czwartek, 29 grudnia 2016

Rozdział 3

– Nie chciałbyś może umówić się z Nancy? – zapytałem.
Nie chciałbyś może odpuścić sobie tego tematu?
– Nie.
Ona mi się nie podoba, Simon.
– A Penny?
Co z Penny'm?
– Podoba ci się?
Dereck zawahał się i odwrócił wzrok.

czwartek, 15 grudnia 2016

Epilog

Mówiłem już kiedyś, jak Chris fantastycznie wygląda w garniturze? Bo szczęka poleciała mi niemalże do samej podłogi, kiedy przyszedł do mnie i poprosił, żebym zawiązał mu zielony krawat. Ja miałem taki sam. Chcieliśmy delikatnie zasygnalizować wszystkim, że jesteśmy razem. Tak jakby jeszcze istniał ktoś, kto o tym nie wiedział.

środa, 14 grudnia 2016

Rozdział 36

Wow, świeże powietrze! – zawołałem.
Tydzień, który musiałem spędzić w szpitalu, minął mi całkiem szybko. Chociaż miałem momenty, w których myślałem, że zanudzę się na śmierć, to jednak udało mi się to jakoś przetrwać. Z prawdziwą radością wyszedłem w końcu na zewnątrz. Co więcej, odbierał mnie Chris, więc już nie mogłem się doczekać, aż wrócimy do domu.
Cieszysz się jak jakiś przedszkolak – skomentował Chris.
Dziewiętnaście dni bez świeżego powietrza – usprawiedliwiłem się.
Szesnaście – poprawił mnie. – Z czego dziewięć byłeś nieprzytomny.
Nie cieszysz się, że wyszedłem – wytknąłem mu.
Chris wywrócił oczami i przyciągnął mnie do siebie.

niedziela, 11 grudnia 2016

Rozdział 35

Dryfowałem gdzieś na granicy jawy i snu. Czasem słyszałem głosy, a chwilami było zupełnie cicho. Zdarzało się, że światło przemykało gdzieś pomiędzy moimi zamkniętymi powiekami. Czułem dłoń trzymającą moją dłoń.
Nie wiedziałem, gdzie jestem.
Nie wiedziałem, kiedy jestem.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Rozdział 2

– Dereck dzisiaj jest? – zapytała Nancy, gdy staliśmy obok sali od hiszpańskiego.
– Jasne, pewnie – odparłem. W mojej głowie krążyły jednak myśli nad tym, czy wypadałoby zapytać ją, czy czuje coś więcej do Derecka. Naprawdę uważałem, że oni by do siebie pasowali. Dereck co prawda grał na dwa fronty i wielu dziewczynom to przeszkadzało albo czuły się zniesmaczone, ale byłem pewny, że Nancy nie miałaby nic przeciwko. No i wiedziała o tym od dawna.
– Jesteś jakiś dziwny – stwierdziła. Dzisiaj Nan zdecydowała się na mniej wyzywający strój i ubrała po prostu obcisłe czarne rurki wpuszczone w glany o tym samym kolorze. Biały top o głębokim dekolcie przykryła kurtką moro, a swoje kolorowe włosy spięła w kitkę na czubku głowy. Nancy należała do grupy naszych szkolnych hipsterów i zawsze bardzo wyróżniała się wśród innych swoim stylem ubierania.
– Co? Dlaczego?
– Nie wiem, nie zachowujesz się jak Simon.
Uśmiechnąłem się delikatnie.
– A jak się zachowuje Simon?
– Inaczej – zachichotała Nancy.
– Dzięki za konkrety, Nan.
– Staram się specjalnie dla ciebie – odparła, bawiąc się swoją kitką. – Chyba znowu je przefarbuję – dodała.
– Już ci się znudziły? – zapytałem.
Nancy wzruszyła ramionami. Średnio co miesiąc pojawiała się w szkole w nowym kolorze włosów. Ostatnio jednak odstęp pomiędzy kolejnymi zmianami coraz bardziej się skracał. Czerwono-białe szaleństwo, które miała teraz na głowie, zrobiła sobie jakoś w zeszłym tygodniu i zapowiadało się, że już za parę dni zostanie zastąpione czymś nowym.
– Powinnam się zdecydować na coś na stałe, co nie? Jak Ladie. Systematycznie rozjaśnia odrosty i naprawdę ładnie jej w tej platynie.
– Ale ona ma bardzo delikatną i jasną karnację, więc te włosy do niej pasują. Ty jesteś bardziej... opalona.
– No, wiem. Nie twierdzę, że też chcę rozjaśniać cały czas. Może czarne powinnam sobie zrobić? Albo ściąć? Właśnie, to jest myśl. Chyba je skrócę – postanowiła.
– Jak uważasz. Prawdę mówiąc, we wszystkim ci ładnie.
Nancy uśmiechnęła się z zawstydzeniem. Wyglądała bardzo uroczo, a w jej policzkach pojawiły się małe dołeczki.
– Myślisz, że Dereckowi się spodoba? – O cho, czekałem na to pytanie.
– No, chyba tak – opowiedziałem. Tak naprawdę, nie miałem zbytnio pojęcia o gustach Derecka, ponieważ raczej się z nikim nie umawiał ze względu na tę sprawę z niemówieniem.
– Myślisz, że spotkamy tego nowego przed lekcjami? – Zmieniła temat.
– Jeśli macie na myśli mnie, to tak – odpowiedział jakiś chłopak, powoli podchodząc w naszą stronę.
Nancy i ja od razu spojrzeliśmy na niego uważnie, taksując go wzrokiem. Pierwsze, co zarejestrowałem, to fakt, że nie był szczególnie wysoki. W zasadzie chyba byliśmy tego samego wzrostu, czyli trochę niżsi od Nancy. Potem przyjrzałem mu się uważniej i zwróciłem uwagę na szczegóły. Miał naprawdę ładną twarz o delikatnych rysach, jedynie broda rysowała się wyraziściej. Pełne usta idealnie komponowały się prostym nosem i ciemnymi oczami. Całokształt dopełniały blond włosy ułożone w artystycznym nieładzie. Przystojniak, pomyślałem, zjeżdżając wzrokiem niżej. Ubrał się dość zwyczajnie – szara bluza wkładana przez głowę i czarne jeansy.
– Hej, jestem Simon – przywitałem się, wyciągając w jego stronę dłoń.
– Penny – odparł, ujmując moją dłoń.
– Nancy – dodała dziewczyna i również wymienili się uściskiem. – Czy Penny to nie jest przypadkiem żeńskie imię? – zapytała.
Policzki chłopaka zaróżowiły się delikatnie.
– Nie. – Pokręcił głową. – Choć wiele osób tak uważa, ale jest to imię obupłciowe.
– Nie znam żadnego chłopaka o takim imieniu – stwierdziła Nancy. Miałem ochotę palnąć ją w głowę, że tak zawstydzała tego nowego. Miał nietrafione imię i co z tego? To nie jego wina! A ona mogła sobie darować. Jak tak ze mną rozmawiała o Derecku, to zawsze była nieśmiała, a teraz nagle taka pewna siebie.
– Teraz już znasz – odparł rezolutnie. – Też macie hiszpański z panem... – Zerknął na jakąś kartkę, którą trzymał w dłoniach. – Siwer?
– Tak, witaj w gronie szczęśliwców – zakpiłem.
– Jakiś fajny typek? – zapytał niepewnie.
– Stanowczo nie – zaprzeczyła Nan. – Zresztą, zobaczysz.
– Dlaczego się do nas przeniosłeś? – zapytałem.
– Przeprowadziłem się z Dublina.
– Do takiej wiochy?! – zawołałem zaskoczony. Cała nasza czwórka zawsze marzyła o tym, aby po szkole średniej przenieść się do jakiegoś większego miasta. Ucieczka z Castlebar była dla mnie i Derecka pierwszym krokiem, a następnym miała być przeprowadzka do jakiejś stolicy – Dublina, Londynu czy też Cardiff.
– Limerick nie jest aż taką wiochą.
– Poważnie? – zdziwiła się Nancy. – Tu nie mieszka nawet sto tysięcy osób.
– No i super. Nie przepadam za takimi ogromnymi miastami – powiedział Penny.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o zaletach i wadach takich dużych miast, przy czym ja cały czas byłem przekonany, że Dublin jest lepszy od Limerick. Potem zadzwonił dzwonek sygnalizujący rozpoczęcie lekcji i szanowny pan Siwer przytoczył swoją osobę do klasy. Na hiszpańskim Penny usiadł za nami w ławce, więc wraz z Nancy zdecydowaliśmy się zlać dzisiejsze zajęcia i zajęliśmy się rozmową z nowym kolegą. Widziałem też jak Nancy ukradkiem wysyła esemesa do Ladie o Penny'm.
Penny wydawał się być naprawdę spoko kolesiem. Chwilami trochę nieśmiały, ale raczej rozmawiał z nami bez większego stresu. Okazał się być otwarty na wszelkie tematy i chętnie z nami dyskutował. Nie zraziła go Nancy od czasu do czasu dopytująca, czy jest pewny, że Penny to także męskie imię. Na początku chyba czuł się trochę skonsternowany, ale potem zaczął się z tego śmiać. To dobrze, że miał dystans do siebie, bo przy tej dziewczynie na pewno mu się to przyda.
Przed następną lekcją zapoznaliśmy go zresztą naszej paczki. Ladie do razu podbiegła w naszą stronę, ciągnąc za sobą Derecka.
– Cześć! – zawołała. – Jestem Ladie.
– Penny.
– A to jest Dereck – przedstawiłem przyjaciela.
Dereck uśmiechnął się lekko i uścisnął dłoń nowego.
– Grasz na gitarze? – zapytał Penny, wskazując kostkę wiszącą na szyi ciemnowłosego.
– Nie, to tylko część stylówy – odparłem.
– Ach – mruknął blondyn trochę zbity z tropu tym, że to ja udzieliłem mu odpowiedzi.
– Więc, powiedz nam, dlaczego Penny? – rozpoczęła swoje przesłuchanie Ladie.
– To znaczy?
– Dlaczego masz tak na imię?
– Już mówiłem twoim znajomym, że to też jest męskie imię. – Penny zaśmiał się. Miał całkiem ładny śmiech. – A tak poza tym, moja mama jest trochę szalona.
– To wiele wyjaśnia – stwierdziła blondynka. Podeszła do chłopaka, złapała go pod rękę i zaczęła prowadzić w stronę sali. – Widzisz, Penny, nasza kochana Nancy zdążyła mnie już poinformować, że dopiero się tutaj przeprowadziłeś, stąd też w mojej głowie zrodził się pewien interesujący plan. Co ty na to, aby wybrać się dzisiaj z nami gdzieś po lekcjach? Do jakiejś restauracji albo kawiarni? Jesteś z Dublina, tak?
Penny potwierdził ruchem głowy.
– Zapewne zdziwią cię w takim razie możliwości wyboru.
– Macie tutaj Starbucksa, prawda? – zapytał z lekkim przestrachem.
Zaśmiałem się.
– Całe dwa.
– Lepsze dwa niż nic – stwierdziła Nancy. – W Castlebar nie mieliście nawet jednego.
– Podobno planują otworzyć...
– Chwila, jesteście z Castlebar? – przerwał mi Penny.
– Tylko ja i Dereck, a co?
– Mieszkałem tam przez kilka lat dzieciństwa, a potem przenieśliśmy się do Dublina.
– Poważnie? – zapytałem, nie mogąc uwierzyć w taki zbieg okoliczności. Co prawda nigdy nie miałem okazji spotkać w Castlebar Penny'ego, ale to niesamowite, że obaj pochodziliśmy z tej samej wiochy. Kto wie może chodziliśmy razem do podstawówki, ale nawet o tym nie pamiętamy?
– No – potwierdził. – Ale to było dawno i już prawie tego nie pamiętam.
– W każdym razie – wtrąciła Ladie – nie odpowiedziałeś. Chcesz się z nami gdzieś wybrać?
– Dopiero mnie poznałaś i już mnie zapraszasz? A co jeśli jestem seryjnym mordercą? – zażartował Penny.
Ladie wywróciła oczami.
– Daj spokój, już cię wygooglowałam.
– I czego się dowiedziałaś? – zapytał Penny, poruszając sugestywnie brwiami. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął telefon.
– Och, masz iPhone'a! – zawołała Ladie, przysuwając się do chłopaka. – Witamy w gronie szczęśliwców.
Stwierdzenie blondynki zainteresowało również mnie i Nancy, więc nachyliliśmy się w stronę nowego.
– To coś złego? – zdziwił się Penny naszym nagłym zainteresowaniem.
– Nieee – mruknęła Ladie. – Po prostu oni są debilami i uważają, że iPhone'y są do dupy.
– Bo są – powiedziała Nancy. – O, popatrz! Pęknięta szybka. Zupełnie jak u ciebie, L.
– W innym telefonach ekrany też się tłuką.
– Ale statystycznie częściej dzieje się w to iPhone'ach – powiedziałem.
– Masz na to jakieś naukowe dowody? – wtrącił Penny, otrząsając się z szoku wynikającego z naszej rozmowy. – A ty – zwrócił się do Derecka – co myślisz o Apple?
– Oczywiście, jest po naszej stronie – odparłem.
Tak jakby to miało znaczenie. Ale nie lubię iPhone'ów.
Posłałem uśmiech w stronę przyjaciela.
– Jest trzy do dwóch – warknęła Ladie. – Jeszcze kiedyś zdobędziemy przewagę. Jakby mój brat się liczył, byłby remis.
– Ale się nie liczy – stwierdziła słodko Nancy.
Z jakże pasjonującej dyskusji na temat smartphone'ów marki Apple wyrwał nas dzwonek sygnalizujący rozpoczęcie kolejnej lekcji. Niechętnie władowaliśmy się do klasy i zajęliśmy miejsca. Klasa była dość nietypowa, ponieważ ławki ułożono tutaj w podkówkę, tak więc wszyscy uczniowie siedzieli koło siebie. Penny dosiadł się do nas z brzegu, zajmując miejsce koło Ladie. Zdaje się, że ta dziewczyna mu podpasowała i złapał z nią dobry kontakt.
Na samym początku zajęć pani Villain od razu zwróciła uwagę na Nowego. Jak na dobrą nauczycielkę od angielskiego zażyczyła sobie, aby Penny wstał i przedstawił się przed całą grupą. Chłopak niechętnie na to przystał. Chyba nie chciał już na pierwszej lekcji zrażać do siebie nauczycieli.
– Mam na imię Penny – powiedział, na co kilka osób zachichotało. – To też jest męskie imię, jakbyście nie wiedzieli. Przyjechałem z Dublina. I to chyba tyle.
Pani wydała się zadowolona, bo pozwoliła chłopakowi usiąść i przeszła do tematu lekcji. Robiłem nieco notatek, bo Dereck zawsze lubił je przeglądać przed sprawdzianem, ale byłem trochę mniej skupiony niż zwykle. Co prawda od Penny'ego dzieliła mnie Nancy i Ladie, ale to nie znaczyło, że nie mogłem go obserwować. Chłopak nawet nie zainteresował się lekcją, a całą jego uwagę pochłonęły dziewczyny. Choć Nancy od czasu do czasu brała czynny udział w lekcji, to jednak Ladie totalnie przepadła.
Widziałem oczami wyobraźni, jak nowy i nasza kochana blondynka zostają najgłośniejszą parą naszej szkoły. Ta radosna wizja została zniszczona przez zachowanie Penny'ego, które doprowadziło do małej niepewności tyczącej się jego orientacji. Chłopak dość często zerkał w naszą stronę, a konkretniej obserwował Derecka. Podejrzewałem, że mógł o nim myśleć, ponieważ nie odezwał się słowem, ale w mojej głowie zapaliła się ostrzegawcza lampka. Zanotowałem sobie w głowie, żeby delikatnie poruszyć ten temat podczas jakiejś rozmowy.
Co o nim myślisz? – usłyszałem.
– Wydaje się być spoko – szepnąłem, starając się nie przeszkadzać pani Villain. – A ty?
Chyba masz rację.
– Jak się czujesz? – Zmieniłem temat.
W porządku.
– Jeśli nie chcesz iść po lekcjach nigdzie z Penny'm, to powiedz. Możemy wrócić do domu, a dziewczyny nam opowiedzą, jak było.
Nie, możemy iść. Serio, nie martw się.
– No dobra. Ale jak będzie coś nie tak, to po prostu daj znać.
Dereck pokiwał głową i nachylił się do mojego zeszytu. Przeczytał coś i przepisał coś do swoich notatek. Odebrałem to jako sygnał, że podczas tej lekcji już więcej sobie nie porozmawiamy.
Dzisiaj każda kolejna lekcja mijała mi coraz szybciej. Pewnie przez niezawodną atrakcję, jaką był Penny. Co prawda nie miałem z nim wszystkich zajęć, ale tak się złożyło, że jak nie był w grupie ze mną, to był z kimś innym z naszej paczki. Dzięki temu udało nam się utrzymać kontakt na wszystkich przerwach. Nie mogłem się już doczekać tego naszego dzisiejszego wypadu, przez co czas płynął mi wyjątkowo szybko. Penny poprosił, żebyśmy koniecznie zabrali go do Starbucksa, więc niby nic bez szału, ale poza szkołą każdy czuł się bardziej wyluzowany. Miałem cichą nadzieję, że dowiemy się o nowym czegoś niespodziewanego.
Moje nadzieje nie okazały się złudne, bo gdy tylko opuściliśmy teren szkoły, Penny zapytał:
– Będzie wam przeszkadzać, jeśli sobie zapalę? Albo palicie może?
Wszyscy odmówiliśmy papierosowi, ale pozwoliliśmy mu zapalić w naszym towarzystwie. Penny chyba poczuł się odrobinę zażenowany tą sytuacją, bo spalił swojego peta bardzo szybko. Choć nie żebym się na tym znał i wiedział, ile czasu zajmuje palenie fajek. Starszy brat Ladie dużo palił, ale nigdy nie robił tego w naszym towarzystwie.
– Twoi rodzice wiedzą, że palisz? – zapytałem.
– Nie. Ale przecież mi wolno.
– Czemu? – zdziwiła się Ladie.
– A kto mi zabroni? Na pewno nie prawo.
– A kto ci sprzeda?
– Każdy. Mam dziewiętnaście lat.
– Co? – zdziwiliśmy się.
– Szok, nie? Ale oblałem dwa razy.
Myślisz, że ściemnia, żeby nam zaimponować?
Zerknąłem na przyjaciela. Coś w tym było.
– Nie wyglądasz na dziewiętnaście lat.
– Nie wyglądam. Ale dowód nie kłamie. Pokażę wam na miejscu – odparł z tajemniczym uśmiechem. – To gdzie teraz? Idziemy na jakiś autobus czy jak?
– Chłopaki nas zawiozą. – Ucieszyła się Nancy. – Dereck ma prawko.
– Och, super – przyznał Penny.
– A ty masz? – zapytałem.
– Nie. Mama się nie zgodziła, żebym robił, dopóki się nie podciągnę w szkole. No i, jak już wiecie, raczej średnio mi poszło.
– A chciałbyś mieć?
– No pewnie. Muszę właśnie powalczyć w tej sprawie.
Dereck wyciągnął kluczyki i otworzył samochód, więc władowaliśmy się do środka. Ja usiadłem z przodu, a dziewczyny zajęły miejsca z tyłu, wciskając między siebie Penny'ego. Nie wiedziałem, czy był z tego zadowolony, ale Ladie i Nancy na pewno cieszyły się wewnętrznie, bo miały świetną szansę na przepytanie chłopaka.
Gdzie jedziemy?
– Gdzie jedziemy? – powtórzyłem na głos pytanie przyjaciela.
– Byłoby miło, gdybyście pokazali mi, gdzie jest Starbucks – powiedział Penny.
– Więc Starbucks – zadecydowałem. – Jesteś takim maniakiem kawy? – zapytałem, odwracając się przez ramię.
– Jestem maniakiem Starbucksa.
Starbucks, iPhone. Zestaw typowego hipstera?
Popatrzyłem na Derecka, który ze skupieniem obserwował drogę. Wydawał się być zupełnie niezainteresowany nami, ale pozory mylą.
– Bycie hipsterem polega na tym, że nie jest się typowym – zwróciłem się do niego.
– Co? – Penny wyglądał na zbitego z tropu.
Tak, a w rezultacie wszyscy hipsterzy są dla mnie tacy sami.
– Pewnie mówił do Derecka. – Wyłapałem, jak Ladie tłumaczy nowemu.
Ciężko było prowadzić dwie konwersacje naraz, ale z czasem nabrałem praktyki.
– Coś w tym jest – odparłem.
Nie chciałem robić z tego wielkiej sprawy, szczególnie że dziewczyny z naszej paczki raczej zaliczały się do grupy hipsterów ze względu na wygląd. Oczywiście, nie uważałem tego za coś złego, ale obie zawsze wyróżniały się z tłumu, a inni komentowali ich stroje i plotkowali na ich temat. Najwięcej uwagi skupiały na sobie, gdy stały koło siebie podobne jak ogień i woda. Nancy z cięższym i mocniejszym stylem, i wiecznie zmieniającym się kolorem włosów oraz blada Ladie w białych i beżowych, koronkowych sukienkach. Moim zdaniem, wyglądały wówczas niesamowicie.
Dwadzieścia minut później siedzieliśmy w piątkę przy stoliku w Starbucksie, powoli sącząc swoje ciepłe napoje. Ponieważ nie byłem smakoszem kawy i zbytnio nie znałem się na tych wszystkich dodatkach, syropach i innych rzeczach, zdecydowałem się na zwykłe cappuccino. Ladie i Penny złożyli za to tak bardzo wyszukane zamówienie, że nie byłem w stanie go powtórzyć. Widziałem, że ta dwójka miała coraz więcej wspólnych tematów, przez co Penny zdawał się czuć bardziej wyluzowany w naszym towarzystwie. Nigdy nie miałem okazji zmieniać szkoły, ale podejrzewałem, że nie było to łatwe.
Spędziliśmy razem w kawiarni trochę ponad dwie godziny. Naprawdę dobrze nam się razem rozmawiało, ale Dereck był chyba przez cały czas w swoim świecie, ponieważ ani razu nic od niego nie usłyszałem. Penny za to przyglądał mu się z coraz większym zainteresowaniem. Podejrzewałem, że prędzej czy później będzie pytał kogoś z nas o dziwne zachowanie przyjaciela.
Na sam koniec naszego, udanego spotkania dziewczyny pożegnały się z nowym buziakiem w policzek. Ja i Dereck podaliśmy mu dłoń i rozeszliśmy się w swoje strony. Miałem to szczęście, że wracałem do domu z moim przyjacielem i nie musiałem męczyć się teraz w autobusie w przeciwieństwie do reszty. Podróż powrotna upłynęła nam w przyjemnej ciszy. Dereck bardzo pochłonął się w swoich myślach, a ja nie chciałem mu przeszkadzać, szczególnie że analizowałem sobie spotkanie z Penny'm i nawet nie zależało mi na rozmowie.
Gdy tylko przekroczyliśmy drzwi wejściowe od domu, od razu usłyszeliśmy odgłosy krzątania się dochodzące z kuchni. Zdjęliśmy kurtki i podążyliśmy w kierunku źródła dźwięku. W pomieszczeniu stała wysoka, kształtna kobieta. Brązowe loki okalały jej okrągłą, jasną twarz. Duże, orzechowe oczy zostały podkreślone czarną kredką i jasnym cieniem do powiek ładnie komponującym się z beżową sukienką. Helen uśmiechnęła się na nasz widok.
– Cześć, chłopaki – przywitała się. – Jak w szkole?
– Nieźle. Mamy nowego.
– Och, to bardzo fajnie. Poznaliście się?
– Byliśmy razem na kawie po lekcjach – powiedziałem.
– To dlatego wracacie tak późno. – Helen mruknęła ze zrozumieniem. – W przyszłym tygodniu będziemy musieli trochę poudawać, że jesteście grzecznymi chłopcami, którzy bardzo dobrze się uczą i w ogóle nie imprezują.
Rodzice wpadną?
– Dlaczego?
– Wasze mamy zapowiedziały, że was odwiedzą. A teraz idźcie trochę poudawać, że się uczycie, a ja zawołam was na obiad za jakiś czas.
Wraz z Dereckiem rozeszliśmy się do swoich pokoi i zajęliśmy swoimi sprawami. Miałem w planach zabrać się za esej na angielski, ale myślałam gdzieś tam odbiegałem do Penny'ego. Cieszyłem się, że udało nam się dzisiaj z nim zapoznać, bo wydawał się naprawdę fajnym kolesiem i podpasował do naszej grupy. Jedyne, czym się od nas różnił, to wiek. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że zapomnieliśmy go poprosić, aby pokazał nam swój dowód!


____
Z wielką radością publikuję coś po niemalże dwóch miesiącach! Jak pisałam na pasku bocznym, miałam trochę (bardzo) problem z weną. Nadal mam i moje chęci do pisania jakoś balansują na poziomie 0. Miałam już jakąś większą część tego rozdziału, więc na początek łatwiej mi było coś dokończyć niż lecieć zupełnie od niczego, jak w przypadku PRP, ale, z dobrych wieści, już zaczęłam. Nadal planuję zakończyć PRP do końca grudnia i wierzę, że dam radę.
Przepraszam za wszelkie błędy, rozdział nie został poddany sprawdzaniu, bo zależało mi na szybkiej publikacji.

sobota, 1 października 2016

Rozdział 33

Dobra, przejdźmy do konkretów. Pożartujemy sobie, jak rozwiążemy nasz problem – stwierdził Chris.
Jaki problem? – zdziwiła się Liva.
Jak to jaki? – wtrąciłem się. – Musimy znaleźć mordercę. Zarząd ma teraz ważniejsze sprawy na głowie. Poza tym rozmawiałem dzisiaj z Noelem i powiedział, że jak my się tym nie zajmiemy, to nikt inny tego nie zrobi. I chyba ma rację.
Spoko, Max – zaczęła Talia. – Jak najbardziej się zgadzam, ale niby jak chcesz to zrobić? Przecież my nic nie wiemy, więc jak mamy się za to zabrać? Masz jakiś pomysł?
Cóż, tego jeszcze nie wymyśliłem.
Świetnie.

niedziela, 25 września 2016

Rozdział 32

Kiedy wybrałem się wraz z Chrisem do Dievam, spodziewałem się prawdziwego chaosu. Najwidoczniej jednak Łowcy odetchnęli przez te parę dni mojej nieobecności i chyba dotarła do nich brutalna rzeczywistość. W Siedzibie nadal kręciła się cała masa osób; jedni po prostu trenowali sobie w salach, a inni rozmawiali ze sobą na korytarzach. Obecnie dwoma królującymi tematami było – kto jest odpowiedzialny za te ataki oraz kto zostanie nowym dyrektorem.
Łowcy z Zarządu zamknęli się szczelnie w sali obrad i nie dopuszczali do siebie nikogo z zewnątrz. Właśnie z tego były znane ich wszelkie dyskusje. A konkretnie w takiej sprawie jak ta musiały królować sekrety.
Podejrzewałem, że wybierali także nowego dyrektora, a z tego, co kiedyś opowiadali mi rodzice, pamiętałem, jak mniej więcej to wygląda. Najpierw parę osób musiało zgłosić swoją kandydaturę, potem przygotować prezentację, a na koniec odbywało się głosowanie całego Zarządu. Co prawda, w związku z naglącą sytuacją pewnie wyglądało to trochę inaczej, ale rozumiałem, że jednak potrzeba im trochę czasu na obrady. Jednak nie wszyscy Łowcy byli zadowoleni z tej sytuacji i wśród tego ogromu plotek można było wyłapać obraźliwe i złośliwe komentarze w stosunku do Zarządu.

niedziela, 11 września 2016

Rozdział 31

Chris siedział obok mnie na kanapie w salonie. Dopiero jakąś chwilę temu spostrzegłem, że mój chłopak najwidoczniej wcale mnie nie słucha, a jego ciągłe pomruki „mhm, aha” miały tylko na celu odwrócenie uwagi.
Zmarszczyłem brwi i przyjrzałem mu się uważnie. O czym on tak dumał?
Jak ma na imię moja siostra? – zapytałem, żeby go sprawdzić.
Mhm, tak – mruknął w odpowiedzi.
A jednak.
Chris? – spróbowałem znowu, ale nie otrzymałem żadnej sensownej reakcji.
Czas na drastyczne środki, pomyślałem. Zamachnąłem się i uderzyłem go niespodziewanie w ramię. Chris poderwał się gwałtownie, złapał mnie za rękę i powalił na kanapę. Przytrzymawszy moje kończyny, umościł się nade mną. Jego reakcja była zupełnie automatyczna i bezbłędna, przy okazji, toteż dopiero po chwili zorientował się dopiero, co się wydarzyło.
Dlaczego? – zapytał z niezrozumieniem.
Nie słuchasz mnie – zauważyłem.

czwartek, 1 września 2016

Rozdział 1

Smarowałem chleb masłem w kuchni, kiedy usłyszałem ciche tupanie. Odwróciłem się i mój wzrok padł na wysokiego, umięśnionego, ciemnowłosego chłopaka. Jego brązowe oczy były podkrążone, a on sam wyglądał, jakby ledwo się trzymał na nogach.
– Cześć, Dereck – powiedziałem.
On tylko wzruszył ramionami. Podszedł do szafki, wyjął z niej dwa kubki i postawił je na blacie, a potem nastawił wodę w czajniku.
– Z czym zjesz? – zapytałem.
Wskazał na pomidora i ser żółty.
– Zamierzasz się odzywać?
Po raz kolejny wzruszył ramionami.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Prolog

Aaa!
Zerwałem się z łóżka w środku nocy, słysząc ten krzyk wewnątrz mojej głowy. Zapewne to on mnie obudził.
Obijając się o futrynę, opuściłem pokój, w którym spałem, i dopadłem klamki tego znajdującego się naprzeciwko. Wpadłem do środka, potykając się o próg i ruszyłem w kierunku łóżka, na którym rzucał się ciemnowłosy chłopak pogrążony w koszmarze.
– Dereck – poruszyłem jego ramieniem, klękając przy łóżku. – Hej, obudź się. Nic się nie dzieje, jestem tu. Jestem przy tobie.
Simon.
– Tak, to ja – pogłaskałem go delikatnie po ramieniu.
Dereck uniósł rękę i złapał moją dłoń. Pozwoliłem mu ją trzymać, ponieważ z jakiegoś powodu go to uspokajało.
Simon.
– Jestem tu.
Nie zostawiaj mnie.
– Nie zamierzam. Spróbuj zasnąć, Dereck. Jutro musimy wcześnie wstać.
Ale ty pójdziesz.
– Nie pójdę.
Połóż się ze mną.
Westchnąłem ciężko i wstałem, wciąż trzymając go za rękę.
– Przesuń się – powiedziałem.
Dereck poruszył się, robiąc mi miejsce, a ja ułożyłem się obok niego i przykryłem nas obu kołdrą. Poczułem, jak coś przyciąga mnie do siebie. Westchnąłem po raz kolejny i przytuliłem ciemnowłosego.
Dobranoc.
– Mhm – mruknąłem w odpowiedzi i usnąłem.


_____
Sprawdzała Achie. Bardzo dziękuję! :)
Ten prolog jest bardziej taką próbką samego opowiadania. Więcej dowiecie się z rozdziału pierwszego ^^ 

czwartek, 11 sierpnia 2016

Postacie – "Being your voice"

Opowiadanie Being your voice na blogu już niedługo się pojawi, a zatem wypadałoby przedstawić główne gwiazdy. Są to zdjęcia bohaterów, ale bez żadnych opisów, żeby o nadchodzącym tekście za dużo Wam nie zdradzać.
Zapraszam:

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Rozdział 30

Opowiedz mi o tym – poprosiłem.
Miło było (nareszcie!) leżeć w ramionach Chrisa na jego łóżku. To nie tak, że od razu poszliśmy się pieprzyć. Po prostu kiedy chłopak (mój, warto wspomnieć) zaproponował, żebym się z nim położył, zgodziłem się bez zawahania. Najpierw trochę się całowaliśmy, ale potem czarnowłosy poprosił, żebyśmy zwolnili. Przyznam szczerze, że gdzieś tam w głębi się ucieszyłem, bo trochę się obawiałem tego przejścia do konkretów. Chris chyba też. Pozwoliłem więc się objąć i przez chwilę tylko tak leżeliśmy. Aż w końcu zaczęliśmy rozmawiać. Opowiedziałem mu o wszystkim – o tym, jak uznałem, że lubię facetów, że lubię jego. Teraz była jego kolej.
To długa historia. – Westchnął.
Widziałem, że nie był chętny, żeby mi o tym opowiadać. Chyba się trochę wstydził. Ale zależało mi, żeby wiedzieć, bo, o ile dobrze odczytywałem sygnały, Chris zakochał się we mnie wcześniej. Jak to było w ogóle możliwe? On we mnie?
Potarłem nosem o jego klatkę piersiową. Wspominałem już, że jest niesamowicie wygodny?
Spokojnie – powiedziałem.
Nie wiem, jak zacząć – mruknął zrezygnowany.

wtorek, 26 lipca 2016

Rozdział 29

Stan wyjątkowego zagrożenia oznaczał mniej więcej tyle, że każdy Łowca powinien mieć oczy dookoła głowy i na siebie uważać. (Tak jakby to nie było normalne zajęcie profesjonalnego Łowcy...) Poza tym, wszystko zapowiadało się normalnie. Na przykład, nie było mowy o odwołaniu treningów z młodymi, dlatego spędzałem teraz z nimi zacne minuty w sali treningowej. Nie żebyśmy zajmowali się trenowaniem.
Na samym początku nakazałem im jakąś zwyczajową rozgrzewkę. Dzieciaki trochę sobie pobiegały, nagimnastykowały się, a potem wzięli bronie. Dobrali się w pary i mieli za zadanie poćwiczyć, ale nie trwało to długo. Odkąd miałem z nimi zajęcia, zarejestrowałem pewną rzecz – że są strasznie ciekawscy. Tak więc minęło może z piętnaście minut, gdy jeden z chłopaków zwrócił się do mnie:
Max, ty coś wiesz na temat tego zagrożenia?

sobota, 16 lipca 2016

Rozdział 28

Chciałem właśnie dzwonić do Trudis, kiedy z Chrisem skontaktowała się Anice – druga najlepsza Łowczyni na świecie. Przez chwilę zastanawiałem się, skąd oni się znają i czy miałem okazję kiedykolwiek ich sobie przedstawić, ale przypomniało mi się, że prowadzą razem treningi.
Chris stał przy mnie, cały czas obejmując mnie jedną ręką, choć nie do końca rozumiałem, dlaczego to robi (nie żeby mi to przeszkadzało). Drugą ręką natomiast podtrzymywał telefon. Zaczynałem się poważnie martwić, kiedy rozmawiali ponad pięć minut. Miałem ochotę przysunąć się bliżej i podsłuchiwać, ale dałem sobie spokój. Dla odmiany mogłem zachować się trochę dojrzalej. Gdy w końcu się rozłączył, jego pierwsze słowa brzmiały:

niedziela, 8 maja 2016

Rozdział 27

Podekscytowanie. Właśnie to zobaczył Edward na twarzach Lishy i Misty, kiedy powiedział im, że rozmawiał z Noelem Reaganem. Sam na sam. Dziewczyny tak bardzo się tym cieszyły, że zadawały chłopakowi pytanie za pytaniem, nie dając mu nawet szansy na odpowiedź. Ale on to rozumiał. Teraz po czasie, gdy dosadnie dotarło do niego to wydarzenie, również bardzo się cieszył.
Dlaczego nic nam nie mówisz? – zapiała Misty.
Jej przyjaciółka zaśmiała się serdecznie i trzepnęła ją w ucho.
Bo nie dajemy mu możliwości – stwierdziła racjonalnie.
Pierwsza z dziewczyn pochyliła się nad chłopakiem, zrobiła maślane oczka i zapiszczała:
Mów, mów, mów.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Rozdział 26

Z początku Eira nie wiedziała, gdzie jest, ani co się wokół niej dzieje. Próbowała sobie przypomnieć, dlaczego leżała w miękkim łóżku, a do jej nagiego ciała lepiło się inne nagie ciało. Niestety, bezskutecznie. Bała się otworzyć oczy, bo czuła, że nie czeka ją nic przyjemnego. Blondynka odważyła się poruszyć dopiero, kiedy obca osoba za nią zaczęła mruczeć w jej szyję. Jednym gwałtownym ruchem wyrwała się z objęć i wyskoczyła z łóżka. Niepewnie odwróciła się, choć wspomnienia z poprzedniego dnia już napływały do jej głowy. Dziewczynie zrobiło się niedobrze, gdy zobaczyła w swoim łóżku odwiecznego wroga – Huke'a.
Blondynka stała w miejscu nieruchomo przez chwilę i patrzyła tępo na mężczyznę. Akurat kołdra zsunęła się z jego ciała i Eira mogła podziwiać zarys mięśni. Huke był przystojny. Jak bardzo go nienawidziła, tak bardzo nie mogła twierdzić, że nie dostrzega jego atutów. Ale to, że przyjemnie było na niego popatrzeć, wcale nie oznaczało, że należy z nim od razu lecieć do łóżka. Zapowiadała się nieprzyjemna rozmowa w stylu: „to tylko pod wpływem chwili”.
Eira otrząsnęła się z zamyśleń i zdecydowała, że mądrze by było pozbyć się śladów tego, co tu się wydarzyło. Podeszła więc do szafy, zgarnęła pierwsze, lepsze ubrania i udała się do łazienki. Pozwoliła sobie na wyjątkowo długą kąpiel, jakby ta miała zmyć z niej wydarzenia wczorajszego wieczora. Nic takiego się nie stało, one wciąż siedziały w głowie Eiry.
Kiedy blondynka wróciła do swojego pokoju, zastała ją dość nieprzyjemna sytuacja – taka, której przede wszystkim chciała uniknąć. Otóż to, Huke się obudził, co wiązało się z bezpośrednią konfrontacją.

sobota, 23 kwietnia 2016

Rozdział 25

Akurat przypadkiem spotkałem się z moją siostrą na ulicy, przy której stał dom Nikki. Wcale nie umówiliśmy się na tę konkretną godzinę, a jednak jakoś na siebie trafiliśmy. To chyba coś z tą bliźniaczą więzią.
Zadzwoniłem poprzedniego dnia do siostry z prośbą, o jakąś rozmowę. Zaznaczyłem, że chodzi o coś ważnego, ponieważ chciałem, no... porozmawiać o Chrisie. Tak się akurat złożyło, że Eira była na zakupach z Nikki i fioletowowłosa zaproponowała, żeby się spotkać u niej na ploty i pogaduchy. Podejrzewałem, że i ona wtrąci do rozmowy trochę swoich problemów z Livą, a moja siostra ponarzeka na Huke'a, więc zapowiadało się naprawdę ciekawe spotkanie.
Hej. – Blondynka objęła mnie na przywitanie. – Brakowało mi naszych rozmów, liczę na naprawdę pikantne historie.
Westchnąłem. Najnowsze ploty zawsze u Eiry i Nikki. Zacząłem się zastanawiać, czy rozmawianie z nimi o moich problemach z Chrisem jest dobrym pomysłem, bo istniało prawdopodobieństwo, że zaraz całe Dievam się dowie.
To raczej przykre historie – stwierdziłem.
No nie mów, że ktoś znowu umarł – zmartwiła się Eira.
Pokręciłem głową.
To o co chodzi? – dopytała.

środa, 20 kwietnia 2016

Rozdział 24

Zjesz ze mną śniadanie? – zapytał Chris, kiedy rano stoczyłem się na dół do kuchni.
Czułem się zmęczony. Nie spałem prawie całą noc, myśląc o tym, jaki jestem żałosny. Byłem zazdrosny o najlepszego przyjaciela i nawet nie wiedziałem dlaczego. Okay, istniały w mojej głowie pewne podejrzenia, że czysto teoretycznie mogą, tak odrobinkę, podobać mi się faceci. Nie brzmiało to dla mnie na realną historię, toteż odrzuciłem tę opcję. No a innych nie miałem.
Nie, dzięki. – Pokręciłem głową. – Planuję się zaraz zebrać do Eiry i Huke'a.
Bez śniadania? – zapytał podejrzliwie.
Wzruszyłem ramionami.
Katujesz się, Max – stwierdził. – Jak twoja siostra się dowie, że pozwalam ci nie jeść, to mi urwie jaja.
Ja nie jestem jakiś chory – wyjęczałem.
Przecież wiem! Po prostu to dziwne. Cho ze mną zjeść – dodał miękko.
Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem, ale od momentu kiedy na niego spojrzałem, wiedziałem, że jestem na przegranej pozycji. Nie wiem, jak to się stało, ale ja po prostu nie potrafiłem mu odmówić. Westchnąłem i skinąłem głową.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Rozdział 23

Noel Reagan należał do dziesięciu najlepszych Łowców na świecie i zajmował piąte miejsce. Był również najmłodszym z tej grupy, lecz różnica pomiędzy mną a nim wynosiła tylko jeden rok. Istniały również jakieś plotki, jakoby Noel grał w tej samej drużynie, co Chris, ale nigdy nie zostały potwierdzone. Czasem miałem ochotę wprost go o to zapytać (ta moja upierdliwa ciekawość), ale potem myślałem sobie, że chyba nikt nie chciałby zostać w taki sposób wyoutowany. Szczególnie, że nie byłem dla niego jakąś bliską osobą. Oczywiście, znałem go, w końcu należał do najlepszej dziesiątki, ale jakoś nigdy nie zaprzyjaźniliśmy się bliżej.
Z wyglądu prezentował się jak zwykły nastolatek. Średniego wzrostu chłopak o dużych, błękitnych oczach i brązowych włosach siedział teraz ze mną w sali treningowej dla młodych. Noel nie dostał swojej grupy. Trudis uznała, że będzie je rozdawać wszystkim, którzy mają co najmniej dwadzieścia lat i tym sposobem udało mu się tego uniknąć. Dzisiaj miał jednak okazję przetestować się na przyszłość, gdy zastępował Laylę. O ile Trudis utrzyma ten system, bo po niej można się spodziewać zmiany co roku.

czwartek, 14 kwietnia 2016

Rozdział 22

To zaskakujące, jak bardzo byłem zmęczony życiem. Ale jeszcze bardziej zaskakujące było to, że mimo tego zmęczenia, postanowiłem wybrać się do baru. Sam.
Eira zawsze mi narzekała, że nigdzie nie powinienem chodzić sam, a już szczególnie do miejsc takich jak bary czy kluby. Ale kim ja byłem? Przedszkolakiem? Co jak co, ale jako najlepszy Łowca nie musiałem obawiać się, że ktoś mnie zaatakuje i nie będę umiał sobie poradzić. Czasami to aż żenujące, jak bardzo Eira jest nadopiekuńcza.
Ostatnio myślałem bardzo dużo. A ponieważ myślałem głównie o Chrisie, dziwnie się czułem, gdy miałem go za ścianą. Zdecydowałem, że taki samotny wypad i trochę alkoholu pomogą mi poukładać wszystko w głowie.
Usiadłem przy barze i zamówiłem na początek jakiegoś drinka, żeby od razu nie schlać się w trzy dupy.
Kiedy wyjaśniłem z Chrisem sprawy naszych rodziców i poszedłem do swojego pokoju trochę odpocząć, w mojej głowie znów pojawiły się te myśli. Dobrze, że nikt nie potrafił zajrzeć do mojej głowy, bo naprawdę bym się skompromitował tymi rzekomymi podejrzeniami, że Chris się we mnie zakochał. Inna sprawa była taka, co sprawiło, że tak pomyślałem? Bo raczej nie Chris. Bałem się tego, co podpowiadał mi mózg, szczególnie że w ostatnich dniach skupiał się ciągle na tym samym i bynajmniej nie było to coś, o co nie musiałbym się martwić. Ja naprawdę nie czułem się gejem. Chyba.

środa, 13 kwietnia 2016

Rysunki postaci

Zapraszam Was do zapoznania się z rysunkami postaci z opowiadania "Po raz pierwszy..." wykonanymi przez Ivelline (kliknij na nick po więcej jej prac). Nie ma tu wszystkich postaci, tylko te najważniejsze, niemniej jednak uważam je wszystkie za udane.
Mi się bardzo podobają. *o* 
W komentarzach wyraźcie swoje opinie. :D
Za wszelkie różnice pomiędzy rysunkami a opisami w opowiadaniu bardzo przepraszam, ale po prostu tak zostaje.

Max



Eira



Chris





Liva




Nikki


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Rozdział 21

Słyszałem, że Max i Chris ze sobą kręcą – rzucił Huke na wejściu, minąwszy Eirę.
Blondynka pomyślała, że Max ma rację, twierdząc, że Łowcy są strasznymi plotkarzami. Prędkość rozchodzenia się informacji w Dievam wydawała się nawet szybsza od prędkości światła.
Nic potwierdzonego – odparła Eira.
Pasowaliby do siebie – stwierdził Łowca, mówiąc zupełnie serio.
Blondynka uniosła brwi w zaskoczeniu. Huke był chyba pierwszą osobą, która tak po prostu bez żartów powiedziała coś takiego. Dziewczyna wiedziała nawet, że sami zainteresowani nie myśleli w ten sposób. Ale musiała przyznać, że ta koncepcja całkiem jej się podobała. Od dłuższego czasu zależało jej na tym, by Max zaczął się z kimś umawiać. Tak wiele kobiet miało jednak nieczyste intencje, a Chrisa znała. Był zaufany i nigdy nie zranił nie zraniłby swojego najlepszego przyjaciela.
Skąd taki pomysł?
Sam nie wiem. Oni po prosu tak świetnie się dogadują.
Nie to co my, pomyślała Eira.

piątek, 8 kwietnia 2016

Rozdział 20

   Kiedy kazałem na początku zajęć ćwiczyć moim podopiecznym, wyczułem dość ciężką atmosferę pomiędzy Lishą a Misty. Obserwowałem je potem dokładniej i dotarło do mnie, że najwidoczniej doszło do jakiegoś spięcia pomiędzy nimi, bo wyjątkowo dziwnie się zachowywały. Jak na nie.
– Zmiana ćwiczenia! – krzyknąłem.
   Wiedziałem, że będziemy jeszcze powtarzać każde ze wcześniej wykonanych zadań, ale na razie chciałem im to trochę urozmaicić. Zaproponowałem im, by spróbowali sobie nawzajem wybić kołek z dłoni, stosując tylko wykopy. Wbrew wielu negatywnych opinii do tej formy walki, chciałem, żeby trochę poćwiczyli. Poza tym skuteczność używania tej metody zależała tylko od umiejętności Łowcy.
   Przyjrzałem się pracy Lishy i niemal nie padłem z szoku.

wtorek, 5 kwietnia 2016

Rozdział 19

Kiedy Trudis wezwała mnie do siebie na ploty (oczywiście nazwała to „poważną rozmową”), wcale nie byłem zaskoczony. Po tym co się ostatnio działo spodziewałem się, że nagle wpadnie i zapragnie zobaczyć się z moją fantastyczną osobą. Miałem tak wielką ochotę po prostu zlać jej problemy i powiedzieć, że mam własne (na przykład niejasną sytuację z moim przyjacielem, do której sam doprowadziłem i którą najwidoczniej widziałem tylko ja), ale jako podrzędny Łowca musiałem się grzecznie stawić, bo inaczej zostałbym brutalnie ukarany.
Cześć, Trudis – rzuciłem na przywitanie, nawet nie kłopocząc się używaniem formalnych zwrotów.
Pani dyrektor spojrzała na mnie srogo z wyraźną chęcią skrytykowania, ale kiedy spostrzegła, że najwidoczniej jestem nie w humorze, po prostu sobie darowała.
Siądziesz? – zaproponowała spokojnie.

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 18

Na początku czułem się ekstremalnie zażenowany, ale potem zdecydowałem, że nie mam się czym przejmować. To nie ja byłem gejem na randce z moim najlepszym przyjacielem. Po prostu postanowiłem się śmiać z tej sytuacji, a co za tym idzie też z Chrisa.
To było urocze, że tak bardzo we mnie wierzył i myślał, że uda mi się wyrwać Livę. Szkoda tylko, że trochę się pomylił co do moich możliwości i w ten sposób skończył ze mną w wykwintnej restauracji. Dla sprostowania, to nie był mój pomysł. Jego też nie. Po prostu kiedy Eira, a potem też Nikki dowiedziały się o zakładzie, same zarezerwowały nam stolik, podały termin i po prostu nas tam wysłały. Trzeba przyznać, wyglądało na to, że będą bawiły się lepiej niż my. Zainteresowały się tym tak bardzo, że zostały u Chrisa w domu, oczekując na nasz powrót, by jak najwcześniej uzyskać wszystkie informacje o naszej randce.

czwartek, 17 marca 2016

Rozdział 17

 
Kiedy tym razem umówiłem się z Livą postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Wciąż nie wiedziałem, czy mam u niej jakieś szanse i jak podchodzi do tych naszych spotkań, ale liczyłem na coś więcej. Żeby jednak mieć stuprocentową pewność (oraz żeby nikt się mnie w końcu nie czepiał) zdecydowałem, że muszę zapytać wprost.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 16


– Jak on się czuje? – zapytałem.

– Nastąpiła znaczna poprawa. Wcześniej stracił dużo krwi, ale udało nam się opanować sytuację, więc jesteśmy dobrej myśli.

– Ale na razie powinien odpoczywać?

– Odradzałabym udział w jakiejś misji, jeśli to masz na myśli. Szczególnie przez najbliższe dwa tygodnie. Lepiej żeby doleczył się do końca i osiągnął pełnię sił, nim znów podejmie się walki. Szkoda ryzykować.

– Nie mówcie o mnie, jakby mnie tu nie było – warknął Huke, zwracając naszą uwagę.

sobota, 13 lutego 2016

Rozdział 15

Czekałem na informacje od Nikki, ponieważ Liva jeszcze nie pojawiła się na naszym przygotowaniu do misji. Udawałem przytomnego i zainteresowanego tym wszystkim, co się działo dookoła mnie, ale myślami byłem w zupełnie innym świecie.
Czy to dziwne, że myślałem o tym pocałunku z Chrisem? Okay, nad tamtym pierwszym też się zastanawiałem, ale bardziej dlatego, że martwiłem się o jego reakcję, a nie moją. Ten pocałunek... To zupełnie coś innego. Nie dla żartu i jeszcze tamta sytuacja, w której rozmawialiśmy trochę o uczuciach. Co to było? Co to znaczyło dla niego? I najistotniejsza sprawa, czy powinienem go o to pytać? Bałem się odpowiedzi, którą mogłem otrzymać.

sobota, 9 stycznia 2016

Rozdział 14

    Nie dogadałem się z Chrisem. Pytałem go chyba z pięć razy, o co tak naprawdę chodzi z tym ślubem, lecz za każdym zbywał mnie tylko sarkazmem albo jakimś głupim żartem. W końcu chyba trochę się zirytował, a gdy wciąż nie odpuszczałem, kazał mi definitywnie zakończyć ten temat i w ostateczności zaczął mnie ignorować.