poniedziałek, 27 lutego 2017

Nie wytrzymam [MK tbz]

UWAGA!
Jeżeli tytuł tego posta coś Wam mówi, to dobrze.
Jeśli pamiętacie starego one-shota Nie wytrzymam, to bardzo mnie to cieszy. Historia dwóch chłopaków tam przedstawiona jest rozwinięta i dość skomplikowana, ale nigdy nie chciałam pisać jej w formie opowiadania. W zasadzie nigdy nie chciałam jej pisać, jedynie tamten jeden one-shot jakoś kiedyś się wyrwał z czeluści mojego umysłu i nawet nie został szczególnie dopracowany. Ostatnio jednak natchnęło mnie i zaczęłam pisać jeszcze jedną historię dla tamtych chłopaków i myślę, że chciałabym ją Wam opublikować. Idąc tym tropem, pomyślałam, że mogłabym stworzyć z ich historii coś w rodzaju kolekcji one-shotów. Przemyślałam sprawę, spodobał mi się ten pomysł i zamierzam wcielić go w życie. Żeby jednak moje sumienie było czyste, postanowiłam poprawić i dopracować tego pierwszego one-shota z tej serii (między innymi usunąć te okropne przekleństwa z początku, bleh). Starego tekstu nie usuwam, jakby ktoś chciał do niego wrócić, niemniej jednak ten nowy jest bardziej aktualny. Nie żeby te teksty różniły się jakoś znacząco.
Tymczasem kolekcję one-shotów zatytułowałam jak w poście: MK tbz. Wszystkie teksty z tej serii zostaną oznaczone na początku tymi pięcioma literkami i znajdziecie je w dziale z one-shotami (nie przewiduję dla nich osobnej strony, no chyba że bardzo się rozrosną).
A teraz możecie już śmiało czytać ☺

niedziela, 26 lutego 2017

Rozdział 5

W środku nocy około godziny trzeciej obudził mnie krzyk. Nie był to zwykły krzyk. Rozniósł się on donośnie wewnątrz mojej głowy, obrazując ogromne cierpienia oraz paraliżujący lęk. Wśród nieartykułowanych dźwięków wyłapałem też parę słów: nie, odejdź czy proszę. Na początku myślałem, że to wszystko pochodziło z mojego snu, którego po przebudzeniu nie mogłem sobie już przypomnieć. Szybko jednak stało się dla mnie jasne, że to nie ja przeżywałem jakieś udręki, lecz Dereck.
Proszę...
Nie wiedziałem, jak długo trwał w tej okrutnej marze sennej, ale wiedziałem, że byłem jedyną osobą, która mogła go z tego wyrwać. Wyskoczyłem z łóżka jak poparzony i, nawet nie zapalając światła, wybiegłem z pokoju. Trafienie do przyjaciela nie było szczególnie trudne, ponieważ jego lokum znajdowało się naprzeciwko.
Zostaw!