedziała mi o tych nieszczęsnych projektach, co nie było aż tak nudne, jak się spodziewałem, aż w końcu przeszliśmy do części właściwej.
– No co to za chłopak? – zapytała konspiracyjnie.
Mimo że nie mogła mnie zobaczyć i tak czułem, że się rumienię.
– Już o nim wspominałem chyba – zacząłem. – W każdym razie ma na imię Penny, jest starszy ode mnie i przeprowadził się z...
– Chwila, co? – przerwała mi mama.
– No, jest starszy tylko dwa lata... – spróbowałem się tłumaczyć, ale mama znów weszła mi w słowo:
– Nie o to mi chodzi. Ma na imię Penny?
– Tak.
– Czy próbujesz mi w ten sposób coś przekazać? Jeśli zacząłeś się jednak spotykać z dziewczynami, to możesz mi powiedzieć wprost. Simon, zależy mi na tym, żebyś był szczęśliwy i zaakceptuję każdą twoją decyzję.
– Och, mamo! – zawołałem. – Penny to chłopak. Ten nowy w szkole. Opowiadałem ci o nim, jak przyjechałaś tu ostatnio, pamiętasz?
W słuchawce przez chwilę panowała cisza, podejrzewałem, że mama zastanawiała się and moimi słowami.
– Wybacz, Simon, ale miałam sporo na głowie. Zapomniałam o tym.
– Nie szkodzi – odparłem. Wiedziałem, że czasami gadałem naprawdę dużo, szczególnie jak długo się z kimś nie spotykałem. Potrafiłem opowiadać o tylu nieistotnych pierdołach, więc rozumiałem, że mama po prostu zapamiętywała wybiórcze informacje, te, które uznawała za najistotniejsze.
– No dobra. Ma na imię Penny. Jest starszy?
– Tak. Dwa lata, bo niestety nie zdał. – To chyba nie była rzecz, stawiająca go w pozytywnym świetle, bo rodzice często są przewrażliwieni na punkcie szkoły, ale wolałem postawić na szczerość.
– Nie zdał? – powtórzyła mama.
A jednak.
– No tak. Nie znam dokładnie okoliczności, ale mi się, że mogło mieć to jakiś związek z trudną sytuacją jego mamy – dodałem usprawiedliwiająco, przypominając sobie historię o zwolnieniu ze szpitala.
– Niech będzie – zgodziła się niechętnie mama. – Ale lepiej sprawdź, czy on po prostu nie jest bardzo leniwym i niegrzecznym chłopcem. Nie wyrażam zgody, aby ktokolwiek sprowadzał cię na złą drogę.
– Nikt mnie nie sprowadza na złą drogę – zaprzeczyłem od razu. – Trochę dramatyzujesz, mamo.
– Martwię się. Teraz, gdy mieszkasz na drugim końcu Irlandii, mamy ze sobą tak mało kontaktu. Może tym razem wpadłbyś z Dereckiem do nas na jakiś weekend?
To nie był taki zły pomysł, o ile Dereck zgodziłby się, żeby nie mieszkać ze mną przez te dwa dni. To, że cały czas spędzaliśmy razem, bardzo ułatwiało mu życie. Poza tym jeszcze jego rodzice mogli sprawiać trochę problemów, ciągle męcząc go wizytą u lekarza. Chyba musiałem ten pomysł przedyskutować z Dereckiem.
– Zastanowimy się nad tym – powiedziałem.
– Dobrze. Jak coś zdecydujecie, to zadzwoń i mi powiedz.
– Jasne – zgodziłem się.
– A wracając do tego chłopca, mówiłeś, że skąd się przeprowadził?
– Z Dublina.
– Wow. – Westchnęła mama. – Lepiej się go trzymaj w takim razie, to może cię zabierze do tej twojej wymarzonej stolicy.
Zaśmiałem się na to stwierdzenie. Przecież nie lubiłem Penny'ego tylko dlatego, że pochodził z większego miasta. Miałem tylko nadzieję, że on tak o mnie nie myślał.
Porozmawiałem jeszcze z mamą o naszej pierwszej randce, więc co najmniej przez dziesięć minut musiała słuchać, jak zachwycam się kawą. Ale chyba jej to nie przeszkadzało, bo w końcu miała chwilę wolnego i cieszyła się, że mogła ze mną dłużej porozmawiać, bez względu na to, o czym była ta rozmowa. Opowiedziałem jej też o dachu Riverpoint, co bardzo jej się spodobało i przyznała, że Penny się postarał. A potem wspomniała, że chciałaby go poznać, więc zapewniłem ją, że nie pozwolę, aby to się stało, ponieważ dopiero zaczynaliśmy się spotykać. Na koniec podzieliła się ze mną jeszcze historią o jakimś współpracowniku, z którym bardzo się nie lubi. Chyba chciała brzmieć poważnie, ale cała ta opowieść miała bardzo zabawny wydźwięk, więc ciągle się śmiałem.
Z żalem zakończyłem rozmowę z mamą, bo mieliśmy naprawdę dobry kontakt i już trochę za nią tęskniłem, ale ona znów musiała wracać do pracy. Wiedziałem, że pracowała tak dużo między innymi dla mnie, żebym mógł uczyć się w dobrym mieście, a potem pójść na jakiś uniwersytet. Nie mogłem mieć jej za złe, że mamy mało kontaktu, ale bardzo mi jej brakowało. Chciałbym, żeby mogła się tutaj przeprowadzić, wtedy mieszkalibyśmy razem i widywalibyśmy się codziennie. Chyba musiałem się zastanowić nad jakimś kilkudniowym powrotem do Castlebar.
Chciałem iść do Derecka, aby zapytać go, co o tym myśli, ale dostałem powiadomienie, że napisał do mnie Penny. Otworzyłem aplikację, żeby przeczytać wiadomość, a był to adres miejsca naszego jutrzejszego spotkania. Dość szybko zauważyłem, że znajdowało się to blisko Starbucksa. Odpisałem mu na wiadomość, a potem on mi odpisał i tak pisaliśmy ze sobą już do końca dnia, ale cały czas nie zapytałem go, co się stało podczas imprezy.
Kiedy zacząłem się zbierać do spania, było już koło pierwszej, a ponieważ Dereck położył się wcześniej spać, nie zdążyłem nawet z nim porozmawiać. Odłożyłem to na jutro i po prostu wlazłem do łóżka.
Kolejny raz obudziły mnie w nocy donośne krzyki wewnątrz mojej głowy pochodzące od Derecka. Zachowałem się zupełnie automatycznie i pobiegłem do niego, aby go uspokoić. Udało mi się wyrwać go z koszmarów, a potem przytuliłem go mocno, żeby dodać mu otuchy. Skończyło się to jak zawsze, zostałem u niego w łóżku, ponieważ on nie chciał zostać sam, a ja chciałem go przypilnować.
Następnego dnia nie byłem szczególnie wyspany, ale i tak obudziłem się w fantastycznym humorze. Czekało mnie spotkanie z Penny'm. Tym razem nie umówiliśmy się na wieczór, więc kiedy wychodziłem z domu koło południa, Dereck jeszcze spał. Z reguły odsypiał długo następnego dnia po koszmarze. Przed wyjściem zajrzałem jeszcze do jego pokoju, ale wyglądało na to, że wszystko w porządku.

Penny czekał już na mnie w miejscu spotkania, choć wcale się nie spóźniłem. W rękach trzymał dwa papierowe kubki z kawą na wynos z logiem Starbucksa. Podszedłem do niego z uśmiechem, bo trochę mnie bawiła ta jego mania kawy.
– Cześć – przywitałem się.
– Hejka – odparł Penny, również się uśmiechając. – Tym razem mam dla ciebie karmelowe macchiato – powiedział, podając mi kubek.
– O ja, super, dzięki – odparłem, przyjmując kawę.
– Próbuj. – Penny patrzył na mnie wyczekująco, więc skosztowałem napoju. – I jak?
– Dobra. – Przy Penny'm chyba wszystko mi smakowało.
– Nie okłamujesz mnie, żeby mi nie było przykro? – zapytał podejrzliwie.
Zaśmiałem się i pokręciłem głową. Wziąłem jeszcze jednego łyka tej kawy, żeby udowodnić moje słowa.
– Czyli nie idziemy dzisiaj do Starbucksa?
– Mamy już odhaczony – stwierdził Penny. – Dzisiaj jest ładny i wyjątkowo ciepły dzień, więc pomyślałem, że moglibyśmy pójść nad Shannon. Co ty na to?
– Chętnie – zgodziłem. Idealne miejsce, aby dużo porozmawiać. Czułem, że będę miał świetną okazję, żeby zapytać go o wydarzenia z klubu. Musiałem tylko znaleźć w sobie trochę odwagi, bo inaczej nie poruszę tego tematu.
Poszliśmy nad Shannon na piechotę, bo to było całkiem blisko. Cały czas popijaliśmy kawę i rozmawialiśmy luźno, nie wchodząc na żadne trudne tematy. Czułem się z Penny'm bardzo swobodnie, tak jakbyśmy znali się od dawna. Nie wiem, kiedy przeszliśmy na taki etap relacji, ale bardzo mnie to cieszyło.
Nad rzeką było dużo trawy i sporo wolnej przestrzeni, więc to miejsce idealnie nadawało się na jakieś letnie spotkania. Kawałek oddalona ciągnęła się piaskowa ścieżka, a wokół niej rosły drzewa, tworząc względnie ukrytą przestrzeń. Jesienią nie przechadzało się tutaj wiele ludzi, więc nie mieliśmy dużo towarzystwa. Skierowaliśmy się na ścieżkę, a po drodze minęliśmy śmietnik, więc wyrzuciliśmy puste kubeczki po kawie.
– Byłeś tu już? – zapytał Penny, gdy znaleźliśmy się między drzewami.
– Pewnie. To świetne miejsce na lato, gdy już cały czas jest ciepło. Można się spotkać ze znajomymi, niektórzy odważni urządzają tu ogniska i popijawy.
Penny pokiwał głową.
– Ładnie tu jest.
– Racja – zgodziłem się. – Penny, mogę cię o coś zapytać?
– Jasne. Co jest? – Chłopak zaczął przyglądać mi się uważnie.
– Dlaczego w zasadzie nie zdałeś aż dwa razy? – Moja mama zainspirowała mnie do zadania tego pytania.
Penny zawahał się i przełknął ślinę. Sprawiał wrażenie trochę skrępowanego, zwolnił kroku i przeczesał ręką włosy ze zdenerwowania. Przygryzłem wargę i zbliżyłem się do niego.
– Jak nie chcesz, to nie musisz odpowiadać – zastrzegłem od razu.
Blondyn pokręcił głową.
– Nie jestem z tego dumny – przyznał. – Wiesz, mieszkałem w Dublinie, fajnym, dużym mieście. Miałem swoje grono znajomych, z którym lubiłem trochę imprezować. Mama pracowała i zarabiała na życie, więc wszystko wydawało się normalne i łatwe. Pieniądze cały czas były, a większość moich kumpli pochodziła z dość bogatych rodzin i nie traktowali życia poważnie. Przejąłem to od nich. Nie zwalam na nich winy, co to, to nie. Zlałem szkołę totalnie, chodziliśmy gdzieś nocami po mieście, a następnego dnia w ogóle nie pojawiałem się w szkole. Porobiłem sobie masę zaległości, zawaliłem frekwencję, ale w ogóle się tym nie przejmowałem. W zasadzie, gdy od czasu do czasu pojawiałem się w szkole, niektórzy nauczyciele próbowali ze mną pogadać i jakoś na mnie wpłynąć, ale ja tylko ich zlewałem i do nich pyskowałem. Wkurzał mnie każdy, kto próbował mnie naprostować. A moja mama chyba najbardziej. Dość mocno posypały nam się stosunki, w ogóle jej nie słuchałem, tylko od niej wymagałem. Policzek wymierzyła mi dopiero wtedy, gdy odmówiła zapłacenia za mój kurs na prawo jazdy. Powiedziała, że to rozważy, jeśli poprawię swoje zachowanie. Oczywiście, nie przyniosło to zamierzonego efektu i stałem się chyba jeszcze bardziej rozwydrzony. A niedługo potem straciła pracę w tym szpitalu, totalnie się załamała. Wiesz, straciła stałe źródło zarobków, nikt nie chciał jej zatrudnić, a ja jej wcale tego nie ułatwiałem. I gdy dostrzegłem, jak źle z nią jest, to trochę się ogarnąłem. Zacząłem jej pomagać, rzuciłem szkołę, tym razem tak konkretnie i poszedłem do pracy na jakieś magazyny. Kontakt z mamą trochę mi się polepszył, a kiedy znalazła zatrudnienie tutaj, to kazała mi iść do szkoły. Chciała dobrze, dopiero niedawno zacząłem to rozumieć. Staram się teraz być trochę grzeczniejszy i mniej zlewać szkołę. Ale jak wiesz, już parę razy zwiałem – zakończył z uśmiechem.
Przez całą tę długą wypowiedź brzmiał bardzo poważnie. Mówił cicho, ale widziałem, że trochę się emocjonował. Byłem zaskoczony, że odważył się porozmawiać ze mną o takich ważnych rzeczach, ale ceniłem sobie to, że mi zaufał. Słuchałem go z uwagą, kiwałem mu głową i patrzyłem na niego podczas tego monologu. Zastanawiałem się, czy by go nie dotknąć albo przytulić, ale uznałem, że jakieś wylewy emocji, lepiej zostawić na później.
– Dziękuję, że mi to opowiedziałeś – powiedziałem cicho.
Penny pokiwał głową i popatrzył w ziemię.
– Żałujesz tego? – zapytałem.
– Tak, ale zabieram się za poprawę bardzo powoli – dodał, nie przestając się uśmiechać.
– Według mnie radzisz sobie całkiem nieźle.
– Cieszę się. Zniechęciłem cię do siebie? Ty wydajesz się być takim całkiem grzecznym chłopcem...
Zaśmiałem się.
– Oj, tak. Szczególnie po ostatniej imprezie – palnąłem.
Penny przygryzł wargę i uniósł jedną brew.
– To co pamiętasz?
– Różne rzeczy – powiedziałem trochę zawstydzony. – Głównie jak piliśmy.
– A pamiętasz, jak tańczyliśmy? Czy będę musiał ci przypomnieć? – zapytał, zbliżając się do mnie i wyciągając ręce w moją stronę.
Pozwoliłem się objąć i oparłem się głową o ramię Penny'ego. Nie wiedziałem, czy on naprawdę planował tutaj ze mną tańczyć, ale chyba zmienił zdanie, kiedy po prostu się w niego wtuliłem. Usłyszałem, jak szepnął moje imię, więc zacisnąłem dłonie na jego kurtce z tyłu. Wciągnąłem nosem jego zapach i szybko się od niego odsunąłem, ponieważ zakręciło mi się w nosie.
– Simon?
Kichnąłem.
Penny zaśmiał się.
– Na zdrowie! Myślałem, że ci coś zrobiłem.
Pokręciłem głową.
– To tylko to nieszczęsne kichnięcie. Przepraszam.
– Nie szkodzi.
Chciałem znów się do niego przytulić, ale głupio mi było zrobić to tak bez powodu. Ach, że też musiałem spieprzyć tamtą chwilę. Nie pozostawało mi nic innego, jak w końcu zapytać go o imprezę.
– Penny? Zanim urwał mi się film... Byliśmy w palarni.
Blondyn pokiwał głową i popatrzył na mnie uważnie. Zapewne wyłapał w moim głosie zmianę tonu na bardziej poważny.
– Czy coś się między nami stało?
Penny zmrużył oczy.
– Naprawdę nic już nie pamiętasz od tamtego momentu?
Pokiwałem głową, obawiając się odpowiedzi. Lubiłem Penny'ego, nawet bardzo i chętnie przeżyłbym z nim mój pierwszy pocałunek, ale jednak wolałbym go pamiętać. Albo inne rzeczy, które też mogły się między nami wydarzyć.
– W zasadzie, to mieliśmy taki moment – zaczął Penny – że prawie się pocałowaliśmy. Wiesz, no – chłopak zarumienił się lekko – nachyliliśmy się do siebie i myślałem, że to się stanie, ale jakieś laski weszły nagle do palarni. Odsunęliśmy się od siebie. Potem poszliśmy się jeszcze raz napić, co już dla ciebie było stanowczo za dużo. Mieliśmy iść tańczyć, ale w drodze na parkiet powiedziałeś, że trochę ci niedobrze. Zabrałem cię do łazienki, a potem zwymiotowałeś.
Pokiwałem głową. Czułem się trochę jak frajer. Widać było po mnie, że w ogóle nie umiałem pić. Już na naszym pierwszym wyjściu zaliczyłem zgon i to przed chłopakiem, na którym starałem się zrobić jakieś dobre wrażenie. On się starał cały czas, a ja się zrzygałem.
– Przepraszam, że przeholowałem z tym alkoholem – powiedziałem. – Chyba nie umiem pić z umiarem.
– Co ty, Simon? Nic się nie stało. Nie masz pojęcia, ile razy ja skończyłem z głową w kiblu na imprezie. Każdemu się zdarza.
– I tak źle się z tym czuję – przyznałem.
– Niepotrzebnie. Mi jest tylko trochę szkoda, że... – Penny zawahał się.
– Że?
– Że się nie pocałowaliśmy.
– Och.
– Przepraszam. Wiem, że nie chciałeś się spieszyć.
– Nie, to... całkiem miłe – powiedziałem, choć czułem się trochę zawstydzony. – Prawdę mówiąc, ja się cieszę, że do tego nie doszło.
Penny'emu zrzedła mina i dopiero teraz dotarło do mnie, jak to zabrzmiało. Uchyliłem usta z zaskoczenia, chcąc jak najszybciej naprawić mój błąd.
– Nie, nie! Penny, to... nie tak, że nie chcę się z tobą całować. Ech, to też brzmi trochę głupio – mruknąłem zawstydzony. – Po prostu... Jakbyśmy się pocałowali, to potem i tak urwałby mi się film, więc bym tego nie pamiętał. A ja chciałbym pamiętać.
Penny uniósł brwi, dłużej rozważając moje słowa. W końcu prychnął rozbawiony i odezwał się:
– Więc mówisz, że chcesz się ze mną całować?
Zacisnąłem dłonie w pięści, po czym przyłożyłem je do twarzy, zasłaniając usta. Spojrzałem chłopakowi prosto w oczy i pokiwałem głową. W ogóle nie byłem doświadczony w tych sprawach i rozmawianie o tym wprost, wprawiało mnie w zażenowanie.
– Dobrze wiedzieć – stwierdził Penny. Nie spróbował jednak tego zrobić.
– Ty też się do tego przyznałeś – wytknąłem mu w nagłym przypływie odwagi.
Blondyn pokiwał głową.
– Lubię cię, Simon – powiedział, niby patrząc na mnie, choć gdzieś tam wzrok uciekał mu trochę w bok.
– Ja też cię lubię.
Penny stanął przede mną i wyciągnął rękę. Dotknął mojego policzka i pogładził mnie delikatnie po nim kciukiem. Wstrzymałem oddech, żeby kolejny raz nie zniszczyć nam szczególnej chwili. Chłopak przybliżył się do mnie i objął mnie drugą ręką w pasie, więc ja położyłem moje ręce na jego ramionach.
– Czy ty też masz takie odczucie – zacząłem cicho – że nie znamy się długo, ale dobrze nam się ze sobą rozmawia?
Blondyn pokiwał głową.
– Chciałbym, żebyś był moim chłopakiem – wyznał.
Wciągnąłem głośno powietrze. Tego się nie spodziewałem. Lubiłem Penny'ego i chciałem z nim być, ale co na to powie Dereck? Chwila, co? Czy on w ogóle powinien mieć coś do powiedzenia w tej sprawie? A co jeśli tylko mi się to wszystko zdawało? Może wcale nie chciałem być w związku, a może... Wziąłem kolejny wdech, czując, jak coraz mocniej się nakręcam. Musiałem się uspokoić i przemyśleć to wszystko na spokojnie.
– Ja... Penny... Nie wiem – wydukałem.
Penny wyglądał na trochę skonfundowanego, ale nie puścił mnie.
– Mówiłeś, że mnie lubisz – powiedział. Nie brzmiał, jakby robił mi jakiś wyrzut, ale szczególnie miły też nie był.
– Wiem i tak jest. Bardzo cię lubię, ale... mam straszny mętlik w głowie. Nigdy z nikim nie byłem, nie chcę podejmować jakichś pochopnych decyzji, przepraszam.
Penny pokiwał głową powoli i trawił moje słowa.
– Zastanowisz się?
– Tak. Tak, na pewno. Proszę cię tylko o trochę czasu.
– Okay – zgodził się.
– Teraz będzie między nami dziwnie – mruknąłem.
– Nie, czemu? Nadal będziemy się spotykać.
Nie wiem, co mnie tknęło, ale wtedy wydało mi się to dobrym pomysłem i zapytałem go:
– A będziemy się całować?
Blondyn uniósł brew, a na jego twarz wpłynął zadziorny uśmiech.
– Wciąż chcesz się ze mną całować?
Wzruszyłem ramionami, cały czas patrząc mu prosto w oczy. I choć przed chwilą dałem mu coś w stylu kosza, to nie uciekłem, kiedy nachylił się do mnie. Wręcz przeciwnie, zbliżyłem się do niego, aż nasze usta się spotkały. Pocałunek był bardzo delikatny i smakował kawą, ale wiedziałem, że zapamiętam go do końca życia.

Wieczorem siedziałem w salonie z Dereckiem i piliśmy sobie herbatkę, rozmawiając. Przyjaciel powiedział, że gdy już potem wstał, to czuł się dość dobrze, więc zapytałem go, co myśli o wyjeździe do Castlebar. Obiecał, że o tym pomyśli. Potem zacząłem opowiadać mu, jak minęła mi kolejna randka z Penny'm. Tym razem udało mi się nie skupiać całej mojej historii na kawie, tylko dlatego, że od razu wypaliłem, że Penny poprosił mnie o chodzenie.
I zgodziłeś się? – zapytał Dereck.
Pokręciłem głową.
– Nie, muszę... Nie wiem, zastanowić się.
Ale mówiłeś, że go lubisz.
– Tak, lubię! – potwierdziłem. – Po prostu, jak się mnie o to zapytał, to nagle w głowie zrobił mi się taki straszny mętlik. Czuję, że naprawdę chcę z nim być, ale jakoś... coś mnie zatrzymało. Może po prostu uznałem, że muszę z kimś o tym najpierw porozmawiać.
Właśnie rozmawiasz.
– Wiem, ale...
Nie podjąłeś decyzji?
– Potrzebuję czasu. Szczególnie, że... Po tym, jak się mnie o to zapytał, to się całowaliśmy.
Brwi Derecka powędrowały w górę.
Odrzuciłeś propozycję związku, ale i tak się całowaliście? To brzmi, jakbyś chciał go wykorzystać.
– Tak myślisz? Och, nie... Nie wiedziałem. Powinienem teraz do niego zadzwonić i to wyjaśnić? Nie chcę, żeby tak o mnie myślał. Jestem prawie pewny, że...
Przestań. Stało się. Teraz to przemyśl na spokojnie.
– A co ty myślisz?
Ja mam ci powiedzieć, czy chcesz z nim być?
Wzruszyłem ramionami. Tak naprawdę każda pomoc by mi się przypadała, a gdy tylko się nad tym zawahałem, to pomyślałem o Derecku. Jakby udzielił mi jakichś wskazówek na ten temat, to pewnie byłoby mi łatwiej podjąć jakąś decyzję.
To nie jest moja decyzja.
– Wiem, ale ty... Wydaje mi się, że możesz jakoś obiektywniej ocenić tę sytuację.
Ty musisz zdecydować.
– Rozumiem, ale jesteś moim przyjacielem, więc liczyłem, że mi jakoś pomożesz.
Simon. – Jego głos zabrzmiał ostrzegawczo, ale nie zwróciłem na to szczególnie uwagi.
– Po prostu mógłbyś mi powiedzieć, jak to widzisz.
Nie ma mowy.
– Dereck, proszę...
Nie! – warknął. – Skończ ten temat.
– Ja tylko... Nieważne – mruknąłem cicho, bo Dereck wydawał się bardzo rozjuszony. Lepiej, żebym go nie męczył niepotrzebnie.
Nie chcę więcej słuchać o tym Penny'm!
Dereck wstał nagle i wyraźnie zirytowany poszedł do siebie do pokoju. Na koniec poinformował rzeczywistość, że jest zdenerwowany, głośno trzaskając drzwiami. Uniosłem brwi ze zdziwienia, bo ta gwałtowna reakcja mnie zaskoczyła. Jeszcze chwilę wcześniej rozmawialiśmy zupełnie normalnie, a teraz nagle tak się na mnie wściekł. Dziwnie mi to wyglądało. Może Dereck jednak też lubił tego Penny'ego, ale nie chciał mi o tym mówić, a teraz faktycznie go to zabolało? Miałem nadzieję, że się mylę, bo ta sytuacja byłaby dla nas trochę niepokojąca.
Wziąłem łyka herbaty, żeby na chwilę się czymś zająć.
Zastanawiałem się, czy powinienem iść od razu do przyjaciela, czy może lepiej zostawić go na chwilę samego, żeby miał okazję ochłonąć. Siedziałem przez kilka minut, myśląc nad tym, aż w końcu zdecydowałem, że nie ma sensu tego odwlekać. Dereck zachował się dziwnie, nie ma szans, żebym pozwalał mu na takie akcje. Im więcej zamykał się przed światem, tym gorzej to dla niego rokowało.
Wstałem z kanapy i odniosłem nasze puste kubki do kuchni. Potem poszedłem do Derecka.

4 komentarze:

  1. Oh, to było urocze! Ich spotkanie, rozmowa o pocałunku i tak dalej. W końcu, oczywiście, że chcą się całować, nie ma co. Szkoda, że podczas imprezy ktoś im przerwał. A może nawet i dobrze? ^^"
    I jeju, Simon, niech pomyśli sobie czasem samodzielnie i zgódzi się na chodzenie z Pennym. Oleje Derecka i tak dalej. Jeśli oczywiście nie chce z nim być.
    Em, to nie znaczy, że przeszłam na jego stronę czy coś. Chyba. Pogubiłam się i sama nie wiem komu kibicuję .__.
    A Dereck zachowuje się dziwnie. Zazdrosny o Simona? To pierwsze co przychodzi mi do głowy. W sumie od początku źle reagował, gdy bohater wspominał o Pennym! (Tak, to pamiętne zaciśnięcie rąk na kierownicy <33) I się chłopcy nie lubią. Tak, to musi być jakiś znak. Zdecydowanie.
    No nic, czekam na następny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny! <;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, widzisz, myślę, że Simon też jest trochę zagubiony. (tak jak Ty xD) Większą część swojego życia dopasował do chorego Derecka, a teraz nagle zaczęła si rozwijać ta część, do której przyjaciel nie powinien mieć dostępu.
      Zobaczymy, jak to się rozwinie. Swoją drogą, istnieje spora szansa że dwie najbliższe notki maratonu się nie pojawią (bo już ich nie zdążę raczej napisać... :/), ale za t ostatniego dnia, na pewno będzie jeszcze BYV ;)
      Dzięki wielkie i do następnego ♥

      Usuń
  2. Ocena Twojego opowiadania jest gotowa i dostępna pod adresem: http://recenzowisko-blogow.blogspot.com/2017/04/143-being-your-voice.html

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się w Derecku to, że jak trzeba to myśli trzeźwo (no tak, przecież to nie on zalicza zgony xD). Naprawdę mi zaimponował w rozmowie z Simonem o Pennym... A przynajmniej do momentu aż teatralnie nie wyszedł z pokoju(no comment ._.)
    Ja też mam mętlik w głowie, bo czasem uwielbiam Derecka a czasem mam ochotę go wykopać haha
    Ale napewno go nie łącze z Simonem :D
    Pisz dalej i powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń