– Wow, świeże powietrze! –
zawołałem.
Tydzień, który musiałem spędzić
w szpitalu, minął mi całkiem szybko. Chociaż miałem momenty, w
których myślałem, że zanudzę się na śmierć, to jednak udało
mi się to jakoś przetrwać. Z prawdziwą radością wyszedłem w
końcu na zewnątrz. Co więcej, odbierał mnie Chris, więc już nie
mogłem się doczekać, aż wrócimy do domu.
– Cieszysz się jak jakiś
przedszkolak – skomentował Chris.
– Dziewiętnaście dni bez świeżego
powietrza – usprawiedliwiłem się.
– Szesnaście – poprawił mnie. –
Z czego dziewięć byłeś nieprzytomny.
– Nie cieszysz się, że wyszedłem
– wytknąłem mu.
Chris wywrócił oczami i przyciągnął
mnie do siebie.