wtorek, 11 kwietnia 2017

Rozdział 7 [Being your voice]

Pierwszy raz nie mogłem doczekać się końca weekendu i powrotu do szkoły. Było to spowodowane tym, że tak bardzo chciałem spotkać się z Penny'm. Po tej randce nasz kontakt znacznie się polepszył i przez cały weekend esemesowaliśmy ze sobą. Naprawdę świetnie się z nim dogadywałem i, choć pisaliśmy ciągle o jakichś pierdołach, to jakoś żaden z nas nie mógł tego przestać.
Penny, jak już zdążyłem się zorientować nie należał do super grzecznych chłopców i dość często traktował szkołę niepoważnie. W jednej z ostatnich wiadomości dał mi do zrozumienia, że nie wie, czy przytoczy się dzisiaj do szkoły, więc trzymał mnie w prawdziwej niepewności. Nancy już dowiedziała się o naszej randce i kilka razy próbowała mnie o to zagadać, ale trochę ją zlałem. Nie było to do końca fajne z mojej strony, ale naprawdę mocno zaabsorbowała mnie wymiana esemesów z Penny'm.
W końcu zadzwonił dzwonek na lekcję i pojawił się pan Siwer, więc odkleiłem się od telefonu. Nancy postanowiła wykorzystać ten moment.
– Jak było z Penny'm? – zapytała, gdy zajmowaliśmy miejsce w sali.

– Och, super! – przyznałem.
– Nie wiedziałam, że on wpadł ci w oko, ale całkiem uroczo razem wyglądacie.
Uśmiechnąłem się.
– Na razie to była tylko jedna randka.
Nancy wywróciła brwiami. Przeczesała ręką włosy, które przybrały już zupełnie nowy kolor, a był to jasny różowy. Ten kolor nadawał jej delikatności, a o Nancy na ogół nikt nie myślał w tej kategorii. Wyglądała naprawdę ładnie w tym kolorze, ale średnio pasował do jej charakteru, o czym wcześniej ją poinformowałem.
– To się zawsze tak zaczyna. Jedną randką. A gdzie byliście?
– Najpierw poszliśmy do Starbucksa na kawę. Penny zamówił mi jakąś wyjątkowo smaczną kawę waniliową. Naprawdę przypadła mi do gustu, więc chętnie napiłbym się jej jeszcze raz, a ja raczej nie jestem jakimś szczególnym fanem kawy. – Z trudem powstrzymałem chęć opisania Nancy z najmniejszymi szczegółami, dlaczego uważałem tę kawę za taką rewelacyjną. – A potem poszliśmy na dach Riverpoint.
– Na dach Riverpoint? – powtórzyła zdziwiona.
Pan Siwer tradycyjnie średnio zwracał uwagę na uczniów i nawet nie zauważył, gdy wszyscy tylko rozmawiali ze sobą.
– Mhm. Mówił, że jego mama pracuje w jednym z tamtych z biur, więc ma dostęp.
– No, tak faktycznie. – Nancy zmrużyła oczy. – Penny faktycznie coś takiego wspominał.
Pokiwałem głową.
– I jak było?
– Już się o to pytałaś – wytknąłem jej.
– Ale niewiele mi powiedziałeś – zarzuciła mi, cały czas się uśmiechając. – Ale lubisz go?
Zarumieniłem się lekko.
– No tak. Bardzo mi się podobało i mam nadzieję, że jemu też – powiedziałem szczerze. – Jak widziałaś przed lekcją cały czas z nim pisałem i chciałbym jeszcze raz gdzieś z nim wyjść. Szkoda, że go dzisiaj nie ma. – Westchnąłem rozmarzony.
– A co na to Dereck?
– A co on ma do tego? – zapytałem zaskoczony. Na myśl przyszła mi ta kasjerka (swoją drogą, jak brzmiało to jej super trudne imię?), która wzięła nas za parę. Ale nie byliśmy parą, więc mogłem się spotykać z innymi chłopakami.
– No... Myślałam, że jemu też się trochę podoba Penny – wyznała Nancy i speszyła się w ten charakterystyczny sposób, jak za każdym razem gdy wypytywała o Derecka.
– Nie, nie podoba mu się. Przynajmniej tak mi powiedział.
– Powiedział? – wyłapała dziewczyna.
Cholera. Ani Nancy ani Ladie nie wiedziały, że Dereck wysyła mi te mentalne wiadomości, więc nie mogła zrozumieć tego, co powiedziałem. Wspólnie ustaliliśmy, żeby nikomu nie mówić o tym naszym dziwnym połączeniu, więc chyba powinienem uważać na to, co, komu mówiłem.
– No, eee... pytałem się go – wydukałem. – I mi napisał na kartce.
– Ach – westchnęła Nancy ze zrozumieniem.
Dzisiejszy dzień okazał bardzo dobry. Kiedy po skończonym hiszpańskim poszliśmy pod kolejną salę lekcyjną, tam czekali już Ladie i Dereck. I ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, dostrzegłem też Penny'ego, który rozmawiał z tą dwójką, a na jego twarzy malował się zawadiacki uśmieszek. Serce zabiło mi szybciej.
– Hej, Nan – przywitał się, gdy nas dostrzegł. – Cześć, Simon.
Zostałem potraktowany znacznie lepiej niż przyjaciółka, ponieważ blondyn przytulił mnie na chwilę. Czułem, jak motyle w moim brzuchu zatrzepotały, a na moje policzki wkradła się zdradziecka czerwień.
Odchrząknąłem odrobinę zażenowany.
– A co to ma znaczyć, że się hiszpański omija? – zapytała Nancy.
– Oj, daj spokój. – Penny machnął ręką. – Ten cały Siwer nawet za mną nie zatęsknił.
– Za to Simon z pewnością zatęsknił – stwierdziła Ladie.
Znowu się zarumieniłem. Penny spojrzał na mnie przelotem i puścił mi oczko. A ja posłałem Ladie mordercze spojrzenie.
– Abstrahując już od szkoły – zaczął blondyn – wpadłem na świetny plan. Mam nadzieję, że uda się go zrealizować w tej waszej wiosze. W każdym razie, tak sobie myślałem i uznałem, że każdą nową, dobrą znajomość trzeba jakoś przypieczętować. Wywnioskowałem, że skoro cały czas ze mną rozmawiacie i nie udajecie, że nie istnieję, gdy tylko do was podchodzę, to znaczy że jako tako musicie mnie lubić. Co wy na to, żebyśmy wszyscy w piątkę wybrali się do klubu w najbliższy piątek? Bo macie tu jakieś kluby?
– Mamy – potwierdziła Ladie.
– Więc co wy na to?
– Nie wiem, czy jesteś tego świadomy, ale my jesteśmy jeszcze niepełnoletni. Nie wpuszczą nas.
– E tam. Damy komuś w łapę i będzie po sprawie.
– Jak dla mnie super! – zgodziła się Ladie.
Nie martwiłem się o dziewczyny, bo wiedziałem, że obie są typami imprezowiczek, ale problem tkwił w Derecku. Ostatnio jak zaproponowałem mu wyjście do klubu, to potem się pokłóciliśmy. Podejrzewałem, że on raczej nie będzie chciał pójść, a co za tym idzie, ja pewnie nie powinienem go zostawiać. Zerknąłem na niego, ale on unikał mojego wzroku.
– A mogę wziąć brata? – zapytała Ladie.
– Jasne. Im więcej osób poznam w tym zacnym miejscu, tym lepiej.
– Dereck? – zwróciłem się do przyjaciela, żeby przyciągnąć jego uwagę.
Chłopak spojrzał na mnie swoimi ciemnymi oczami i twarzą, która nie wyrażała zupełnie nic, po czym wzruszył ramionami.
– Myślę, że Dereck nie będzie chciał iść – zanegowałem pomysł, patrząc mu cały czas prosto w oczy. Nie udało mi się jednak zaobserwować u niego żadnej reakcji.
Penny zmarszczył brwi i zamyślił się chwilę. Potem położył Dereckowi rękę na ramieniu i nachylił się do niego.
– No co ty? Stary, chodź z nami, będzie super.
Dereck ściągnął usta, po czym strącił rękę Penny'ego. Blondyn odsunął się od niego i uniósł ręce w poddańczym geście. Chyba poczuł się trochę urażony tym, jak ciemnowłosy go potraktował, ale udawał, że wszystko jest w porządku.
– Nie musisz z nami iść – powiedział Penny do niego.
– Ech, to chyba nie jest najlepszy pomysł – stwierdziła Nancy.
Uniosłem brwi ze zdziwienia. Ona? Odmawia imprezy? Ladie też chyba bardzo to zaskoczyło, bo popatrzyła na przyjaciółkę z wyraźnym niezrozumieniem. Nancy chyba po prostu stawała po stronie Derecka (jak zawsze).
– No co wy tacy nieimprezowi jesteście? – zasmucił się Penny.
– Najwyżej nie musimy iść wszyscy razem – powiedziała Ladie, obserwując Nan. – Simon, piszesz się na ten klub?
Cholera. Tak strasznie chciałem iść, po pierwsze – do klubu, a po drugie – po prostu gdzieś z Penny'm. Ta sytuacja była jednak dla mnie trochę ciężka, bo chyba nie powinienem zostawiać tak na lodzie Derecka. Chciałem poprosić o więcej czasu na zastanowienie, ale Ladie domyśliła się, dlaczego tak długo się nad tym zastanawiałem.
– Dawaj, Simon – powiedziała. – Dereck się nie obrazi, prawda? – dodała, zwracając się do niego.
Dereck zerknął na mnie, po czym zgodził się z Ladie ruchem głowy. Wyglądało na to, że dawał mi wolną rękę. Martwiłem się tylko, że teraz w towarzystwie tak mówił, a potem jak wrócimy sami do domu, to się na mnie obrazi.
Westchnąłem ze zrezygnowaniem.
– Zastanowię się – stwierdziłem w końcu.
– Jak coś – powiedziała Nancy – to wy sobie pójdziecie do tego klubu, a my z Dereckiem pójdziemy w jakieś ciekawsze miejsce. Co nie? – zwróciła się do chłopaka. Dereck pokiwał głową na zgodę, ale nic nie przekazał mi myślami.
Potem zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec przerwy i zaczęła się lekcja. Przez całe zajęcia Dereck w ogóle się do mnie nie odzywał. Trochę mnie to przestraszyło, szczególnie że wiedziałem, że przyczyną tego najprawdopodobniej jest ta propozycja wyjścia do klubu.
Nachyliłem się do niego.
– W porządku? – zapytałem. – Zupełnie się wyciszyłeś.
Dereck pokiwał głową.
– Daj mi znać, jak coś jest nie tak.
Dereck znów tylko skinął. Przez pozostałe lekcje nie usłyszałem do niego nawet pół słowa, choć wiele razy próbowałem go zagadywać. Reszta z początku oczywiście nie dostrzegła, że coś jest nie tak, bo nie widziała tej sytuacji z mojej strony, ale kiedy Penny na którejś przerwie z kolei wspomniał o tym wyjściu, Dereck wywrócił teatralnie oczami. A potem odszedł. Penny'ego trochę zirytowało to zachowanie i czułem, że sytuacja między nimi zrobiła się trochę napięta.
Nie usłyszałem nic od Derecka przez całą naszą podróż powrotną do domu. I w domu również nic nie wyraził. Pytałem go o jakieś proste rzeczy – czy chce herbaty, czy oglądamy jakiś serial, ale on za każdym razem wzruszał tylko ramionami.
– Dereck, co z tym wyjściem do klubu? – zapytałem go.
Żadnej odpowiedzi nie otrzymałem.
– Jesteś na mnie o to zły, prawda?
Dereck zmarszczył brwi i przyjrzał mi się uważnie. Pokręcił głową.
– Wiem, że jesteś zły. Nie pójdę do tego klubu, nie martw się. Po prostu nie bądź na mnie zły.
Przyjaciel przełknął ślinę i zacisnął dłoń w pięść. Nadal jednak nic nie powiedział do mnie w myślach. Musiałem go jakoś sprowokować do reakcji, więc skuliłem się i, patrząc na niego, zacząłem mrugać, jakbym powstrzymywał się od płaczu.
– Przepraszam, Dereck – mruknąłem. – Nie bądź na mnie zły.
Nie spodziewałem się jednak, że Dereck po prostu mnie przytuli. To było miłe i całkiem urocze, ale liczyłem na to, że w końcu się odezwie.
– Więc nie gniewasz się na mnie? – zapytałem, gdy już się od siebie odsunęliśmy. – Cały czas mam wrażenie, że jest inaczej. Po prostu tak ostro zareagowałeś w szkole, że ciężko mi uwierzyć, żebyś tak po prostu sobie odpuścił. Zadzwonię do Penny'ego i powiem mu, że nie pójdziemy do klubu.
Nie. Jestem. Na ciebie. Zły. – Dereck cedził słowa. Choć wydawał się być wyjątkowo niechętny, to jednak ucieszyłem się, gdy w końcu go usłyszałem.
– A brzmisz, jakbyś był – zauważyłem.
Nie jestem. Penny mnie trochę zirytował.
Świetnie. A więc mój najlepszy przyjaciel i potencjalny przyszły chłopak zaczynają za sobą nie przepadać. Bardzo ciekawie będzie dla mnie ta sytuacja wyglądać.
– Dereck, nie pójdę z nim do klubu, jak nie chcesz.
Ale ty chcesz iść.
– Nie szkodzi. Innym razem czy coś – powiedziałem. Dereck oczywiście miał rację. Bardzo chciałem iść do tego klubu. Nie chodziło tylko o sam klub, ale przede wszystkim o jakieś wyjście z Penny'm. Mogłem w zasadzie to sobie odpuścić i spotkać się z nim przy jakiejś innej okazji.
Nie, Simon. To, że ja nie mogę iść, nie oznacza, że ty też nie możesz. Spotkam się wtedy z Nancy, a jakby coś się działo, to przecież zawsze mogę się z tobą skontaktować. Chcę, żebyś poszedł, jeśli ty też chcesz iść.
Westchnąłem. To, co mówił brzmiało całkiem logicznie. Dereck w każdej chwili mógł się przecież do mnie odezwać, więc zawsze mógłbym mu pospieszyć z pomocą. No i nie zostałby też sam, skoro Nancy chciała się z nim spotkać. Może to nie jest taki zły pomysł?
– Ale...
Na randkę z Penny'm przecież poszedłeś beze mnie. – zauważył.
– No tak – przyznałem. – Nie będziesz zły, jak pójdę?
Dereck pokręcił głową.
– Powiesz mi, jak zmienisz zdanie?
Ciemnowłosy wywrócił oczami i uśmiechnął się lekko.
Nie zmienię, ale okay.
– A co z Penny'm? – zapytałem.
A co ma być?
– No... Będziesz na niego teraz zły?
Ja i Penny jakoś nie przepadamy za sobą. Na początku ludzie zawsze są mili, ale wiedziałem, że będziemy zgrzytać. On też mnie nie lubi.
– Nie możesz tego wiedzieć – zaprzeczyłem.
Zobaczysz na dniach.
Dereck oczywiście miał rację. Następnego dnia w szkole Penny ostentacyjnie unikał zwracania się do mojego przyjaciela w jakichkolwiek rozmowach. Postanowiłem go o to zapytać, gdy zostaniemy sam na sam. Nadarzyła się taka okazja, kiedy Penny szedł zapalić papierosa na przerwie, więc poszedłem razem z nim.
– Dlaczego tak totalnie olewasz Derecka? – spytałem.
– Co masz na myśli? – mruknął Penny.
– Nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi. Jak się o coś pytasz, to zwracasz się do każdego, tylko nie do niego. To trochę niemiłe, nie uważasz?
Peny wzruszył ramionami.
– Czy ja wiem? On i tak by mi przecież nie odpowiedział. Chyba lepiej go nie kłopotać.
Co takiego? Okay, to już było mocno niemiłe. Wykluczanie kogoś ze środowiska tylko dlatego, że jest na coś chory albo dysfunkcyjny było bardzo... nie fair. I choć na ogół Penny imponował mi w wielu rzeczach i ciągle się nad nim zachwycałem, to jednak tym razem nie potrafiłem nie spojrzeć na niego krytycznie. Nie podobało mi się jego podejście.
– Penny – zacząłem – to jest bardzo chamskie zachowanie. Ladie i Nancy też są świadome tego, że Dereck im nie odpowie, a jednak nigdy go nie wykluczają. A Nancy chce się spotkać sama z Dereckiem. Twoje podejście jest po prostu... okropne! To tak jakby się nie chciał zadawać z niewidomym tylko dlatego, że nie widzi. To nie jest jego wina.
Penny zaciągnął się papierosem, po czym spojrzał na mnie, przygryzając wargę. Włożył rękę w swoje blond włosy i szarpnął za nie.
– Kurwa – mruknął. – Masz rację, zachowałem się jak fiut. Po prostu... Wiem, że tego nie da się wytłumaczyć, ale byłem trochę zły za to, że tak zlał moją propozycję wyjścia do klubu ciepłym moczem. Przepraszam, Simon.
Trzeba przyznać, że Penny dość szybko zrozumiał swój błąd. To dobrze. Uśmiechnąłem się do niego pokrzepiająco. Wiedziałem, że obcowanie z Dereckiem bywało trudne, szczególnie na początku, gdy jeszcze się go nie znało i nie wiedziało, jak do niego podejść.
– Widzisz, Penny, to nie tak, że Dereck tak po prostu cię zlał. On po prostu przez to, że nie mówi, nie czuje się dobrze w dużej grupie ludzi, więc unika takich miejsc.
– Cholera, masz rację – przyznał Penny. Znów zaciągnął się papierosem, po czym kontynuował: – Przepraszam, serio. Myślałem, że on nastawił się od razu tak negatywnie, tylko dlatego, że to był mój pomysł. Wiesz, dlatego że mnie nie lubi.
– To nie prawda – zaprzeczyłem od razu, choć po chwili przypomniałem sobie o tym, jak Dereck wczoraj mi mówił, że za nim nie przepada. No cóż, może lepiej jednak zachować to dla siebie, żeby negatywnie nie nastawiać Penny'ego.
Spór został względnie zażegnany. Penny już następnego dnia zaczął zachowywać się zupełnie normalnie. Był trochę niegrzeczny, jak to on, ale miły i nie obrażał Derecka. Dereck jednak chyba odczuł do niego już długotrwałą urazę, bo kilka razy skomentował w myślach dość nieładnie zachowanie Penny'ego. Starałem się tym nie przejmować, a kiedy w moim mniemaniu stanowczo przesadził, to zwracałem mu uwagę. Poczułem się trochę jak mediator, który stoi pomiędzy kłócącymi się stronami i stara się być obiektywny.
Ten tydzień zleciał mi całkiem szybko i z radością powitałem piątek, dzień imprezy. Umówiliśmy się z Penny'm, że spotkamy się z nim w jakimś charakterystycznym punkcie w mieście (padło na Riverpoint), a stamtąd razem poszlibyśmy do klubu. Nancy i Dereck uznali, że też mogą się spotkać z nami w tamtym miejscu, a potem iść gdzieś indziej. Mi to jak najbardziej odpowiadało, bo to znaczyło, że Dereck podwiezie mnie samochodem.
Baw się dobrze – pomyślał Dereck, kiedy byliśmy już w drodze na miejsce spotkania.
– Jasne, dzięki – odparłem. – Ty z Nancy też.
I uważaj na Penny'ego.
– Dereck! – zawołałem. – No już mu trochę odpuść.
Dobra, dobra.
Wywróciłem oczami. Chyba już nie było sensu, żebym bronił Penny'ego w oczach Derecka, bo on i tak wyrobił już sobie jakąś opinię.
Ladie i jej brat czekali na nas już na ławce koło Riverpoint. Ladie ubrała się w swoim typowym stylu, założyła jasną koronkową sukienkę, pokręciła swoje platynowe włosy i zrobiła bardzo jasny makijaż, akcentując jedynie usta intensywnym czerwonym. Wyglądała jak Królowa Śniegu. Joshua był bardzo podobny do siostry, też miał bladą karnację i błękitne oczy, tyle że on nie rozjaśniał swoich kasztanowych włosów. Zapuścił też delikatny, trzydniowy zarost, który nadawał mu wygląd niedbałego chłopaka i przy okazji podkreślał wyraźną linię szczęki. Joshua był od nas starszy o cztery lata i stanowczo jednym z najprzystojniejszych facetów, jakich miałem okazję oglądać.
– Hej – przywitałem się.
Ladie wstała, żeby pocałować mnie i Derecka w policzek, a Joshua podał nam rękę.
– Rozumiem, że wy już poznaliście tego nowego – zagadnął.
– Joshie, mówiłam ci, że znamy go ze szkoły – powiedziała Ladie, cmokając niezadowolona, że brat pytał o to, o czym ona już mu mówiła. Klepnęła go lekko w kolano, na co Josh zdzielił jej rękę.
– Nie będziesz mnie bić, młoda. – Zaśmiał się. – Słyszałem, że udało ci się go poderwać, Simon? – Zwrócił się do mnie.
Mogłem się tego spodziewać.
– Byliśmy razem na randce – powiedziałem, czując, że zaczynam się rumienić.
– I jak było?
– Oj, nie – wtrąciła Ladie. – Znowu będziesz przez pół godziny opowiadać o kawie?
Nie umknęło mojej uwadze, że Dereck zaczął uśmiechać się pod nosem. On najwięcej razy słyszał tę historię, więc pewnie znał już ją na pamięć.
– Byliście na kawie? – podjął Josh, uśmiechając się zawadiacko. Jak byłem młodszy i dopiero odkrywałem, że lecę na chłopaków, to moje wątpliwości najczęściej pojawiało się w towarzystwie Josha. A już najbardziej mnie dobijały, gdy tylko uśmiechał się w taki sposób. Ten chłopak był moim pierwszym, względnie poważnym zadurzeniem i, choć teraz już zupełnie mi przeszło, to nie mogłem nie docenić piękna tego uśmiechu.
Niedługo potem pojawiła się Nancy. Przywitała się z nami wszystkimi, po czym chwilę porozmawiała, a potem zebrała się wraz z Dereckiem. Na odchodne Ladie jeszcze zapytała tę dwójkę, czy na pewno nie chcą iść na imprezę, ale odmówili.
Dosłownie kilka sekund po tym, jak zniknęli za rogiem, z przeciwnej strony nadszedł Penny i wyglądał rewelacyjnie. Swoje blond włosy nastroszył trochę do góry i ubrał skórzaną kurtkę, co nadało mu wyglądu bad boya. Gdy tylko go zobaczyłem, miałem ochotę olać resztę i pójść gdzieś, gdzie byłbym z nim sam na sam.
– Cześć – powiedział na przywitanie, po czym mnie objął, pocałował Ladie w policzek, a z Joshuą wymienił się uściskiem dłoni i imieniem.
– To co? – zapytała Ladie, wstając raptownie i klaszcząc w dłonie. – Idziemy podbić parkiety?
Z naszego miejsca spotkania było całkiem blisko do klubu o nazwie Fall Out B. Ja nigdy tam nie byłem (bo nie byłem w żadnym klubie), ale Ladie kiedyś odwiedziła to miejsce ze swoim bratem i oboje się zapierali, że jest bardzo fajne. Mi i Penny'emu pozostawało jedynie wierzyć im na słowo.
Z zewnątrz to miejsce wyglądało zupełnie zwyczajnie. Zwykłe drzwi wciśnięte pomiędzy innymi budynkami okazały się być dźwiękoszczelne, więc na zewnątrz wylały się ostre bity, gdy tylko je uchyliliśmy. Joshua przytrzymał nam drzwi, a my podążyliśmy za Ladie schodami na dół i zatrzymaliśmy się przy szatni. Już w tym miejscu słyszeliśmy wyraźnie muzykę dochodzącą z sali.
Zostawiliśmy swoje rzeczy, po czym poszliśmy głębiej do klubu. Jak się okazało, znajdował się tam dwie sale z parkietami, przy czym w jednej był też bar, a w drugiej – scena z didżejem. Wystrój był dość mroczny, ściany pomalowano na granatowo, a podłogę wyłożono czarnymi płytkami ze srebrnymi akcentami. Muzyka głośno dudniła nam w uszach, więc uznałem, że będzie się nadawać do tańczenia.
Joshua zaproponował, żebyśmy najpierw uderzyli w kielicha, więc do razu skierowaliśmy się do baru. Rozpoznał w barmanie jakiegoś swojego kumpla, więc wszyscy dostaliśmy zniżkę na szoty i jakąś popitę i już chwilę później czułem, jak alkohol przyjemnie rozgrzewa moje ciało. Potem chcieliśmy iść tańczyć, a że Joshua zagadał się ze swoim kumplem, to poszliśmy na parkiet do sali ze sceną tylko w trójkę.
Ladie od razu zaczęła nas obtańcowywać, ponieważ w klubach czuła się jak ryba w wodzie. Ja nie byłem jakimś mistrzem tańca, ale radziłem sobie nieźle. Choć nie sądzę, żeby dla kogokolwiek miało to jakieś znaczenie w tym tłumie ludzi. Ciągle czułem, jak jakieś obce ciała się o mnie ocierały, ale miałem to gdzieś, bo ja też ocierałem się o innych. Zerknąłem na Penny'ego, a on złapał mój wzrok i uśmiechnął się do mnie po flirciarsku. Przygryzłem wargę i spojrzałem w inną stronę. Byłem mistrzem w udawaniu, że nie zauważam, jak ciągle wpada na mnie przypadkiem.
Niedługo potem, do Ladie zaczął przystawiać się jakiś chłopak. Ponieważ wydał jej się całkiem przystojny, porzuciła naszą dwójkę i zatopiła się razem z nim w tłumie innych osób. Zostaliśmy sami, więc Penny nachylił się do mnie:
– Chcesz dzisiaj ostro poszaleć? – zapytał, krzycząc prosto do mojego ucha.
– To znaczy?
– Chodź się jeszcze napić – odpowiedział i wyciągnął mnie z tłumu ludzi.
Wróciliśmy pod bar, gdzie nie znaleźliśmy już brata Ladie, tak samo jak tamtego barmana. Był za to jakiś inny, z dość miłym uśmiechem, więc zamówiliśmy sobie po dwa szoty i szklankę coli. Wypiliśmy je za jednym zamachem, popiliśmy i już chwilę później poczułem przyjemny szum w głowie.
– Już się schlałeś? – zapytał Penny.
– Nie, ale jestem na etapie zbyt odważnego – odpowiedziałem.
Penny zaśmiał się.
– Skoczysz ze mną na szluga?
Zgodziłem się, więc zapytaliśmy barmana, gdzie znajduje się palarnia, po czym podążyliśmy we wskazanym kierunku. Palarnia była dość sporym pomieszczeniem odchodzącym od drugiej sali. Znajdowały się tam miejsca siedzące, a muzyka docierała trochę gorzej, więc większość ludzi wybierała się tutaj, żeby z kimś względnie normalnie porozmawiać. Tak wiele osób paliło tutaj papierosy, a tego pomieszczenia nie wietrzono, więc zrobiło się tutaj zupełnie siwo. Mogłem ten dym łapać w dłonie. Zakaszlałem trochę, bo nie byłem do tego przyzwyczajony, więc Penny wspaniałomyślnie zajął miejsce blisko wyjścia, tak abym spokojnie oddychał.
Usiedliśmy dość blisko siebie, ale Penny i tak przysunął się bliżej, gdy tylko odpalił sobie papierosa.
– I jak ci się tutaj podoba? – zapytałem.
– W Dublinie mieliśmy trochę większe kluby – przyznał – ale ten też jest fajny. A tobie? To twój pierwszy raz, prawda?
Pokiwałem głową. Penny ruszył nagle jedną nogą, ocierając się o mnie. Z jakiegoś powodu wydało mi się to podniecające.
Penny wydmuchał nosem trochę dymu i zajrzał mi w oczy.
– To co myślisz? – powtórzył.
– Jest fajnie. Głośno, ale fajnie.
– To dobrze.
Oparłem głowę o ścianę i obserwowałem Penny'ego, jak palił papierosa. Wyglądał całkiem seksowanie, gdy wydmuchiwał ten dym na różne sposoby – raz nosem, raz ustami. Zdawało mi się, że chyba nawet robił to, żeby mi zaimponować.
Gdy skończył palić, zaproponował:
– Idziemy się jeszcze napić i wracamy na parkiet?
Choć już trochę szumiało mi w głowie, uznałem to za świetny plan, więc znowu podbiliśmy do baru. Tym razem zdecydowaliśmy się na jednego szota, ale odpuściliśmy sobie popitę. Alkohol trochę palił mnie w usta, więc zakaszlałem. Na Penny'm najwidoczniej wódka nie robiła żadnego wrażenia, bo zachowywał się dość trzeźwo i nawet się nie skrzywił.
Wróciliśmy pomiędzy tłum ludzi, tańcząc koło siebie wśród innych ludzi przez kilka piosenek. Podbiła do nas grupka dziewczyn, ale szybko zdały sobie sprawę, że nie byliśmy nimi szczególnie zainteresowani. Nie wiedziałem, jak to się stało, ale w pewnym momencie zaczęliśmy tańczyć już tylko we dwójkę. Penny obejmował mnie w pasie, a ja ułożyłem mu dłonie na ramionach i szaleliśmy w tej kombinacji. Nie zwracałem uwagi na otaczającą mnie rzeczywistość, tylko od czasu do czasu, czułem, jak ocierają się o mnie jacyś nieznajomi. Głównie jednak patrzyłem Penny'emu prosto w oczy, a on patrzył w moje. Było w tym coś takiego intymnego i, cholera, po raz pierwszy tak bardzo zapragnąłem go pocałować.
Nie byłem jednak jeszcze tak pijany, żeby to zrobić.
Czułem się tak fantastycznie w jego objęciach, że nie miałem ochoty tego przerywać. Straciłem zupełnie poczucie czasu i nie wiedziałem, ile piosenek przetańczyliśmy razem. Liczyłem, że może wytrzymamy tak do końca wieczoru, ale potem poczułem mój niesforny pęcherz, który dał mi znać, że chyba pora wybrać się do łazienki.
Postanowiłem zasadzić Penny'ego najbardziej romantycznym pytaniem w historii, więc nachyliłem się do niego i zapytałem:
– Skoczymy do kibla?
Blondyn się zgodził. W męskim na szczęście nie było kolejki, ale za to bardzo nieprzyjemnie śmierdziało rzygami. A więc ktoś już osiągnął zgon. Po załatwieniu potrzeb fizjologicznych, poczułem, że te szoty, które wypiłem, już trochę zaczynały mi odpuszczać. Penny z radością poparł mój pomysł na kolejną wycieczkę do baru, gdzie trafiliśmy na Ladie. Dziewczyna siedziała przy blacie z drinkiem w jednej ręce, a drugą kręciła swoje włosy i ponętnie mrugała do chłopaka, z którym rozmawiała.
– Już wyrwała – powiedział Penny do mojego ucha.
Wyszczerzyłem się do niego.
– A ty wyrwałeś? – zapytałem.
Penny uniósł kpiąco brwi.
– No pewnie, że tak.
Zaśmiałem się i wypiłem kolejnego szota, aby utrzymać dobry humorek.
– A wiesz, gdzie jest Josh? – zapytał Penny, znów ciągnąc mnie na parkiet.
Pokręciłem głową, ale nie martwiłem się zbytnio. Po części dlatego, że alkohol sprawiał, że bagatelizowałem sytuację, a po części dlatego, iż wiedziałem, że pewnie Ladie jest z nim cały czas w kontakcie. Penny jednak wyglądał, jakby się trochę przejął, więc od razu przyciągnąłem go do siebie, gdy weszliśmy między ludźmi, żeby skupił się na czymś ciekawszym, to jest na mnie. Chłopak nie protestował i objął mnie z uśmiechem, po czym zaczął poruszać biodrami.
Tym razem nie potańczyliśmy dużo, po dość szybko obaj stwierdziliśmy, że przydałoby się jeszcze trochę napić. Znów podbiliśmy do baru, gdzie już nie znaleźliśmy Ladie, ale na szczęście znaleźliśmy alkohol. Zajęliśmy miejsca na hokerach przy blacie, bo postanowiliśmy zabawić tu trochę dłużej. Penny zamówił nam jakieś drinki i, o ile dobrze dosłyszałem nazwę, to było to Sex on the beach. Nie znałem się na drinkach, więc zdałem się na niego. Drinki miały ładny żółto-pomarańczowy kolor, więc uznałem, że nie mogą być takie złe. Spróbowałem.
– I jak?
Spojrzałem na Penny'ego.
– Naprawdę dobre – przyznałem.
– Cieszę się – powiedział. – Lepsze niż kawa?
– Alkohol jest zawsze lepszy niż kawa.
– O nie! – zawołał Penny, a na jego twarzy wymalował się sztuczny zawód. Nie udawał długo, bo za chwilę znów się uśmiechnął.
– Wybacz – dodałem ze śmiechem.
– Zmienisz zdanie, jak już cię nauczę pić dobrą kawę.
– Okay – zgodziłem się, bo to oznaczało, że będziemy musieli się więcej razem spotykać. A ja bardzo chciałem się z nim spotykać.
Penny nachylił się do mnie i położył mi rękę na ramieniu. Spojrzałem mu prosto w oczy i znajdowaliśmy się tak blisko siebie, że moglibyśmy zacząć się całować. Czułem, że zaczynam się rumienić od tych myśli.
– W przyszłym tygodniu koniecznie musimy iść na randkę – powiedział Penny.
Pokiwałem głową z zadowoleniem.
– O tak, zgadzam się.
Nie wiem, czy tak bym zareagował, gdybym był trzeźwy.
Wypiliśmy nasze drinki do końca, a potem zamówiliśmy jeszcze po jednym. Tym razem już nie wiedziałem, co to był za drink, ale przypadł mi do gustu, ponieważ miał ładny, niebieski kolor, a raczej rzadko piłem coś niebieskiego. Rozmawiało mi się z Penny'm tak dobrze, że żadnego z nas nie rwało z powrotem na parkiet. Chcąc przedłużyć czas przy barze, poprosiliśmy jeszcze o dwa piwa, a potem zdecydowaliśmy się na trzy kolejki szotów. Czułem, że to nie jest najlepszy plan, żeby tak mieszać różne alkohole, szczególnie że nie byłem bardzo zaprawiony w piciu, ale jakoś nie miało to dla mnie większego znaczenia. Szumiało mi w głowie, humor mi dopisywał, Penny był obok. Myślałem całkiem trzeźwo. Na tyle trzeźwo, że odmówiłem czwartego szota.
Postanowiliśmy nie zalegać dłużej przy barze, więc znów wróciliśmy na parkiet. Zanim to jednak zrobiliśmy, sprawdziłem telefon. Nie miałem żadnych nieodebranych połączeń, ale za to odkryłem, że była już pierwsza w nocy. Wow, siedzieliśmy tu już od prawie pięciu godzin.
Ludzi na parkiecie nadal było dużo, ale przerzedziło się trochę pod didżejką, więc tam wylądowaliśmy. Tym razem już nie obejmowaliśmy się w tańcu, tylko tańczyliśmy koło siebie, więc co chwilę dołączały się do nas jakieś dziewczyny i próbowały nas podrywać. Czułem trochę niesmak, kiedy jakaś niewysoka brunetka przystawiała się do mojego przyszłego chłopaka, ale Penny tylko się tym bawił, więc ja także podjąłem tą zabawę. Tańczyłem z blondynką, która przedstawiła się jako Sophie, a on obok z tamtą czarną, ale tak naprawdę cały czas zerkaliśmy na siebie. Nawzajem się prowokowaliśmy i bardzo spodobała mi się ta zabawa.
Potem nastała era wolnych kawałków. A tego już nie mogłem znieść, więc podziękowałem mojej towarzyszce, Penny pożegnał się ze swoją i wróciliśmy pod bar. Wahałem się nad tym kolejnym szotem, bo czułem, że ostro już przeholowałem, ale blondyn był bardzo przekonywający i tak oto napiłem się mojego ostatniego szota dzisiejszego wieczora.
Poszliśmy razem jeszcze raz do palarni, bo Penny znów chciał zapalić. Tym razem nikogo już tu nie było, więc i dymu było trochę mniej, ale i tak usiedliśmy blisko wyjścia, gdzie stan powietrza prezentował się najlepiej. Chłopak odpalił sobie papierosa i oparł się o ścianę obok mnie.
– Och, kurwa. – Westchnął. – Dużo wypiliśmy.
Zaśmiałem się, bo uznałem to za bardzo zabawne stwierdzenie.
– Jesteśmy młodzi, musimy szaleć – powiedziałem.
Penny wydmuchał dym.
– Umiesz robić takie kółeczka? – zapytałem.
Penny zerknął na mnie i wyszczerzył zęby.
– Pewnie. Chcesz zobaczyć?
Pokiwałem głową, przypatrując mu się, a on mocno zaciągnął się papierosem. Potem ułożył usta w kółeczka, a z nich wyleciał idealny okrąg z dymu, ciągle delikatnie się powiększający.
– Wow, to jest super.
Penny zaśmiał się i położył rękę na moim udzie.
A potem urwał mi się film.

Obudziłem się w łóżku z okropnym bólem głowy i wydawało mi się, że musiało być coś koło południa, ponieważ słońce bardzo raziło mnie w oczy. Zirytowałem się trochę, bo u nas w Irlandii słońce z reguły chowało się za chmurami, a akurat dzisiaj, jak miałem okropnego kaca, postanowiło zza nich wyjrzeć.
Wyjęczałem coś niezrozumiałego w poduszkę i przekręciłem się na drugi bok.
Próbowałem sobie przypomnieć coś z wczoraj, ale moje wspomnienia odwoływały się tylko do początku imprezy oraz miałem też jakieś przebłyski, jak budziłem się w nocy, bo ścierpła mi ręka. Choć co do tego drugiego, to nie dałbym sobie głowy uciąć, że naprawdę się to wydarzyło.
Potem chyba znowu zasnąłem, bo kiedy się ocknąłem słońce już nie dawało mi po oczach, a w pokoju zrobiło się zupełnie ciemno. Głowa nadal mnie bolała, ale uznałem, że kiedyś wypadałoby się zwlec z łóżka, a jeśli nie zrobiłbym tego teraz, to już nigdy bym się do tego nie zmusił.
Miałem szczerą nadzieję, że nie spotkam Helen, bo pewnie robiłaby mi jakieś wykłady o tym, jak okropnie się schlałem. W zasadzie, to jak dostałem się do domu...?
Starałem się zachowywać, jakoś względnie cicho, kiedy znalazłem się w kuchni. Z radością zarejestrowałem, że była pusta, więc wyjąłem sobie szklankę i nalałem do niej trochę wody. Chciałem też zajrzeć do łazienki w poszukiwaniu jakichś tabletek, ale nie zdążyłem nawet zacząć realizować tego pomysłu, a w drzwiach kuchennych pojawił się Dereck. Wyglądał całkiem dobrze, ale coś w jego wzroku mnie zastanowiło. Zdawało mi się, że patrzył na mnie... karcąco.
Mam nadzieję, że znowu nie pijesz.
– Uch – jęknąłem. – Nie ma szans. To tylko woda.
Wczoraj nieźle sobie pofolgowałeś.
Dereck wszedł głębiej do pomieszczenia i podał mi opakowanie tabletek paracetamolu. Popatrzyłem na niego z wdzięcznością i wycisnąłem sobie dwie, po czym szybko je łyknąłem. Liczyłem, że zaczną działać możliwie jak najszybciej.
– Wiesz w zasadzie co się stało? – zapytałem, spoglądając na niego niepewnie.
Dereck uniósł kpiąco brew i uśmiechnął się pod nosem. Chyba nie był aż tak zły, jak mi się wydawało.
Najebałeś się.
– No wiem – mruknąłem.
Pamiętasz coś?
Pokiwałem głową i usiadłem przy stole, bo już nie miałem siły stać. Dereck nastawił wodę w czajniku i przyłączył się do mnie, po czym popatrzył na mnie wyczekująco.
– Coś pamiętam – powiedziałem. – Bawiłem się z Penny'm, trochę piliśmy...
Trochę...
Wywróciłem oczami, ale przyznałem mu rację.
– Tańczyliśmy i byliśmy w palarni – kontynuowałem. – Ja nie paliłem. Trochę gadaliśmy, znowu poszliśmy na parkiet i do baru...
Zaskakujące.
– Nie wtrącaj się – mruknąłem. – Byliśmy jeszcze raz w palarni i...
Dotknąłem ręką twarzy. Tam coś się wydarzyło. Czułem to pod skórą, ale nie mogłem sobie przypomnieć, co to było. Cholera. Czy wypadało zadzwonić do Penny'ego i się o to zapytać? Nagle uświadomiłem sobie, że przez większą część tego wieczoru wdzięczyłem się do chłopaka i cały czas chciałem się z nim całować. Czy to się stało?
– O kurde – jęknąłem. – Chyba... Chyba się z nim całowałem.
Chyba?
– Nie pamiętam – powiedziałem i popatrzyłem na Derecka przerażony.
Zapytasz go przy najbliższej okazji.
– Ale to chyba nie wypada...
Dereck wzruszył ramionami.
Co się działo potem?
– Nie jestem pewien, czy się całowaliśmy – zastrzegłem. – Wiem, że znów byliśmy w palarni i tym razem nikogo tam nie było. To bardzo sprzyjająca sytuacja. Choć wydaje mi się, że w tamtym klubie każda sytuacja stwarzała pozory sprzyjającej.
Nie wątpię.
Zmarszczyłem brwi. Dereck był dla mnie naprawdę cięty, a to oznaczało, że musiałem coś zrobić. Na przykład być okropnym po powrocie do domu.
– Dereck, ja... Jak się dostałem do domu?
Penny po mnie zadzwonił jakoś po pierwszej.
– Rozmawialiście? – zapytałem zaskoczony.
Nie. On strasznie dużo gadał, między innymi o tym, że rzygałeś.
– O, nie! – jęknąłem, chowając twarz w dłonie ze wstydu. – Tak się przed nim skompromitowałem. A potem?
Poprosił, żebym po ciebie przyjechał i się rozłączył. Napisałem mu w esemesie, że jadę i, oczywiście, zająłem się tobą. Przetransportowałem cię tutaj, ułożyłem w łóżku i ukryłem przed Helen. Zbełtałeś się w holu, a ja musiałem to sprzątać. A na koniec nie chciałeś, żebym sobie poszedł i musiałem z tobą spać.
Przygryzłem policzek od środka. Cóż, to naprawdę stawiało mnie w bardzo złej sytuacji. Ale to przynajmniej tłumaczyło, dlaczego ciągle drętwiała mi ręka w środku nocy. Najprawdopodobniej traciłem dopływ krwi, bo Dereck na niej leżał. Już kiedyś mi się to zdarzało, gdy spaliśmy razem.
– Przepraszam – powiedziałem. – Nie chciałem tak przeholować.
Wiedziałem, że ten Penny cię schleje.
– To nie jego wina – zaprzeczyłem od razu.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, bo Dereck nic nie odpowiedział, a ja nie wiedziałem, co mógłbym powiedzieć. Czułem się trochę zażenowany tą sytuacją. Penny musiał sobie pomyśleć, że jestem jakimś niewychowanym szczylem, który pierwszy raz dorwał się do alkoholu.
Przypomniałem sobie o wodzie w czajniku, która zdążyła się już zagotować, więc wstałem i zabrałem się za przygotowanie nam napojów. Swoją drogą, ciekawe jak Ladie bawiła się na tej imprezie. Z reguły do klubu nie wybierała się bez brata albo Nancy, a tym razem... Nancy!
– Dereck? – odwróciłem się gwałtownie w jego stronę. – Co z Nancy?
To znaczy?
– Przeszkodziłem wam randce! – wykrzyknąłem.
Dereck zacisnął szczęki i spojrzał na mnie spod byka.
Po pierwsze, to nie była randka. Po drugie, wyobraź sobie po pierwszej w nocy nasze spotkanie już dawno się zakończyło. A po trzecie, jeszcze raz, to nie była randka. Mam nadzieję, że w końcu do ciebie dotrze, że Nancy mi się nie podoba i jest moją przyjaciółką.
Postawiłem przed Dereckiem jego kubek z herbatą i pokiwałem potulnie głową.
– Jasne, przepraszam – powiedziałem.
Dereck jeszcze przez chwilę patrzył na mnie surowo, po czym wywrócił oczami. Uśmiechnął się do mnie lekko, dając mi do zrozumienia, że się nie gniewa i pomyślał:
Ale trzeba ci przyznać, że ty jak już imprezujesz, to z rozmachem.

5 komentarzy:

  1. Hmm umieram z ciekawości co będzie dalej i czego dokładnie nie pamięta Si
    😁

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że Dereck nie okazuje w ten sposób zazdrości :D Ja tam go mogę shippować z każdym, tylko nie Simonem :P A Penny jakoś tak łatwo odpuścił. W sumie to podobało mi się to. Czy wszystkie rozdziały będą pisane z perspektywy Simona?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie narratorem tej historii jest Simon, więc tak. Ale będą dwa fragmenty/rozdziały (jeszcze nie wiem, jak wyjdzie, bo jestem w trakcie pisania), które będą jakby z innej perspektywy.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. Według mnie na dobre wyjdzie Simonowi i Dereckowi gdy czasem wyjdą gdzieś osobno. Simon powinien mieć własne zdanie i nie musi zawsze zgadzać się ze swoim przyjacielem.
    Hmmm dziwne, że według Nancy Dereck też lubił Penny'ego a w rezultacie okazało się odwrotnie Xd ta kobieca intuicja haha
    Też uwielbiam, jak ktoś robi okręgi z dymu <3 mi jakoś nigdy to nie wychodziło więc szacun Penny ;)
    Hahah Simona poniósł melanż ^^ Mam nadzieję, że wydarzyło się coś ciekawego między naszymi gołąbkami <3
    Próbuje sobie wyobrazić "nierandkę" Derecka, ciekawe czy pisał na kartcę... W sumie kino byłoby idealne dla niego bo nie trzeba się odzywać :D
    Mam nadzieję, że jednak przekona się do imprez i wyjdą gdzieś wszyscy razem :)
    Życzę Tobie weny, bo maraton sam się nie zrealizuje ;D ale nie naciskam Xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, nigdy nie można pozwolić, by ktoś nas przyćmiewał, a Simon i Dereck są przecież osobnymi ludźmi ;)
      Kobieca intuicja sprawdza się zawsze xD
      Jak ja wyobrażałam sobie spotkanie Derecka i ogółem jego sposób komunikacji, to raczej jest tak że to Nancy więcej mówiła. A Dereck od czasu do czasu odpowiadał jej pisemnie, na telefonie :D Ale kino to faktycznie świetny plan, sama na to nie wpadłam ^^
      Dziękuję za wenę, teraz dużo jej potrzebuję. Na chwilę obecną cztery rzeczy mam nienapisane, więc może być ciężko. Obstawiam, że jednak znów mi się nie uda w stu procentach, ale walczę ;)

      Usuń