–
Zjesz ze mną śniadanie?
– zapytał Chris, kiedy rano stoczyłem się na dół do kuchni.
Czułem
się zmęczony. Nie spałem prawie całą noc, myśląc o tym, jaki
jestem żałosny. Byłem zazdrosny o najlepszego przyjaciela i nawet
nie wiedziałem dlaczego. Okay, istniały w mojej głowie pewne
podejrzenia, że czysto teoretycznie mogą, tak odrobinkę, podobać
mi się faceci. Nie brzmiało to dla mnie na realną historię, toteż
odrzuciłem tę opcję. No a innych nie miałem.
– Nie,
dzięki. – Pokręciłem głową. – Planuję się zaraz zebrać do
Eiry i Huke'a.
– Bez
śniadania? – zapytał podejrzliwie.
Wzruszyłem
ramionami.
–
Katujesz się, Max –
stwierdził. – Jak twoja siostra się dowie, że pozwalam ci nie
jeść, to mi urwie jaja.
– Ja
nie jestem jakiś chory – wyjęczałem.
–
Przecież wiem! Po prostu
to dziwne. Chodź ze mną zjeść – dodał miękko.
Przez
chwilę mierzyliśmy się wzrokiem, ale od momentu kiedy na niego
spojrzałem, wiedziałem, że jestem na przegranej pozycji. Nie wiem,
jak to się
stało, ale ja po prostu nie potrafiłem mu odmówić. Westchnąłem
i skinąłem głową.




