poniedziałek, 28 listopada 2016

Rozdział 2

– Dereck dzisiaj jest? – zapytała Nancy, gdy staliśmy obok sali od hiszpańskiego.
– Jasne, pewnie – odparłem. W mojej głowie krążyły jednak myśli nad tym, czy wypadałoby zapytać ją, czy czuje coś więcej do Derecka. Naprawdę uważałem, że oni by do siebie pasowali. Dereck co prawda grał na dwa fronty i wielu dziewczynom to przeszkadzało albo czuły się zniesmaczone, ale byłem pewny, że Nancy nie miałaby nic przeciwko. No i wiedziała o tym od dawna.
– Jesteś jakiś dziwny – stwierdziła. Dzisiaj Nan zdecydowała się na mniej wyzywający strój i ubrała po prostu obcisłe czarne rurki wpuszczone w glany o tym samym kolorze. Biały top o głębokim dekolcie przykryła kurtką moro, a swoje kolorowe włosy spięła w kitkę na czubku głowy. Nancy należała do grupy naszych szkolnych hipsterów i zawsze bardzo wyróżniała się wśród innych swoim stylem ubierania.
– Co? Dlaczego?
– Nie wiem, nie zachowujesz się jak Simon.
Uśmiechnąłem się delikatnie.
– A jak się zachowuje Simon?
– Inaczej – zachichotała Nancy.
– Dzięki za konkrety, Nan.
– Staram się specjalnie dla ciebie – odparła, bawiąc się swoją kitką. – Chyba znowu je przefarbuję – dodała.
– Już ci się znudziły? – zapytałem.
Nancy wzruszyła ramionami. Średnio co miesiąc pojawiała się w szkole w nowym kolorze włosów. Ostatnio jednak odstęp pomiędzy kolejnymi zmianami coraz bardziej się skracał. Czerwono-białe szaleństwo, które miała teraz na głowie, zrobiła sobie jakoś w zeszłym tygodniu i zapowiadało się, że już za parę dni zostanie zastąpione czymś nowym.
– Powinnam się zdecydować na coś na stałe, co nie? Jak Ladie. Systematycznie rozjaśnia odrosty i naprawdę ładnie jej w tej platynie.
– Ale ona ma bardzo delikatną i jasną karnację, więc te włosy do niej pasują. Ty jesteś bardziej... opalona.
– No, wiem. Nie twierdzę, że też chcę rozjaśniać cały czas. Może czarne powinnam sobie zrobić? Albo ściąć? Właśnie, to jest myśl. Chyba je skrócę – postanowiła.
– Jak uważasz. Prawdę mówiąc, we wszystkim ci ładnie.
Nancy uśmiechnęła się z zawstydzeniem. Wyglądała bardzo uroczo, a w jej policzkach pojawiły się małe dołeczki.
– Myślisz, że Dereckowi się spodoba? – O cho, czekałem na to pytanie.
– No, chyba tak – opowiedziałem. Tak naprawdę, nie miałem zbytnio pojęcia o gustach Derecka, ponieważ raczej się z nikim nie umawiał ze względu na tę sprawę z niemówieniem.
– Myślisz, że spotkamy tego nowego przed lekcjami? – Zmieniła temat.
– Jeśli macie na myśli mnie, to tak – odpowiedział jakiś chłopak, powoli podchodząc w naszą stronę.
Nancy i ja od razu spojrzeliśmy na niego uważnie, taksując go wzrokiem. Pierwsze, co zarejestrowałem, to fakt, że nie był szczególnie wysoki. W zasadzie chyba byliśmy tego samego wzrostu, czyli trochę niżsi od Nancy. Potem przyjrzałem mu się uważniej i zwróciłem uwagę na szczegóły. Miał naprawdę ładną twarz o delikatnych rysach, jedynie broda rysowała się wyraziściej. Pełne usta idealnie komponowały się prostym nosem i ciemnymi oczami. Całokształt dopełniały blond włosy ułożone w artystycznym nieładzie. Przystojniak, pomyślałem, zjeżdżając wzrokiem niżej. Ubrał się dość zwyczajnie – szara bluza wkładana przez głowę i czarne jeansy.
– Hej, jestem Simon – przywitałem się, wyciągając w jego stronę dłoń.
– Penny – odparł, ujmując moją dłoń.
– Nancy – dodała dziewczyna i również wymienili się uściskiem. – Czy Penny to nie jest przypadkiem żeńskie imię? – zapytała.
Policzki chłopaka zaróżowiły się delikatnie.
– Nie. – Pokręcił głową. – Choć wiele osób tak uważa, ale jest to imię obupłciowe.
– Nie znam żadnego chłopaka o takim imieniu – stwierdziła Nancy. Miałem ochotę palnąć ją w głowę, że tak zawstydzała tego nowego. Miał nietrafione imię i co z tego? To nie jego wina! A ona mogła sobie darować. Jak tak ze mną rozmawiała o Derecku, to zawsze była nieśmiała, a teraz nagle taka pewna siebie.
– Teraz już znasz – odparł rezolutnie. – Też macie hiszpański z panem... – Zerknął na jakąś kartkę, którą trzymał w dłoniach. – Siwer?
– Tak, witaj w gronie szczęśliwców – zakpiłem.
– Jakiś fajny typek? – zapytał niepewnie.
– Stanowczo nie – zaprzeczyła Nan. – Zresztą, zobaczysz.
– Dlaczego się do nas przeniosłeś? – zapytałem.
– Przeprowadziłem się z Dublina.
– Do takiej wiochy?! – zawołałem zaskoczony. Cała nasza czwórka zawsze marzyła o tym, aby po szkole średniej przenieść się do jakiegoś większego miasta. Ucieczka z Castlebar była dla mnie i Derecka pierwszym krokiem, a następnym miała być przeprowadzka do jakiejś stolicy – Dublina, Londynu czy też Cardiff.
– Limerick nie jest aż taką wiochą.
– Poważnie? – zdziwiła się Nancy. – Tu nie mieszka nawet sto tysięcy osób.
– No i super. Nie przepadam za takimi ogromnymi miastami – powiedział Penny.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o zaletach i wadach takich dużych miast, przy czym ja cały czas byłem przekonany, że Dublin jest lepszy od Limerick. Potem zadzwonił dzwonek sygnalizujący rozpoczęcie lekcji i szanowny pan Siwer przytoczył swoją osobę do klasy. Na hiszpańskim Penny usiadł za nami w ławce, więc wraz z Nancy zdecydowaliśmy się zlać dzisiejsze zajęcia i zajęliśmy się rozmową z nowym kolegą. Widziałem też jak Nancy ukradkiem wysyła esemesa do Ladie o Penny'm.
Penny wydawał się być naprawdę spoko kolesiem. Chwilami trochę nieśmiały, ale raczej rozmawiał z nami bez większego stresu. Okazał się być otwarty na wszelkie tematy i chętnie z nami dyskutował. Nie zraziła go Nancy od czasu do czasu dopytująca, czy jest pewny, że Penny to także męskie imię. Na początku chyba czuł się trochę skonsternowany, ale potem zaczął się z tego śmiać. To dobrze, że miał dystans do siebie, bo przy tej dziewczynie na pewno mu się to przyda.
Przed następną lekcją zapoznaliśmy go zresztą naszej paczki. Ladie do razu podbiegła w naszą stronę, ciągnąc za sobą Derecka.
– Cześć! – zawołała. – Jestem Ladie.
– Penny.
– A to jest Dereck – przedstawiłem przyjaciela.
Dereck uśmiechnął się lekko i uścisnął dłoń nowego.
– Grasz na gitarze? – zapytał Penny, wskazując kostkę wiszącą na szyi ciemnowłosego.
– Nie, to tylko część stylówy – odparłem.
– Ach – mruknął blondyn trochę zbity z tropu tym, że to ja udzieliłem mu odpowiedzi.
– Więc, powiedz nam, dlaczego Penny? – rozpoczęła swoje przesłuchanie Ladie.
– To znaczy?
– Dlaczego masz tak na imię?
– Już mówiłem twoim znajomym, że to też jest męskie imię. – Penny zaśmiał się. Miał całkiem ładny śmiech. – A tak poza tym, moja mama jest trochę szalona.
– To wiele wyjaśnia – stwierdziła blondynka. Podeszła do chłopaka, złapała go pod rękę i zaczęła prowadzić w stronę sali. – Widzisz, Penny, nasza kochana Nancy zdążyła mnie już poinformować, że dopiero się tutaj przeprowadziłeś, stąd też w mojej głowie zrodził się pewien interesujący plan. Co ty na to, aby wybrać się dzisiaj z nami gdzieś po lekcjach? Do jakiejś restauracji albo kawiarni? Jesteś z Dublina, tak?
Penny potwierdził ruchem głowy.
– Zapewne zdziwią cię w takim razie możliwości wyboru.
– Macie tutaj Starbucksa, prawda? – zapytał z lekkim przestrachem.
Zaśmiałem się.
– Całe dwa.
– Lepsze dwa niż nic – stwierdziła Nancy. – W Castlebar nie mieliście nawet jednego.
– Podobno planują otworzyć...
– Chwila, jesteście z Castlebar? – przerwał mi Penny.
– Tylko ja i Dereck, a co?
– Mieszkałem tam przez kilka lat dzieciństwa, a potem przenieśliśmy się do Dublina.
– Poważnie? – zapytałem, nie mogąc uwierzyć w taki zbieg okoliczności. Co prawda nigdy nie miałem okazji spotkać w Castlebar Penny'ego, ale to niesamowite, że obaj pochodziliśmy z tej samej wiochy. Kto wie może chodziliśmy razem do podstawówki, ale nawet o tym nie pamiętamy?
– No – potwierdził. – Ale to było dawno i już prawie tego nie pamiętam.
– W każdym razie – wtrąciła Ladie – nie odpowiedziałeś. Chcesz się z nami gdzieś wybrać?
– Dopiero mnie poznałaś i już mnie zapraszasz? A co jeśli jestem seryjnym mordercą? – zażartował Penny.
Ladie wywróciła oczami.
– Daj spokój, już cię wygooglowałam.
– I czego się dowiedziałaś? – zapytał Penny, poruszając sugestywnie brwiami. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął telefon.
– Och, masz iPhone'a! – zawołała Ladie, przysuwając się do chłopaka. – Witamy w gronie szczęśliwców.
Stwierdzenie blondynki zainteresowało również mnie i Nancy, więc nachyliliśmy się w stronę nowego.
– To coś złego? – zdziwił się Penny naszym nagłym zainteresowaniem.
– Nieee – mruknęła Ladie. – Po prostu oni są debilami i uważają, że iPhone'y są do dupy.
– Bo są – powiedziała Nancy. – O, popatrz! Pęknięta szybka. Zupełnie jak u ciebie, L.
– W innym telefonach ekrany też się tłuką.
– Ale statystycznie częściej dzieje się w to iPhone'ach – powiedziałem.
– Masz na to jakieś naukowe dowody? – wtrącił Penny, otrząsając się z szoku wynikającego z naszej rozmowy. – A ty – zwrócił się do Derecka – co myślisz o Apple?
– Oczywiście, jest po naszej stronie – odparłem.
Tak jakby to miało znaczenie. Ale nie lubię iPhone'ów.
Posłałem uśmiech w stronę przyjaciela.
– Jest trzy do dwóch – warknęła Ladie. – Jeszcze kiedyś zdobędziemy przewagę. Jakby mój brat się liczył, byłby remis.
– Ale się nie liczy – stwierdziła słodko Nancy.
Z jakże pasjonującej dyskusji na temat smartphone'ów marki Apple wyrwał nas dzwonek sygnalizujący rozpoczęcie kolejnej lekcji. Niechętnie władowaliśmy się do klasy i zajęliśmy miejsca. Klasa była dość nietypowa, ponieważ ławki ułożono tutaj w podkówkę, tak więc wszyscy uczniowie siedzieli koło siebie. Penny dosiadł się do nas z brzegu, zajmując miejsce koło Ladie. Zdaje się, że ta dziewczyna mu podpasowała i złapał z nią dobry kontakt.
Na samym początku zajęć pani Villain od razu zwróciła uwagę na Nowego. Jak na dobrą nauczycielkę od angielskiego zażyczyła sobie, aby Penny wstał i przedstawił się przed całą grupą. Chłopak niechętnie na to przystał. Chyba nie chciał już na pierwszej lekcji zrażać do siebie nauczycieli.
– Mam na imię Penny – powiedział, na co kilka osób zachichotało. – To też jest męskie imię, jakbyście nie wiedzieli. Przyjechałem z Dublina. I to chyba tyle.
Pani wydała się zadowolona, bo pozwoliła chłopakowi usiąść i przeszła do tematu lekcji. Robiłem nieco notatek, bo Dereck zawsze lubił je przeglądać przed sprawdzianem, ale byłem trochę mniej skupiony niż zwykle. Co prawda od Penny'ego dzieliła mnie Nancy i Ladie, ale to nie znaczyło, że nie mogłem go obserwować. Chłopak nawet nie zainteresował się lekcją, a całą jego uwagę pochłonęły dziewczyny. Choć Nancy od czasu do czasu brała czynny udział w lekcji, to jednak Ladie totalnie przepadła.
Widziałem oczami wyobraźni, jak nowy i nasza kochana blondynka zostają najgłośniejszą parą naszej szkoły. Ta radosna wizja została zniszczona przez zachowanie Penny'ego, które doprowadziło do małej niepewności tyczącej się jego orientacji. Chłopak dość często zerkał w naszą stronę, a konkretniej obserwował Derecka. Podejrzewałem, że mógł o nim myśleć, ponieważ nie odezwał się słowem, ale w mojej głowie zapaliła się ostrzegawcza lampka. Zanotowałem sobie w głowie, żeby delikatnie poruszyć ten temat podczas jakiejś rozmowy.
Co o nim myślisz? – usłyszałem.
– Wydaje się być spoko – szepnąłem, starając się nie przeszkadzać pani Villain. – A ty?
Chyba masz rację.
– Jak się czujesz? – Zmieniłem temat.
W porządku.
– Jeśli nie chcesz iść po lekcjach nigdzie z Penny'm, to powiedz. Możemy wrócić do domu, a dziewczyny nam opowiedzą, jak było.
Nie, możemy iść. Serio, nie martw się.
– No dobra. Ale jak będzie coś nie tak, to po prostu daj znać.
Dereck pokiwał głową i nachylił się do mojego zeszytu. Przeczytał coś i przepisał coś do swoich notatek. Odebrałem to jako sygnał, że podczas tej lekcji już więcej sobie nie porozmawiamy.
Dzisiaj każda kolejna lekcja mijała mi coraz szybciej. Pewnie przez niezawodną atrakcję, jaką był Penny. Co prawda nie miałem z nim wszystkich zajęć, ale tak się złożyło, że jak nie był w grupie ze mną, to był z kimś innym z naszej paczki. Dzięki temu udało nam się utrzymać kontakt na wszystkich przerwach. Nie mogłem się już doczekać tego naszego dzisiejszego wypadu, przez co czas płynął mi wyjątkowo szybko. Penny poprosił, żebyśmy koniecznie zabrali go do Starbucksa, więc niby nic bez szału, ale poza szkołą każdy czuł się bardziej wyluzowany. Miałem cichą nadzieję, że dowiemy się o nowym czegoś niespodziewanego.
Moje nadzieje nie okazały się złudne, bo gdy tylko opuściliśmy teren szkoły, Penny zapytał:
– Będzie wam przeszkadzać, jeśli sobie zapalę? Albo palicie może?
Wszyscy odmówiliśmy papierosowi, ale pozwoliliśmy mu zapalić w naszym towarzystwie. Penny chyba poczuł się odrobinę zażenowany tą sytuacją, bo spalił swojego peta bardzo szybko. Choć nie żebym się na tym znał i wiedział, ile czasu zajmuje palenie fajek. Starszy brat Ladie dużo palił, ale nigdy nie robił tego w naszym towarzystwie.
– Twoi rodzice wiedzą, że palisz? – zapytałem.
– Nie. Ale przecież mi wolno.
– Czemu? – zdziwiła się Ladie.
– A kto mi zabroni? Na pewno nie prawo.
– A kto ci sprzeda?
– Każdy. Mam dziewiętnaście lat.
– Co? – zdziwiliśmy się.
– Szok, nie? Ale oblałem dwa razy.
Myślisz, że ściemnia, żeby nam zaimponować?
Zerknąłem na przyjaciela. Coś w tym było.
– Nie wyglądasz na dziewiętnaście lat.
– Nie wyglądam. Ale dowód nie kłamie. Pokażę wam na miejscu – odparł z tajemniczym uśmiechem. – To gdzie teraz? Idziemy na jakiś autobus czy jak?
– Chłopaki nas zawiozą. – Ucieszyła się Nancy. – Dereck ma prawko.
– Och, super – przyznał Penny.
– A ty masz? – zapytałem.
– Nie. Mama się nie zgodziła, żebym robił, dopóki się nie podciągnę w szkole. No i, jak już wiecie, raczej średnio mi poszło.
– A chciałbyś mieć?
– No pewnie. Muszę właśnie powalczyć w tej sprawie.
Dereck wyciągnął kluczyki i otworzył samochód, więc władowaliśmy się do środka. Ja usiadłem z przodu, a dziewczyny zajęły miejsca z tyłu, wciskając między siebie Penny'ego. Nie wiedziałem, czy był z tego zadowolony, ale Ladie i Nancy na pewno cieszyły się wewnętrznie, bo miały świetną szansę na przepytanie chłopaka.
Gdzie jedziemy?
– Gdzie jedziemy? – powtórzyłem na głos pytanie przyjaciela.
– Byłoby miło, gdybyście pokazali mi, gdzie jest Starbucks – powiedział Penny.
– Więc Starbucks – zadecydowałem. – Jesteś takim maniakiem kawy? – zapytałem, odwracając się przez ramię.
– Jestem maniakiem Starbucksa.
Starbucks, iPhone. Zestaw typowego hipstera?
Popatrzyłem na Derecka, który ze skupieniem obserwował drogę. Wydawał się być zupełnie niezainteresowany nami, ale pozory mylą.
– Bycie hipsterem polega na tym, że nie jest się typowym – zwróciłem się do niego.
– Co? – Penny wyglądał na zbitego z tropu.
Tak, a w rezultacie wszyscy hipsterzy są dla mnie tacy sami.
– Pewnie mówił do Derecka. – Wyłapałem, jak Ladie tłumaczy nowemu.
Ciężko było prowadzić dwie konwersacje naraz, ale z czasem nabrałem praktyki.
– Coś w tym jest – odparłem.
Nie chciałem robić z tego wielkiej sprawy, szczególnie że dziewczyny z naszej paczki raczej zaliczały się do grupy hipsterów ze względu na wygląd. Oczywiście, nie uważałem tego za coś złego, ale obie zawsze wyróżniały się z tłumu, a inni komentowali ich stroje i plotkowali na ich temat. Najwięcej uwagi skupiały na sobie, gdy stały koło siebie podobne jak ogień i woda. Nancy z cięższym i mocniejszym stylem, i wiecznie zmieniającym się kolorem włosów oraz blada Ladie w białych i beżowych, koronkowych sukienkach. Moim zdaniem, wyglądały wówczas niesamowicie.
Dwadzieścia minut później siedzieliśmy w piątkę przy stoliku w Starbucksie, powoli sącząc swoje ciepłe napoje. Ponieważ nie byłem smakoszem kawy i zbytnio nie znałem się na tych wszystkich dodatkach, syropach i innych rzeczach, zdecydowałem się na zwykłe cappuccino. Ladie i Penny złożyli za to tak bardzo wyszukane zamówienie, że nie byłem w stanie go powtórzyć. Widziałem, że ta dwójka miała coraz więcej wspólnych tematów, przez co Penny zdawał się czuć bardziej wyluzowany w naszym towarzystwie. Nigdy nie miałem okazji zmieniać szkoły, ale podejrzewałem, że nie było to łatwe.
Spędziliśmy razem w kawiarni trochę ponad dwie godziny. Naprawdę dobrze nam się razem rozmawiało, ale Dereck był chyba przez cały czas w swoim świecie, ponieważ ani razu nic od niego nie usłyszałem. Penny za to przyglądał mu się z coraz większym zainteresowaniem. Podejrzewałem, że prędzej czy później będzie pytał kogoś z nas o dziwne zachowanie przyjaciela.
Na sam koniec naszego, udanego spotkania dziewczyny pożegnały się z nowym buziakiem w policzek. Ja i Dereck podaliśmy mu dłoń i rozeszliśmy się w swoje strony. Miałem to szczęście, że wracałem do domu z moim przyjacielem i nie musiałem męczyć się teraz w autobusie w przeciwieństwie do reszty. Podróż powrotna upłynęła nam w przyjemnej ciszy. Dereck bardzo pochłonął się w swoich myślach, a ja nie chciałem mu przeszkadzać, szczególnie że analizowałem sobie spotkanie z Penny'm i nawet nie zależało mi na rozmowie.
Gdy tylko przekroczyliśmy drzwi wejściowe od domu, od razu usłyszeliśmy odgłosy krzątania się dochodzące z kuchni. Zdjęliśmy kurtki i podążyliśmy w kierunku źródła dźwięku. W pomieszczeniu stała wysoka, kształtna kobieta. Brązowe loki okalały jej okrągłą, jasną twarz. Duże, orzechowe oczy zostały podkreślone czarną kredką i jasnym cieniem do powiek ładnie komponującym się z beżową sukienką. Helen uśmiechnęła się na nasz widok.
– Cześć, chłopaki – przywitała się. – Jak w szkole?
– Nieźle. Mamy nowego.
– Och, to bardzo fajnie. Poznaliście się?
– Byliśmy razem na kawie po lekcjach – powiedziałem.
– To dlatego wracacie tak późno. – Helen mruknęła ze zrozumieniem. – W przyszłym tygodniu będziemy musieli trochę poudawać, że jesteście grzecznymi chłopcami, którzy bardzo dobrze się uczą i w ogóle nie imprezują.
Rodzice wpadną?
– Dlaczego?
– Wasze mamy zapowiedziały, że was odwiedzą. A teraz idźcie trochę poudawać, że się uczycie, a ja zawołam was na obiad za jakiś czas.
Wraz z Dereckiem rozeszliśmy się do swoich pokoi i zajęliśmy swoimi sprawami. Miałem w planach zabrać się za esej na angielski, ale myślałam gdzieś tam odbiegałem do Penny'ego. Cieszyłem się, że udało nam się dzisiaj z nim zapoznać, bo wydawał się naprawdę fajnym kolesiem i podpasował do naszej grupy. Jedyne, czym się od nas różnił, to wiek. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że zapomnieliśmy go poprosić, aby pokazał nam swój dowód!


____
Z wielką radością publikuję coś po niemalże dwóch miesiącach! Jak pisałam na pasku bocznym, miałam trochę (bardzo) problem z weną. Nadal mam i moje chęci do pisania jakoś balansują na poziomie 0. Miałam już jakąś większą część tego rozdziału, więc na początek łatwiej mi było coś dokończyć niż lecieć zupełnie od niczego, jak w przypadku PRP, ale, z dobrych wieści, już zaczęłam. Nadal planuję zakończyć PRP do końca grudnia i wierzę, że dam radę.
Przepraszam za wszelkie błędy, rozdział nie został poddany sprawdzaniu, bo zależało mi na szybkiej publikacji.