poniedziałek, 27 lutego 2017

Nie wytrzymam [MK tbz]

UWAGA!
Jeżeli tytuł tego posta coś Wam mówi, to dobrze.
Jeśli pamiętacie starego one-shota Nie wytrzymam, to bardzo mnie to cieszy. Historia dwóch chłopaków tam przedstawiona jest rozwinięta i dość skomplikowana, ale nigdy nie chciałam pisać jej w formie opowiadania. W zasadzie nigdy nie chciałam jej pisać, jedynie tamten jeden one-shot jakoś kiedyś się wyrwał z czeluści mojego umysłu i nawet nie został szczególnie dopracowany. Ostatnio jednak natchnęło mnie i zaczęłam pisać jeszcze jedną historię dla tamtych chłopaków i myślę, że chciałabym ją Wam opublikować. Idąc tym tropem, pomyślałam, że mogłabym stworzyć z ich historii coś w rodzaju kolekcji one-shotów. Przemyślałam sprawę, spodobał mi się ten pomysł i zamierzam wcielić go w życie. Żeby jednak moje sumienie było czyste, postanowiłam poprawić i dopracować tego pierwszego one-shota z tej serii (między innymi usunąć te okropne przekleństwa z początku, bleh). Starego tekstu nie usuwam, jakby ktoś chciał do niego wrócić, niemniej jednak ten nowy jest bardziej aktualny. Nie żeby te teksty różniły się jakoś znacząco.
Tymczasem kolekcję one-shotów zatytułowałam jak w poście: MK tbz. Wszystkie teksty z tej serii zostaną oznaczone na początku tymi pięcioma literkami i znajdziecie je w dziale z one-shotami (nie przewiduję dla nich osobnej strony, no chyba że bardzo się rozrosną).
A teraz możecie już śmiało czytać ☺

czwartek, 15 grudnia 2016

Epilog

Mówiłem już kiedyś, jak Chris fantastycznie wygląda w garniturze? Bo szczęka poleciała mi niemalże do samej podłogi, kiedy przyszedł do mnie i poprosił, żebym zawiązał mu zielony krawat. Ja miałem taki sam. Chcieliśmy delikatnie zasygnalizować wszystkim, że jesteśmy razem. Tak jakby jeszcze istniał ktoś, kto o tym nie wiedział.

środa, 14 grudnia 2016

Rozdział 36

Wow, świeże powietrze! – zawołałem.
Tydzień, który musiałem spędzić w szpitalu, minął mi całkiem szybko. Chociaż miałem momenty, w których myślałem, że zanudzę się na śmierć, to jednak udało mi się to jakoś przetrwać. Z prawdziwą radością wyszedłem w końcu na zewnątrz. Co więcej, odbierał mnie Chris, więc już nie mogłem się doczekać, aż wrócimy do domu.
Cieszysz się jak jakiś przedszkolak – skomentował Chris.
Dziewiętnaście dni bez świeżego powietrza – usprawiedliwiłem się.
Szesnaście – poprawił mnie. – Z czego dziewięć byłeś nieprzytomny.
Nie cieszysz się, że wyszedłem – wytknąłem mu.
Chris wywrócił oczami i przyciągnął mnie do siebie.