Kiedy
Trudis wezwała mnie do siebie na ploty (oczywiście nazwała to
„poważną rozmową”), wcale nie byłem zaskoczony. Po tym co się
ostatnio działo spodziewałem się, że nagle wpadnie i zapragnie
zobaczyć się z moją fantastyczną osobą. Miałem tak wielką
ochotę po prostu zlać jej problemy i powiedzieć, że mam własne
(na przykład niejasną sytuację z moim przyjacielem, do której sam
doprowadziłem i którą najwidoczniej widziałem tylko ja), ale jako
podrzędny Łowca musiałem się grzecznie stawić, bo inaczej
zostałbym brutalnie ukarany.
–
Cześć, Trudis –
rzuciłem na przywitanie, nawet nie kłopocząc się używaniem
formalnych zwrotów.
Pani
dyrektor spojrzała na mnie srogo z wyraźną chęcią skrytykowania,
ale kiedy spostrzegła, że najwidoczniej jestem nie w humorze, po
prostu sobie darowała.
–
Siądziesz? –
zaproponowała spokojnie.